Rurociąg NordStream to ekologiczna bomba?
Liczy na to polski poseł Marcin Libicki, który we wtorek przedstawił w komisji parlamentarnej projekt rezolucji w tej sprawie. Jeśli pod projektem podpisze się cały Parlament, będzie to ważny element politycznego nacisku na Komisję Europejską.
Polska od dawna protestuje, że Niemcy dogadali się z Rosjanami bez naszego udziału i wybrali trasę, która omija nasz kraj. Jeśli gazociąg pod Bałtykiem będzie istniał, Rosja będzie mogła zakręcić kurek z gazem Polsce i naszym wschodnim sąsiadom, jednocześnie nadal dostarczając gaz do Europy Zachodniej.
Projekt wywołuje też protesty ze względu na zagrożenie ekologiczne. Do PE trafiły dwie petycje w tej sprawie z Polski i Litwy. Właśnie dlatego Parlament zajął się sprawą i powierzył deputowanemu Libickiemu napisanie raportu.
Raport wskazuje, że budowa objęłaby tereny Natura 2000; mogłaby zostać naruszona broń chemiczna z czasów II wojny światowej; do uruchomienia rurociągu trzeba użyć tysięcy ton chemikaliów, które mogłyby wyciec do Bałtyku.
Raport może liczyć na poparcie eurodeputowanych z innych krajów leżących przy trasie gazociąguAle zapewne znajdą się i tacy, którzy będą próbowali poprawkami osłabić jego wymowę. W tej sprawie
Komisja ma głosować nad raportem pod koniec maja, cały PE - 9 lipca.