Rozmowa z prof. Jerzym Buzkiem: Czy CCS uratuje polski węgiel?
fot: Jarosław Galusek
- Uważam, że co najmniej dwie instalacje CCS powinny być zaproponowane Unii Europejskiej. Elektrownia Bełchatów i Zakłady Azotowe Kędzierzyn, gdzie zainwestuje nasz Południowy Koncern Energetyczny to w mojej ocenie dobre lokalizacje - proponuje Jerzy Buzek
fot: Jarosław Galusek
Jacek Srokowski, Kajetan Berezowski - \"Trybuna Górnicza\": - Bruksela przekonuje nas dziś do nowych, czystych technologii produkcji energii, zwłaszcza do CCS. Czy ta technologia jest nam rzeczywiście niezbędna?
- Tak, technologia CCS jest nam niezbędna, jeśli chcemy wykorzystywać węgiel przez następne dziesięciolecia, a jednocześnie chronić klimat. Wyjaśniam, że technologia CCS polega na wychwytywaniu i składowaniu pod ziemią CO2. Warto zauważyć, że dzisiaj nikt w Europie nie dyskutuje o tym, czy węgiel jest potrzebny, czy nie. To jest dobra wiadomość dla Polski i dla naszego regionu, bo mamy sporo węgla. Musimy jednak rozwiązać dwa problemy. Po pierwsze – jak ten węgiel wydobyć w bezpiecznych warunkach, ekologicznie i w miarę najtaniej, żeby się opłacało. Trzeba dobrze opanować sam proces wydobycia, a więc – po drugie - rozwiązać problemy górnictwa.
Jakie są to, Pańskim zdaniem, problemy?
- Dziś węgiel leży na hałdach, spółki węglowe mają jego nadmiar. Siadł bowiem przemysł, zmniejszyła się produkcja i mniejsze jest zapotrzebowanie na surowiec. Jestem jednak przekonany, że spowolnienie gospodarcze minie i ponownie wzrośnie zapotrzebowanie na energię i tym samym na węgiel.
Sądzi Pan, że powrót koniunktury oznaczać będzie dobre lata dla górnictwa?
- Na pewno lepsze lata. Chodzi bowiem także o to, aby węgiel wydobywać w sposób opłacalny. Szkoda, że po restrukturyzacji górnictwa w latach 1998–2002, w następnym okresie, nie inwestowano w górnictwo, nie otwierano nowych, bogatych pokładów. Ubogie, wyczerpane pokłady trzeba bowiem zamykać, bo ich eksploatacja jest nieopłacalna. Teraz odczuwamy skutki tych zaniedbań, bo na dobrym jakościowo węglu można zawsze zarobić.
A drugi problem?
- Pora już teraz zastanowić się, w jaki sposób ten węgiel będziemy wykorzystywać, aby nie było zwiększenia efektu cieplarnianego. Produktem spalania węgla jest bowiem CO2, który – zdaniem wielu uczonych – powoduje wzrost temperatury na Ziemi. Musimy tę emisję obniżyć, a nawet całkowicie wyeliminować. Jest to możliwe tylko w instalacji wychwytującej dwutlenek węgla, który po przetransportowaniu rurociągami w odpowiednie miejsce można bezpiecznie składować pod ziemią. Uważam, że co najmniej dwie instalacje CCS powinny być zaproponowane Unii Europejskiej. Elektrownia Bełchatów i Zakłady Azotowe Kędzierzyn, gdzie zainwestuje nasz Południowy Koncern Energetyczny to w mojej ocenie dobre lokalizacje.
Tak, jak nie ma stuprocentowej pewności, czy CO2 rzeczywiście ma wpływ na ocieplenie klimatyczne, tak też nie wiadomo, czy wychwytujące go instalacje sprawdzą się w praktyce. A jeśli okaże się, że nie, to co wówczas? A może jest już dziś zwyczajnie za późno na tak drogie eksperymenty?
- Owszem, jest ryzyko, że się nie uda. Proszę jednak w takim razie podpowiedzieć jakieś inne rozwiązanie.
Mamy do dyspozycji energetykę odnawialną.
- No tak, najtańszym odnawialnym źródłem energii są obecnie hydroelektrownie, ale nikt nie chce niestety budować zapór, bo za tym kryje się największe zagrożenie ekologiczne. Farmy wiatrowe budowane na lądzie są najtańsze, ale trzeba ponad 50 proc. kosztów budowy pokryć środkami zewnętrznymi, po prostu dofinansowaniem, żeby zamknął się bilans. Wiatraki na morzu kosztują jeszcze o połowę więcej! Dania w ciągu trzydziestu lat, przy gigantycznych nakładach i najlepszych wiatrach, ma w swoim miksie energetycznym zaledwie 30 proc. energii wiatrowej. Pytam więc, kiedy my osiągniemy taki wynik, skoro jesteśmy krajem o wiele biedniejszym.
Przecież zobowiązaliśmy się do wprowadzenia energetyki odnawialnej.
- Tak, ale to ma być 15 proc. w roku 2020. Najbardziej rozwinąć trzeba biogazownie, bo w naszych warunkach najlepiej się opłacają. Jestem za energetyką odnawialną, tylko kto za to zapłaci, jeśli chcielibyśmy zastąpić nią węgiel. Z węgla produkujemy dzisiaj 93 proc. potrzebnej energii. Nie wolno nam z węgla rezygnować!
A jakie koszty wiążą się ze stosowaniem CCS?
- CCS też byłoby nieopłacalne, gdyby Unia nie dawała środków na instalacje. Skoro chce to zrobić, to musimy z tej możliwości skorzystać.
A gdyby tak spróbować podnieść sprawność energetyczną na znaczną skalę?
- Podnoszenie sprawności energetycznej jest tak samo konieczne, jak inwestowanie w energetykę odnawialną. W najbliższym czasie wymienimy 40 proc. naszych zużytych już bloków energetycznych i poprawimy ich sprawność z 35 do niemal 50 proc. Technologia CCS jest nam jednak potrzebna niezależnie od energetyki odnawialnej i oszczędzania energii. Jeśli zaoszczędzimy 20 proc. energii – tak się zobowiązaliśmy – i 15 proc. uzyskamy ze źródeł odnawialnych, to i tak nadal będziemy bardzo dużo energii produkować z węgla. A to wiąże się z emitowaniem ogromnych ilości CO2. Za jedną tonę emitowanego dwutlenku węgla będzie trzeba coraz więcej płacić. Jeśli chcemy mieć w przyszłości stosunkowo tanią energię, to musimy wyeliminować emisję właśnie poprzez nowoczesne instalacje wychwytujące dwutlenek węgla.
Europa zatem skłania się ku instalacjom CCS, a reszta świata biernie przygląda się tym działaniom i jakoś niewiele robi, by zapobiec ociepleniu klimatycznemu.
- Nie do końca tak jest. Toczą się właśnie w tej sprawie negocjacje w skali świata i polski Minister Środowiska je prowadzi. Ostatnie spotkanie przedstawicieli 190 krajów odbyło się w Poznaniu. Do grudnia br., kiedy to planowana jest kolejna konferencja klimatyczna, tym razem w Kopenhadze, powinno zostać uzgodnione porozumienie. Jeśli doń nie dojdzie, to Unia z pewnością stanowczo na taki obrót spraw zareaguje. Ja jestem jednak w tym względzie optymistą.
Skąd się bierze Pański optymizm?
- Proszę zwrócić uwagę na politykę energetyczną Stanów Zjednoczonych. Zwracam uwagę nie tylko na deklaracje prezydenta Obamy, ale także na konkretne działania. Tam już w kilku stanach wschodniego wybrzeża funkcjonuje system handlu emisjami, a Kalifornia wprowadza instalacje CCS, mimo że produkuje zaledwie 12 proc. energii z węgla.
Kto jeszcze jest z nami?
- Światowa Organizacja Handlu też jest przygotowana na okoliczność fiaska światowych negocjacji w sprawie walki z ociepleniem klimatycznym. Rozważa się wprowadzenie ceł na towary eksportowane przez kraje, które nie zastosują się do zaproponowanych warunków. To tak samo, jak walczy się z cenami dumpingowymi wynikającymi ze skrajnie niskich płac, lub nie przestrzegania zasad ekologii. Chińczycy doskonale o tych planach wiedzą. Mają zresztą u siebie wielki program energetyki odnawialnej, zmieniają swoje podejście do energetyki węglowej i bardzo interesują się technologią CCS, podobnie jak cały świat.
Wynika z tego, że Europa jest tutaj liderem?
- Ponad czterdzieści instalacji CCS zgłoszono do Komisji Europejskiej. Zrobiły to takie koncerny energetyczne, jak: RWE, Vattenfall, EON, EDF, BP, Shell. Zapewniam, że kto jak kto, ale oni umieją liczyć pieniądze.
A jeśli Unia Europejska za kilka lat odejdzie od takich pomysłów jak CCS?
- Nie wydaje mi się. Dzisiaj najważniejsze jest, że 12 z 40 zgłoszonych instalacji otrzyma gigantyczne pieniądze z tzw. Programu Flagowego Unii. Te 12 instalacji będzie można praktycznie za darmo wybudować. Powtarzam więc – dlaczego nie spróbować?! Trzeba wybudować te demonstracyjne instalacje u siebie i mieć tę technologię. Może okazać się, że technologia CCS nie zapewni trwałego składowania CO2. Dwutlenek węgla ulotni się wtedy ponownie do atmosfery i cała technologia będzie bezużyteczna. Dlatego waśnie mamy do czynienia z ryzykiem. Jeśli jednak otrzymamy środki na nasze dwie instalacje, to już będzie superinteres.
Jak wobec tego nasze projekty CCS wyglądają na tle pozostałych?
- Pół roku temu znajdowały się w absolutnym ogonie, ale ostatnie miesiące przyniosły postęp. Jeśli chodzi o zaawansowanie, są na średnim europejskim poziomie. Szkopuł jednak w tym, że to za mało. Trzeba zmieścić się w pierwszej dwunastce, żeby myśleć o sukcesie.
Kto ma teraz najtrudniejsze zadanie w procesie przygotowania samych projektów?
- Największe zadanie stoi przed firmami inwestującymi. Nie obejdzie się jednak bez jednoznacznego i zdecydowanego poparcia rządu. To są przecież firmy państwowe! Potem zdecydowanie dużo do powiedzenia będą mieć geolodzy. Gdzie bowiem zmagazynować dwutlenek węgla? To jest największy znak zapytania. Trzeba dobrać właściwą lokalizację na składowanie.
Co zatem jest teraz najistotniejsze?
- Poprawa sprawności poprzez przebudowę wielu bloków energetycznych. Będziemy mogli produkować tyle samo energii, zużywając mniej węgla i emitując mniej CO2, nawet bez zastosowania CCS. Nowe bloki energetyczne muszą już być przygotowane na dołączenie do nich w przyszłości instalacji CCS, która całkowicie eliminuje emisję CO2. Reasumując: trzeba przyspieszyć kroku z dwoma instalacjami CCS w Bełchatowie i w Kędzierzynie. Jednocześnie jednak trzeba szybko inwestować w nowoczesne wysokosprawne bloki energetyczne, bo na prolongatę do 2020 r. zakupu sto procent emisji CO2 mogą liczyć tylko ci, którzy już zaczęli inwestycje.
Rozmawiali: Kajetan Berezowski, Jacek Srokowski