Rozmowa z Michałem Piotrowskim, górnikiem strzałowym, twórcą bloga Miedziowy Górnik
fot: ARC
- Pomysł na bloga powstał w 2013 r. (...). Chciałem walczyć z nieprawdziwymi stereotypami górników, którzy żyją jak królowie i wciąż wyciągają ręce po więcej - mówi Michał Piotrowski
fot: ARC
- Jak zaczęła się Twoja górnicza droga? Co sprawiło, że zdecydowałeś się na pracę w kopalni?
- Pochodzę z górniczej rodziny. Moi dziadkowie pracowali na kopalni, a z racji miejsca zamieszkania praca górników nigdy nie była mi obca. Jednak nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Zawsze wolałem pracę na powierzchni, a moją pierwszą była praca magazyniera, którą do dziś miło wspominam – głównie ze względu na pracodawcę i miłą atmosferę w małej firmie. Jednak w pewnym momencie musiałem pomyśleć o przyszłości, ustabilizować się finansowo i założyć rodzinę. Samą decyzję o spróbowaniu sił w górnictwie przyśpieszyła ciąża żony. W tamtych czasach zarobki górników były znacznie większe od pozostałych branż, do tego dochodziła pewniejsza przyszłość w państwowej firmie.
- W jakiej kopalni zaczynałeś i na jakim stanowisku?
- Było to w 2012 roku w kopalni Makoszowy, która już nie fedruje. Wtedy była jeszcze połączona z kopalnią Sośnica. Trafiłem na Oddział Robót Przygotowawczych GRP2, czyli na przodki, i oddziału już nie zmieniłem aż do samego końca „pracy na węglu”. Podczas zamykania kopalni mieliśmy wybór – czy zostajemy na Makoszowach pod Spółką Restrukturyzacji Kopalń, czy przechodzimy do Sośnicy. Większość osób została, a ja wraz z kilkoma postanowiliśmy przejść do sąsiedniej kopalni. Był to rok 2015 i na Sośnicy pracowałem aż do roku 2019.
- Ale finalnie trafiłeś do KGHM. Jak to się stało, że zostałeś górnikiem miedziowym?
- Tak naprawdę to, że trafiłem do KGHM, to czysty przypadek. Podobnie jak z rozpoczęciem „pracy na węglu”, tak i tutaj nigdy nie myślałem o przeniesieniu. Głównie ze względu na zbyt duży dystans pomiędzy Górnym Śląskiem a Dolnym Śląskiem. Wszystko zaczęło się od kolegi, z którym pracowałem na dwóch wspomnianych wcześniej kopalniach węglowych. On prawie dwa lata przede mną postanowił spróbować swoich sił i przeniósł się na miedź. W pewnym momencie odezwał się do mnie i zaczął namawiać mnie do przenosin, przede wszystkim dlatego, że zrobiłem kurs górnika strzałowego, a to właśnie jest jeden z niewielu kursów, które bardzo się tu na miedzi przydają i tacy górnicy z doświadczeniem są tu mile widziani. Miałem spore opory, aby w ogóle zaaplikować na ogłoszenie o pracę, jednak oprócz kolegi była jedna ważniejsza sprawa, która zdecydowała o tym, że wysłałem swoją aplikację. Chodziło o zapewnienie sobie pewnej przyszłości po paru latach.
- Gdzie dokładnie pracujesz obecnie, w jakim zakładzie, na jakim stanowisku?
- Obecnie pracuję na kopalni Polkowice-Sieroszowice, szyb SG1, jako górnik strzałowy pod ziemią.
- Jakie są największe różnice zarówno w pracy, jak i w całej sferze kulturowo-zwyczajowej pomiędzy kopalniami węglowymi a kopalniami miedzi?
- Różnic jest wbrew pozorom bardzo dużo, ciężko to opisać wszystko słowami, ale większość ludzi ze śląskich kopalń ma podobne odczucia i doświadczenia na starcie. Całkowicie inny system wydobywczy, system pracy, warunki pracy. Praktycznie wszystko jest inne – od poruszania się po kopalni po sprzęt ochronny czy narzędzia pracy. Poza samą jazdą szolą, reszta jest zgoła inna, już kiedyś opisałem większość różnic na swoim blogu.
- A skąd w ogóle pomysł na bloga?
- Pomysł na bloga powstał w 2013 r. zaraz po tym, jak się okazało, że ówczesna wtedy Kompania Węglowa ma poważne problemy z rentownością. Czytałem dużo o górnictwie w internecie na branżowych portalach, ale zawsze brakowało mi możliwości wypowiedzenia się w pewnych sprawach, dlatego postanowiłem, że założę bloga górniczego i opiszę ludziom, jak jest naprawdę. Chciałem walczyć z nieprawdziwymi stereotypami górników, którzy żyją jak królowie i wciąż wyciągają ręce po więcej, czy choćby o to, żeby media odróżniały górników od związkowców. Pod sam koniec pracy na węglu blog już praktycznie nie był aktywny, a w momencie przejścia na miedź postanowiłem zmienić nazwę z Młody Górnik na Miedziowy Górnik.
- Jak koledzy, szefostwo i ogólnie odbiorcy reagują na Twoją twórczość w internecie?
- Nigdy nie chwaliłem się, że prowadzę bloga, wśród kolegów czy w samej pracy. Kilka razy zrobiło się o mnie trochę głośniej, np. gdy wystąpiłem w Dzień Dobry TVN, czy ostatnio podczas akcji KGHM #GórnicyGórnikom, gdy poproszono mnie o nagranie jakiegoś wideo dla górników z Górnego Śląska ze słowami wsparcia i otuchy w walce z wirusem. Szefostwo z węgla nigdy raczej nie zauważyło mojego bloga. Trochę inaczej jest tu na miedzi. Tutaj od samego początku zauważyłem dużo nowych obserwatorów związanych z moim pracodawcą, w tym samego prezesa KGHM. Jeżeli chodzi o odbiór, to dostaję dużo pozytywnych komentarzy, że fajnie się czyta itp. Ostatnio też mam dużo prywatnych wiadomości od górników z węgla, którzy podpytują mnie o różnice w pracy oraz o szczegóły samej pracy. Starają się dowiedzieć jak najwięcej, nim podejmą konkretne decyzje. Ja miałem to szczęście, że miałem kolegę, który rzucił się na głęboką wodę, zmieniając swoje życie o 180 stopni, dlatego mnie było trochę łatwiej, bo wiedziałem mniej więcej, co mnie czeka. Teraz staram się pomóc innym, którzy nie mają swoich źródeł tu na miedzi.