Rozmowa z ADAMEM GAWĘDĄ, wiceministrem energii, pełnomocnikiem rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego

fot: Jarosław Galusek/ARC

- Byłbym ostrożny co do dalekosiężnych deklaracji związanych z budową kopalń - mówi wiceminister energii Adam Gawęda

fot: Jarosław Galusek/ARC

Utrata dużej części rynku przez spółki węglowe spowodowała, że prywatni importerzy wykorzystali ten moment. W gospodarce nie ma miejsca na próżnię - stwierdza w rozmowie z Trybuną Górniczą ADAM GAWĘDA, wiceminister energii, pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

15 lipca otrzymał pan nominację na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Energii. Jakie były pana pierwsze działania?
Na początku musiałem się zapoznać z zakresem działań, zadań i oczekiwań, jakie przede mną postawił minister Krzysztof Tchórzewski. Następnie przeszedłem do przeglądu wszystkich spółek węglowych oraz gruntownego przeanalizowania wszystkich bieżących i wieloletnich projektów strategicznych. Taka wiedza jest bardzo ważna, by przyszłe decyzje nie były obarczone błędami, a gra toczy się o odbudowę potencjału wydobywczego w możliwie jak największej liczbie kopalń i zwiększenie udziału rodzimego węgla w rynku dla energetyki zawodowej i ciepłownictwa. Przegląd już się odbywa. Przy udziale ekspertów z lokalnego środowiska będą powołane zespoły analizujące plany techniczno-ekonomiczne kopalń, a także plany ruchu, projektowane rozcinki, inwestycje kapitalne oraz możliwości wejścia w nowe rejony wydobywcze. Mam na myśli głównie kopalnię ROW Polskiej Grupy Górniczej, ale również objęcie specjalnym nadzorem inwestycji Bzie-Dębina, realizowanej w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. To pierwsze podjęte przeze mnie działania, a decyzje zapadną po zakończeniu tej analizy.

Przed trzema laty kierował pan audytem kopalń dawnej Kompanii Węglowej. Czy obecny przegląd będzie realizowany na podobnej zasadzie?
Nie będzie tak głęboki, bo wiedza na temat kopalń tak bardzo się nie zmieniła. Tak naprawdę upływ trzech lat mógł spowodować, że kopalnie poszły w nowe rozcinki, a w większości z nich zmienił się „plan ruchu – część szczegółowa”. To są jednak niuanse niezwiązane z zasadnością prowadzonych inwestycji. Wiedza pozyskana podczas audytu sprzed 3 lat pozwala mi na wyłuskanie tych potencjalnie ważnych inwestycji, które w tamtej perspektywie były priorytetowe. Gdy dzisiaj te przedsięwzięcia przeanalizujemy, uzyskamy odpowiedź, które z nich należy uznać za strategiczne i kontynuować, a których należy poniechać, bo nie dają gwarancji zwiększenia potencjału wydobywczego. Przykładem niech będzie złoże przylegające do ruchu Rydułtowy kopalni ROW.

Podkreśla pan konieczność odbudowy potencjału wydobywczego, tymczasem na zwałach kopalń rosną zapasy węgla.
Utrata dużej części rynku przez spółki węglowe spowodowała, że prywatni importerzy wykorzystali ten moment. W gospodarce nie ma miejsca na próżnię. Prywatni importerzy, widząc niedobór węgla na naszym rynku, zakontraktowali dużo większą ilość surowca niż rzeczywiście wynikało to z potrzeb energetyki, ciepłownictwa i spółek komunalnych. Odstąpienie od zawartych umów narażałoby te firmy na dodatkowe koszty wynikające z kar umownych. W związku z tym jeszcze w pierwszych miesiącach bieżącego roku import był znaczący. Obecnie rosnący trend wyraźnie się załamał, a ilość sprowadzanego węgla wyraźnie maleje. Nadmiar surowca na zwałach jest co najmniej niepokojący, dlatego przyczyny spekulacyjnego importu, a także zakup importowanego węgla przez spółki Skarbu Państwa, muszą zostać dokładnie przeanalizowane. Na odpowiedź czeka też pytanie, dlaczego spółki energetyczne tak późno zaczęły szukać dobrych rozwiązań?

Skoro dotknęliśmy trudnych tematów, jak ocenia pan sytuację w Tauronie Wydobycie?
Sytuacja jest bardzo poważna, dlatego na ostatnim Zespole Trójstronnym zadeklarowałem, że ta spółka będzie poddana wnikliwej ocenie. Po ostatnich rozmowach mogę powiedzieć, że odpowiedzialnością rady nadzorczej tej spółki jest dokonanie właściwego wyboru przyszłego składu zarządu. Jestem przekonany, że już na początku sierpnia zbudujemy tam zespół, który spojrzy na spółkę nie tylko pod kątem ekonomicznym, ale również zaopiekuje się nią pod kątem techniczno-ruchowym i organizacyjnym. Moment jest bardzo trudny, a czasu na podjęcie odpowiedzialnych decyzji jest niewiele, ale tak to już jest, że przyjmując ciężar odpowiedzialności, przyjąłem na siebie i ten obowiązek.

Czy należy się w najbliższym czasie spodziewać zmian w strukturze organizacyjnej sektora?
Jest zbyt wcześnie, by formułować tak daleko idące wnioski. Na pewno chcę doprowadzić do takich zmian, które będą akceptowane przez stronę społeczną, dadzą możliwość lepszego organizowania pracy i wynagradzania załóg za faktycznie wykonaną pracę – tu podkreślę, że miernikiem nie może być wyłącznie wielkość wydobycia. Nasze górnictwo funkcjonuje w coraz trudniejszych warunkach geologiczno-górniczych, przy zwiększającej się głębokości, dlatego stworzenie modelu organizacji pracy i wynagradzania za tę pracę musi uwzględniać wszystkie te elementy.

Ograniczeniu kosztów i zwiększeniu wydajności służyć miała budowa nowych kopalń. Czy ta koncepcja, w kontekście gorszej koniunktury, jest nadal aktualna?
Byłbym ostrożny co do dalekosiężnych deklaracji związanych z budową kopalń. Natomiast rozbudowa istniejących zakładów i wykorzystanie obecnej infrastruktury, szczególnie najbardziej kapitałochłonnej w postaci szybów i przekopów, jest jak najbardziej celowa. Patrząc na mapę możliwych lokalizacji nowych kopalń, widzi się czerwone pola, oznaczające brak zgody samorządów na prowadzenie eksploatacji. Miejsc, gdzie taka zgoda została wyrażona, jest bardzo mało. Analiza, o której mówiłem na początku, musi uwzględnić taki rozwój kopalń, by działo się to w zgodzie z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Wszyscy mamy świadomość, że węgiel kamienny to własność górnicza, a więc własność Skarbu Państwa. Z dotychczasowych doświadczeń wynika jednak, że działania samorządów mogą stworzyć górnictwu bariery nie do pokonania. W tym kontekście rozbudowa kopalń o nowe wyrobiska kapitalne i rejony jest bardziej racjonalna.

Bolączką, z którą boryka się górnictwo, jest brak ludzi do pracy. Czy będziemy zatrudniać w kopalniach cudzoziemców?
Jeśli spełnią wymogi prawne, to dlaczego nie? Nie może to jednak wiązać się z „pójściem na skróty” pod względem bezpieczeństwa pracy. To muszą być osoby wykwalifikowane, które przejdą odpowiednie przeszkolenie, nie tylko będą pracować bezpiecznie, ale też nie narażą na szwank pozostałej załogi.

Czy jest pan optymistą w kwestii wypracowania Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy?
Jestem nie tylko optymistą, ale i entuzjastą tego rozwiązania. Pozwoli ono na jasne i czytelne wynagradzanie pracowników. System wynagradzania jest dzisiaj bardzo skomplikowany, a premiowanie nieczytelne. Sami pracownicy, a w szczególności młodzi adepci sztuki górniczej, domagają się transparentnego systemu, w którym znaczący udział mieć będzie premia uzależniona od efektów pracy na każdym z etapów produkcji i na każdym ze stanowisk.

Czego można życzyć panu na najbliższe miesiące?
Przede wszystkim górniczego szczęścia. Dobrej współpracy ze stroną społeczną, która jest wymagającym, ale odpowiedzialnym partnerem. A także dobrych decyzji, które będą poprzedzone wnikliwą i właściwą analizą. Zobowiązuję się do tego, że decyzje, mające istotne znaczenie dla sektora, zawsze będą solidnie przemyślane.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.