Rosyjski gambit gazowy
Te refleksje szachowe przypominają się, kiedy znany analityk rynku gazowego Michaił Krutichin z agencji RusEnergy na łamach dziennika „Kommiersant” ubolewa ostatnio nad polską porażką w negacjach gazowych z rosyjskim Gazpromem. Skądinąd trafnie zauważa on, że „bogata w węgiel Polska nie jest silnie uzależniona od dostaw gazu ziemnego”.
Niby to żadne odkrycie. Wszyscy o tym wiemy. Tylko tak jakoś się składa, że im bardziej się do tego przekonujemy, tym gorzej. Bo tym bardziej spada jego wydobycie na rzecz tańszego importu. O co tu w takim razie chodzi? Dlaczego sprawą tą zajmują się Rosjanie? Po pierwsze wiadomo, że nasze stosunki polityczne od 1989 roku nie układają się najlepiej. Po stronie polskiej stałe rozpamiętywanie przyczyn II Wojny Światowej i przypominanie zbrodni dokonanych na naszych rodakach nie nastraja do nas optymistycznie rosyjskiej polityki. To stało się przyczyną, że zrezygnowali oni z budowy biegnącego przez Polskę do Niemiec drugiej nitki rurociągu gazowego Jamał. Dla własnego bezpieczeństwa zdecydowali się na budowę Nord Stream przez Bałtyk.
Drugi zarzut, jaki kieruje pod naszym adresem rosyjski analityk, to niedocenianie budowanych u nas terminali do odbioru gazu skroplonego. Zwraca on uwagę, że gaz ten jest tańszy o ok. 30 procent od dostarczanego rurociągami. Polska mogłaby eksportować ten gaz do Środkowej Europy. Na dodatek uważa on, że zawieranie kontraktów na tak długi okres czasu jest „podejściem zupełnie niekonstruktywnym”. Jest jeszcze szereg innych propozycji, które Polacy mogliby wykorzystać w rokowaniach z Gazpromem. Z ubowlewaniem - jak się wydaje - podkreśla on fakt, że na polskich rokowaniach w sprawach gazowych wszystkie korzyści odniósł tylko Gazprom. Zwraca jednak uwagę fakt, że na samym początku swej wypowiedzi i na końcu analityk ten podnosi argumenty wewnątrzpolityczne. Uważa on, że opozycja w Polsce wykorzysta wszystkie te potknięcia rządu w rokowaniach z Rosją.
Trzeba przyznać, że z pewnym zdziwieniem czyta się tego rodzaju uwagi po stronie nam na ogół nieżyczliwej. Dotąd raczej z satysfakcją zauważano podobne sukcesy Gazpromu. Czyżby polityka rosyjska wobec Polski miała ulec zmianie na lepsze? Być może, że tak. Jest to jednak sygnał, że to Rosja pierwsza wyciąga dłoń do zgody i dobrze nam radzi niejako na swoją „szkodę”. Z drugiej strony, żadne tego rodzaju wystąpienia w „szachowym gambicie” nie są ani przypadkowe, ani też tylko osobiste.
Wydaje się, że światowy kryzys jeszcze bardziej jest dokuczliwy dla Rosji niż dla Polski. Prowadzenie dyktatorskiej polityki względem naszego państwa również Rosji coraz mniej się opłaca. Nord Stream jeszcze się nie rozpoczął. Jest jeszcze pora na wycofanie się z tej imprezy. Polska zawsze była przeciwna bałtyckiemu rurociągowi. Cóż to byłby za prezent dla nas, gdyby Rosjanie by się z niego wycofali! Tak po prostu nie mogą tego jednak uczynić, po całej europejskiej awanturze związanej z forsowaniem bałtyckiego przedsięwzięcia.
Muszą z tego wyjść z twarzą i tak, aby ich jeszcze za to pochwalono. Sygnał, jaki wysyłają oni cytowanym wystąpieniem swego analityka jest taki: poświęcimy dla was interesy naszego Gazpromu. Wy w zamian uznacie nas za przyjaciół i przynajmniej publicznie wycofacie się z tej nic nie wartej dyskusji o II Wojnie Światowej i o polskich ofiarach w Rosji. Ten problem polityczno-historyczny możemy - powiedzą - nadal negocjować, ale szanując się nawzajem. Rozmowy będą poufne, a komunikaty wspólne. Rząd odetnie się od wszystkich antyrosyjskich wystąpień w naszym kraju, a wtedy będziemy mogli zamiast przez Bałtyk znów poprowadzić rurociąg do Niemiec przez Polskę.
Nie wiadomo, czy za tą bardzo dyskretną propozycją nie stoją też Niemcy, którzy również zyskaliby na takim rozwiązaniu. Pierwszy zysk dla wszystkich to niższe koszta rurociągu drogą lądową, co w czasach globalnego kryzysu ma swoje znaczenie. Drugi zysk jest polityczny. Niemcy nie chcą wchodzić w antypolskie, fatalnie kojarzące się porozumienie z Rosją, które podkopałoby ich wpływy w Polsce.
Na koniec wielce symptomatyczna jest wzmianka o wykorzystaniu rosyjskich negocjacji przez opozycję w Polsce. Innymi słowy jest to mało dyskretny szantaż rządu polskiego. Nie zgodzicie się na nasze propozycje, to poprzemy opozycję, z którą dogadamy się w tej sprawie.
Rosjanom na ogół dobrze wychodzą szachowe gambity. Ofiara Gazpromu na początek miałaby odbudować ich wpływy i znaczenie w Polsce z korzyścią gospodarczą i polityczną dla obu krajów. W tym kontekście zapewne toczyła się też niedawna wizyta Putina w Polsce i zawoalowane jego sugestie w tym kierunku. Rosyjski gambit gazowy prawdopodobnie wchodzi już w fazę realizacji, inaczej nikt u naszych wschodnich sąsiadów nie odważyłby się nawet o nim wspomnieć.
Jest to moim zdaniem pozytywna dla Polski oferta, gdyż lepiej jest, że najbliżej nas położone światowe mocarstwo przechodzi ze statusu wroga do pozycji partnera w gospodarczych interesach.