Rosja wznowiła dostawy gazu do UE przez Ukrainę
fot: segodnya.ua
Ukraiński robotnik przy gazociągu
fot: segodnya.ua
Pierwsze po prawie tygodniowej przerwie partie paliwa popłynęły przez stację Sudża, w południowo-zachodniej Rosji, w kierunku stacji Orłowka, na Ukrainie. Gaz ten przeznaczony jest dla odbiorców na Bałkanach.
Wciąż na przebycie całej drogi z Rosji na Zachód surowiec będzie potrzebował co najmniej jednego dnia - powinien dotrzeć do odbiorców po 24-30 godzinach.
Ofiarą trwającego od tygodnia sporu o ceny surowca, zaległe płatności i oskarżenia o kradzież między Rosją a Ukrainą, padło ponad 15 państw Europy. Skutki odczuły: Austria, Niemcy, Turcja, Grecja, Włochy, Francja, Węgry, Czechy, Bośnia, Serbia, Bułgaria, Polska, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Słowacja, Macedonia i Mołdawia. W trzech ostatnich krajach sytuacja jest bardzo poważna, gdyż Rosja dotychczas pokrywała 100 proc. dostaw.
Rosjanie w środę całkowicie zakręcili kurek, zarzucając Ukraińcom kradzież gazu przeznaczonego dla odbiorców na Zachodzie. Kijów temu zaprzeczył, ale ukraińska premier Julia Tymoszenko powiedziała, że Ukraina będzie musiała wykorzystać część tzw. gazu technicznego do naładowania kompresorów, tłoczących paliwo przez rurociągi.
To - zdaniem rzecznika Gazpromu Siergieja Kuprianowa - potencjalnie wywołuje nową \"sytuację kryzysową\" w tranzycie rosyjskiego gazu dla zachodnich odbiorców. Jeśli Ukraina \"nie może zagwarantować gazu technicznego z własnych źródeł, powinna go pozyskać, a nie pobierać bezprawnie\" - oświadczył w poniedziałek.
Przebywający na nieformalnym spotkaniu w Brukseli wiceszef Gazpromu Aleksandr Miedwiediew podkreślił, że pobieranie gazu technicznego przez Ukrainę przeczy \"normom biznesu gazowego\".
Minister ds. przemysłu i handlu przewodniczących w tym półroczu pracom UE Czech Martin Rziman powiedział agencji Reutera, że \"kryzys musi zachęcić kraje członkowskie, aby z bezpieczeństwo energetyczne miało o wiele większy priorytet niż dotychczas\".