Rodziny górników z Wujka dostaną pieniądze
fot: Jarosław Tondos
Wyroki skazujące zomowców, uczestniczących w pacyfikacji kopalni Wujek są ostateczne - zadecydował Sąd Najwyższy
fot: Jarosław Tondos
W sobotę premier potwierdził, że odszkodowanie wyniesie 50 tys. złotych - poinformowała PAP.
Gazeta przypomina, że ZOMO spacyfikowało kopalnię Wujek w Katowicach w grudniu 1981 roku. W czasie akcji padły strzały. Zginęło dziewięciu górników, a kilkudziesięciu zostało rannych. W czerwcu, po ciągnących się przez wiele lat procesach, sąd skazał byłych milicjantów na trzy i pół oraz cztery lata więzienia.
Ten wyrok nie zamyka rozliczenia tragicznych wydarzeń z czasów stanu wojennego. W styczniu wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk wysłał do MSWiA projekt ustawy o zadośćuczynieniach dla rodzin zabitych górników. Wojewoda chciał, by krewni zamordowanych otrzymali duże pieniądze. Nieoficjalnie mówiło się nawet o 250 tys. zł dla każdej z rodzin.
Rząd przygotował jednak własny projekt. Dotyczy on krewnych osób, które zostały zabite przez milicję, służby specjalne czy wojsko w latach 1956-1983. Zadośćuczynienie dla nich ma wynosić jedynie 50 tys. zł na osobę. Łukaszczyk otrzymał już projekt tej ustawy z prośbą o wyrażenie opinii. Jego zdaniem odszkodowania powinny być wyższe. - Należy wziąć pod uwagę wagę historyczną wydarzeń na Wujku. Kwoty powinny być porównywalne z tymi, jakie są zasądzane przez sądy w podobnych przypadkach - powiedział katowickiej \"GW\" wojewoda. Uważa, że rozsądną sumą byłoby po 300 tys. zł dla każdej z rodzin ofiar.
Podobnie myśli również Stanisław Płatek, jeden z przywódców strajku w kopalni Wujek. - To żenujące, że po 27 latach rodziny zabitych górników ciągle nie otrzymały odszkodowań. Nie wiem, dlaczego tak jest. Pewnie dlatego, że nie dotyczy to samych polityków. Proponowana kwota jest za niska - powiedzial \"GW\" Płatek.
11-letnia córka Ryszarda Gzika zastrzelonego w kopalni Wujek na pogrzebie ojca w Piotrowicach 21. grudnia 1981r (zdj. z archiwum SB)
Tymczasem rodziny górników dawno już straciły nadzieję, że państwo zechce choć trochę zadośćuczynić im za cierpienia i życie bez ojców. - Tyle razy słyszałam obietnice na ten temat, że już w nie zwątpiłam. Jeżeli jednak dostaniemy jakiekolwiek pieniądze, będę się cieszyła z każdej sumy - mówi Katarzyna Kopczak-Zagórna, córka jednego z zabitych górników. Dodaje, że ważniejsze są dla niej wyroki skazujące dla byłych milicjantów. - Uznano ich winnymi. To mi wystarczy - mówi.
Eugeniusz Karasiński, szef Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, nie chce dyskutować na temat kwot. - Każde zadośćuczynienie i uhonorowanie tych ludzi przez wolną Polskę jest godne i zacne. Może byłoby jednak lepiej, gdyby o tym, ile dostaną rodziny, decydował sąd? Wtedy mógłby rozpatrzyć indywidualnie każdy przypadek - mówi Karasiński w rozmowie z diennikarzem katowickiej \"Gazety Wyborczej\".
Tak jest w przypadku odszkodowań dla osób, które były internowane podczas stanu wojennego. Niedawno Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał Tadeuszowi Buranowskiemu, jednemu ze znanych opozycjonistów, 22,8 tys. zł. Maksymalna suma odszkodowania dla byłych internowanych nie przekroczyła w polskich sądach 25 tys. zł - podkreśla \"GW\".
Szef rządu przyznał jednak, że \"jest pewna dysproporcja między oczekiwaniami prawników, którzy reprezentują rodziny górników, a realnymi możliwościami, które ustawowo można by zapewnić\".
- Ja byłbym gotów tego typu rekompensaty, jakie otrzymały rodziny ofiar Grudnia\'70 (50 tys. zł - przyp. red.) przydzielić wszystkim rodzinom, które straciły w takich dramatycznych zdarzeniach, jak jeden czy drugi grudzień, aby wszystkie otrzymały podobną kwotę - powiedział dziennikarzom premier, podczas wizyty w Lubaniu (Pomorskie), gdzie brał udział w otwarciu XI Targów \"Kaszubska Jesień Rolnicza\".
Tusk podkreślił jednocześnie, że bardzo trudno jest \"wyceniać\" taką tragedię, a żadna kwota \"nie zwróci syna, czy męża\".