Restrukturyzacja górnictwa – bolesna, lecz udana
fot: Stanisław Jakubowski
Ostatni węgiel z kopalni 1 Maja
fot: Stanisław Jakubowski
„Plaster” był nieprzypadkowy, bo też wymowa tekstu była przygnębiająca. Ale takie było przecież naówczas położenie górnictwa, które po kilku dekadach oddawania czci bożyszczu, jakim była tona i nie oglądania się na rachunek, zostało poddane działaniom mechanizmów gospodarki rynkowej.
Wróćmy do tamtej czołówki. Pisaliśmy: „W końcu ubiegłego roku łączne wierzytelności górnictwa węglowego dochodziły do 52 bln złotych i aż o 32 bln przebijały jego należności. Mimo pojawiających się od września zwiastunów, że pomału idzie ku lepszemu, ubiegłoroczną buchalterię wieńczyło jeszcze 15,5 bln zł ujemnego wyniku finansowego. Większość górniczego środowiska uważała przeto, że skoro państwo, lękając się wzrostu inflacji, do czerwca 1993 r. trzymało w karbach ceny węgla, to powinno pomóc podźwignąć się temu przemysłowi z dramatycznego położenia. Spojrzenie takie gruntowały zwłaszcza gotowe już decyzje likwidacji kilkunastu kopalń, wyzwalające niebywałe społeczne emocje”.
Dobra wiadomość była 15 lat temu taka: „(...) Bodaj najważniejszą wartością rządowej aprobaty dla II etapu restrukturyzacyjnego programu (Program powstrzymania upadłości górnictwa węgla kamiennego w Polsce – red.), jest zerwanie z dotychczasową praktyką finansowego dystansowania się państwa od sanacji górnictwa. Tym razem, tylko do końca tego roku, bezpośrednie wsparcie restrukturyzacji z budżetu zbliży się do kwoty 3,4 bln zł. Lwia część tej kwoty, tj. 2,66 bln pójdzie na techniczną likwidację kopalń i sfinansowanie osłon socjalnych.” Młodszym czytelnikom trzeba w tym kontekście przypomnieć, że „budżetowy pióropusz” trzeba przeczesać, odejmując od wszystkich kwot z tamtego tekstu 4 zera (denominacja złotego w proporcji 10 000:1 nastąpiła w 1995 r.).
Wracając zaś do „plastra”. Pisaliśmy: „Zawartość rządowego programu wyraźnie mityguje, zapewne nazbyt pochopnie rozniecony wcześniej, lęk górników, że masowo zaludnią kolejki bezrobotnych w biurach pracy. (...) Prawda, zatrudnienie w kopalniach musi i będzie topnieć: do końca tego roku o 30-32 tys. osób, w przyszłym – o około 20 tys. dalszych. Przede wszystkim w grę będą wszak wchodziły tzw. naturalne (emerytury, renty oraz wymówienia ze strony pracownika) rezygnacje z pracy pod ziemią, tudzież te, związane z prywatyzacją powierzchni.”
Z tym budżetowym pióropuszem rozmaicie w ciągu ostatnich 15 lat bywało. Łącznie w latach 1994–2008 podatnicy wsparli górnictwo kwotą 13,3 mld (nowych) złotych w żywej gotówce. Ten budżetowy strumień bywał kapryśny – od ledwie kapiącej kroplówki do obfitszego strumienia.
Trzeba przyznać, że najobficiej płynął w okresie rządu AWS. Najhojniejsze dotacje z budżetu wypadły na lata 1999–2000. Rok w rok państwo wpompowało wtedy w branżę po 1,6-1,7 mld złotych.
Po latach chudych branża się pozbierała. W 2008 r. polskie górnictwo węgla kamiennego wypracowało ponad 740 mln zł zysku netto. Rok wcześniej górnicze spółki zarobiły w sumie 87,5 mln zł. Do tuzów, z zyskiem przeszło 567,6 mln zł, należała Jastrzębska Spółka Węglowa. Kompania Węglowa uzyskała 24,7 mln zł zysku, zaś Katowicki Holding Węglowy – nieco ponad 7,6 mln zł.
Ta pomyślna kolej rzeczy nie ucięła jednak całkowicie budżetowej kroplówki. Z tym jednak, że pieniądze podatników – wyjąwszy te, przeznaczone na likwidację szkód górniczych, spowodowanych przez zlikwidowane już kopalnie – nie trafiają do górniczych firm. Tak więc właściwie całość pieniędzy podatników, jakie w tym roku mają się znaleźć w bezpośrednim otoczeniu górnictwa, będzie się łączyła z przezwyciężaniem następstw, pozostawionych po zlikwidowanych kopalniach. W sumie na działania restrukturyzacyjne ma pójść z budżetu państwa prawie 354,7 mln złotych.
Największą pozycję, tj. nieco ponad 171,1 mln zł, będą stanowiły wydatki na likwidację kopalń. Obejmuje ona m.in. realizację właściwych zadań likwidacyjnych oraz koniecznych już po całkowitej likwidacji, a też zabezpieczanie sąsiednich, czynnych zakładów przed zagrożeniem wodnym, gazowym i pożarowym w trakcie i po zakończeniu tego procesu. Dokładnie 110 mln zł – to druga pod względem wielkości dotacyjna pozycja – trafi do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z przeznaczeniem na wypłaty ekwiwalentów pieniężnych z tytułu prawa do bezpłatnego węgla, przysługującego emerytom i rencistom z kopalń całkowicie likwidowanych. Prawie 64,9 mln zł pójdzie na zaspokojenie innych roszczeń pracowniczych, czyli także emerytów i rencistów ze zlikwidowanych kopalń.
Wielką przegraną górnictwa była odmowa przez ministra finansów wpisania do budżetu na ten rok około 400 mln zł na tzw. inwestycje początkowe, które mogłyby służyć uruchomieniu eksploatacji w nowych, perspektywicznych złożach. Podkreślmy, że dotacje na ten rodzaj inwestycji są w Unii Europejskiej dopuszczalną postacią pomocy publicznej. Jest to porażka tym większa, że unijne prawodawstwo zezwala na udzielanie takiej pomocy na rozwój górnictwa jeszcze tylko przez dwa lata. Połowa tej szansy została więc zmarnowana.