Rekreacja w powietrzu

Latamy ARC

Paralotniarstwo jest w Polsce coraz bardziej popularne. Dowodzą tego widoki, jakie można oglądać pod Skrzycznem i Górą Żar, gdy jest ładna pogoda. W górze jest kolorowo od paralotni

Aby uprawiać paralotniarstwo, trzeba mieć dużo wolnego czasu i trafić na dobre warunki pogodowe.Wojciech Kozak z oddziału GRP-1 (robót przygotowawczych) w kopalni „Borynia” jest zapalonym paralotniarzem. Ma już spore doświadczenie w rekreacyjnym uprawianiu tego sportu. Skąd to zainteresowanie?

– Zaczęło się prozaicznie, sześć lat temu, gdy szukałem w internecie informacji o sportach ekstremalnych – wyjawia Wojciech Kozak. – Trafiłem m.in. na paralotniarstwo. Wtedy w Polsce był to jeszcze sport raczkujący. Dla mnie było to coś nowego. A poza tym, był to sport związany z lotnictwem, które zawsze mnie interesowało. W szkole podstawowej kleiłem modele samolotów, interesowałem się aerodynamiką. Stwierdziłem, że paralotnia jest dobrym sposobem, żeby spełnić swoje młodzieńcze marzenia i zapisałem się na kurs organizowany przez aeroklub w Międzybrodziu Żywieckim.

Szkolenie trwało tydzień. Teoretyczne – obejmowało naukę podstaw aerodynamiki, poznania zasad budowy skrzydła i zasad bezpieczeństwa latania. – W zajęciach praktycznych na początku było dużo biegania. Ale była to bardzo dobra zabawa – relacjonuje Kozak.
Kurs kończy się egzaminem, po którym dostaje się dokument uprawniający do latania. – Pozostaje tylko zaopatrzyć się w sprzęt: skrzydło, uprząż, zapasowy spadochron, wykupić ubezpieczenie i można fruwać – mówi paralotniarz.

Pierwszy lot Wojciech Kozak wspomina tak: – Wystartowałem dobrze. Wzniosłem się na wysokość 300 metrów. Początkowo byłem wystraszony, ale i podekscytowany. Miałem uczucie wspólnoty z naturą, oderwania się od rzeczywistości. Widok, jaki rozpościerał się pode mną, był zapierający.

Pierwsze loty paralotniarzy, to nauka szukania prądów wznoszących. To kominy termiczne, które wyciągają do góry. – Jak się opanuje dobrze termikę, to zaczynają się prawdziwe loty – wyjaśnia Kozak. – Leci się najczęściej z wiatrem, z prędkością do 70 kilometrów na godzinę.

Na Górze Żar, jak są dobre warunki, można na paralotni osiągnąć wysokość nawet 1800 metrów. Przekraczanie 1000 metrów jest tam standardem. W Polsce rekord wysokości, osiągnięty przez paralotniarzy, to 2000 metrów, a długość lotu – 300 km.
– Mój rekord długości, to 48 km – mówi Kozak. – Tak daleko leciałem, startując ze Skrzycznego w Szczyrku.

Aby uprawiać paralotniarstwo, trzeba mieć dużo wolnego czasu i trafić na dobre warunki pogodowe.
– Jesteśmy w 80 procentach uzależnieni od pogody, prędkości wiatru, która nie może przekraczać 8 metrów na sekundę, i od warunków termicznych – podkreśla paralotniarz z „Boryni”. – Jesteśmy ludźmi mobilnymi, śledzącymi na okrągło prognozy pogody. Ja moje skrzydło mam zawsze w bagażniku samochodu.

W Polsce najbardziej znane góry paralotniarskie to Żar i Skrzyczne. Ta pierwsza jest idealna do startowania w kierunku północnym i zachodnim, a druga w kierunku wschodnim i północnym.

W Polsce dominują paralotniarze uprawiający ten sport rekreacyjnie. Ale są też zawodowcy, startujący w różnych zawodach, w tym w mistrzostwach Polski.
– Ja latam rekreacyjnie, dla własnej przyjemności – zaznacza Wojciech Kozak. – Paralotnia rekreacyjna jest znacznie bezpieczniejsza od tej, na której lata się na zawodach. Latając nią, łatwiej jest wyjść z trudnej sytuacji. Jak z jakichś powodów załamie się skrzydło, to zazwyczaj po chwili, samo się ponownie wypełnia powietrzem.

Kozak nie miał jeszcze groźnego wypadku czy niebezpiecznego zdarzenia. To, jak zaznacza, w rekreacyjnym lataniu przytrafia się bardzo rzadko, zazwyczaj przy nadmiernej brawurze i braku wiedzy o górze, z której się startuje.
– Na kursie jest nauka ratowania się w trudnych sytuacjach – mówi paralotniarz. – Im człowiek lata wyżej, tym jest bardziej bezpieczny. Bo na dużej wysokości można wyjść z awaryjnej sytuacji. Najgorzej jest do wysokości 50 m, bo to jest minimum, żeby w razie takiej konieczności, otworzył się zapasowy spadochron.

Paralotniarstwo jest w Polsce coraz bardziej popularne. Dowodzą tego widoki, jakie można oglądać pod Skrzycznem i Górą Żar, gdy jest ładna pogoda. W górze jest kolorowo od paralotni. W powietrzu jest zazwyczaj kilkadziesiąt skrzydeł.
– Czasem jak przyjeżdżam i to widzę, to mi się wydaje, że dla mnie nie ma już tam miejsca – komentuje Kozak. – Ale po chwili już też jestem w powietrzu. A wtedy się wspaniale regeneruję po dniówce spędzonej pod ziemią.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.

100 szefów kuchni, 20 stref i jeden wielki cel. 13 września Kulinarny Ogień rozgrzeje TAURON Park Śląski

Wielki finał charytatywnej akcji Kulinarny Ogień 13 września 2026 r. w TAURON Parku Śląskim. Na gości czekać będzie blisko 100 szefów kuchni, 20 autorskich stref kulinarnych, koncerty i atrakcje dla całych rodzin. A przede wszystkim – wspólny cel: wsparcie budowy pierwszego na Śląsku stacjonarnego hospicjum dla dzieci „TuSieTuli”. Organizatorzy chcą podczas finału zebrać minimum 250 tys. zł. 

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem.