Oglądał Pan finałowe mecze koszykarskich mistrzostw Europy w katowickim „Spodku”. Z jednej strony wspaniała atmosfera na trybunach, z drugiej – gorycz porażki po odpadnięciu biało-czerwonych już w ćwierćfinale. Nie ma pan podobnego wrażenia?
- Myślę, że wielu z nas czekało na sukces. Pierwszy raz od lat mieliśmy bardzo dobry zespół, który miał duże możliwości. Ten balon trochę został nadmuchany przez media i samego Marcina Gortata, który mówił, że będziemy grali o medale mistrzostw Europy. W grupie wygraliśmy z Bułgarią i Litwą, ale w późniejszej fazie styl gry był daleki od ideału. Jak porównać nas do innych, to prezentowaliśmy słabą koszykówkę, a już bardzo słaba była obrona. Zabrakło nas w gronie najlepszych i to bardzo boli.
W ostatnim czasie obserwowaliśmy zjawisko zwyżkowania polskiej koszykówki męskiej, ale nie wykorzystaliśmy ogromnej szansy sportowej i marketingowej, jaką były mistrzostwa Europy w naszym kraju. Co zrobić, by ta dyscyplina wykonała kolejny krok do przodu?
- Gdyby nie Gortat to te mistrzostwa przeszłyby u nas bez echa. Całą promocję imprezy zrobił jeden Marcin. On jeździł po kraju, promował dyscyplinę jak prawdziwy zawodowiec z NBA. Chwała mu za to, ale było wiele błędów, jeśli chodzi o logistykę, organizację mistrzostw. W Katowicach słabo było z promocją, nie widać było banerów, reklam. Trzeba było widzieć w akcji Turków, którzy w dużej liczbie zjechali do Katowic i reklamowali kolejne mistrzostwa Europy, które odbędą się w ich kraju. Musimy zmienić wiele rzeczy, a przede wszystkim nasze myślenie, by zrobić kolejny krok do przodu.
Nasza koszykówka jak tlenu potrzebuje spektakularnego sukcesu, którego nie dał nam izraelski trener reprezentacji Muli Katzurin. Jego poprzednikiem był Słoweniec Andrej Urlep i też nic nie zwojował. Może czas na polskiego szkoleniowca?
- Trudno mi to oceniać. Styl gry reprezentacji odzwierciedla poziom trenerski. Można przegrać, ale w jakimś stylu. A tego nie było na tych mistrzostwach. Był nawet problem z wyprowadzaniem piłki zza linii końcowej, a na to są różne rozwiązania, których nie widziałem w grze Polaków. Gortat w swoich wypowiedziach delikatnie skrytykował trenera Katzurina. Siatkarze bardzo długo przygotowywali się do mistrzostw Europy i niespodziewanie zdobyli złoto. Katzurin znacznie krócej przygotowywał drużynę i są tego przykre efekty. To daje nam wiele do myślenia.
Śląsko-zagłębiowska koszykówka okres prosperity przeżywała wówczas, gdy trenował Pan Stal Bobrek Bytom, Zagłębie Sosnowiec czy też Pogoń Ruda Śląska. Aktualnie żaden śląski klub nie gra w ekstraklasie. Dlaczego?
- Ostatnio byłem trenerem Big Stara Tychy i walczyliśmy o awans do ekstraklasy. Nie udało się, gdyż mieliśmy za mały budżet. Cała filozofia budowania silnego klubu zaczyna się od budżetu. Barcelona czy Real grają pięknie i wygrywają, bo mają ogromne pieniądze. Śląsk ma duży potencjał, ale nie stawia się w tym regionie na koszykówkę. Tychom dobrze życzę, ale największe możliwości sukcesu widzę w Dąbrowie Górniczej. Jeśli pogodzi się tam interesy ekipy siatkarek, która gra w Lidze Mistrzyń, z „koszem”, to urodzi się tam coś fajnego.
Czy po odejściu z Big Stara Tychy ma pan jakieś pomysły na ożywienie koszykówki w naszym regionie?
- Mam, ale muszą się zmienić przepisy. Chciałbym stworzyć jeden silny klub zagłębiowski na bazie Sosnowca, Czeladzi, Dąbrowy Górniczej i Będzina. Oczywiście, potrzebne jest współdziałanie samorządów tych miast i nowe regulacje prawne. By zrobić awans do ekstraklasy wystarczy budżet w wysokości miliona złotych. Na grę w ekstraklasie potrzeba 2,5 miliona. Naprawdę to nie są duże pieniądze. W poprzednim systemie, gdy pracowałem w Sosnowcu, koszykówce bardzo mocno przysłużyło się górnictwo. To dzięki pomocy kopalń były dwa tytuły mistrza Polski Zagłębia. Ale to już nie wróci, trzeba szukać nowych rozwiązań.