Ratownicy CSRG w Bytomiu demonstrowali na rynku w Katowicach użycie defibrylatorów AED ze spółki energetycznej Tauron

fot: Witold Gałązka/ARC

Ratownicy CSRG w Bytomiu pokazywali na katowickim rynku, jak używać defibrylatorów

fot: Witold Gałązka/ARC

+14 Zobacz galerię

Galeria
(17 zdjęć)

- Statystyki mówią, że 8 na 10 osób odzyskało akcję serca po użyciu defibrylatora w krytycznych pierwszych minutach po zatrzymaniu krążenia. Gdy ratuje dopiero pogotowie, wskaźnik wynosi tylko 1 do 10... - mówi Jolanta Patlewicz, instruktor pierwszej pomocy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, która w czwartek, 21 marca, na katowickim rynku razem z ratownikami CSRG Przemysławem Woźniczko i Tomaszem Kwapulińskim demonstrowała urządzenia ratujące życie.

Defibrylatory AED przywiozła spółka energetyczna Tauron, w której bydynkach jest już 109 sztuk takich małych urządzeń. Firma przeszkoliła blisko 10 tys. pracowników z obsługi AED. Dotychczas uratowały życie pięciorgu ludziom. Dostępne sa w 54 miejscowościach na południu Polski, najwięcej we Wrocławiu, Opolu, Katowicach, Krakowie, ale też w Jaworznie, Będzinie, Bielsku Białej, Gliwicach, Legnicy, Tarnowie.

- Każdy pracodawca ma obowiązek organizowania w firmie punktów pierwszej pomocy. Zazwyczaj taki punkt kojarzy się nam z apteczką. Musimy być jednak świadomi, że nawet najlepiej wyposażona apteczka nie pomoże nam, kiedy nastąpi nagłe zatrzymanie krążenia. Dlatego doszliśmy do wniosku, żeby te miejsca w firmie, gdzie pracuje największa ilość osób, wyposażyć w defibrylator AED – mówi Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Tauron Polska Energia.

W akcję promującą korzystanie z defibrylatorów włączyła się Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego.
– W ciągu roku szkolimy około pół tysiąca osób, które uczą się korzystania z defibrylatorów AED. W zastępach ratowniczych zawsze jest co najmniej jeden fachowiec, który potrafi udzielić pierwszej pomocy, również z wykorzystaniem tego urządzenia – podsumowuje całe przedsięwzięcie Robert Wnorowski, rzecznik prasowy CSRG.

Defibrylatory walizkowe kosztują kilka tysięcy złotych. Nie tylko ratują życie po nagłym zatrzymaniu krążenia. Dzięki komunikatom głosowym skutecznie pomagają przeprowadzić całą akcję ratunkową. Wystarczy rozpakować defibrylator i kierować się prostymi instrukcjami na napisach, obrazkach i nadawanych z głośnika.

- Obsługa jest bezpieczna i prosta, poradzi z nią sobie nawet dziecko - mówi Jolanta Patlewicz.

Ważnym wsparciem są umieszczone w miejscach publicznych emblematy, pokazujące, gdzie znajduje się ogólnodostępny defibrylator. Jeden z takich znaków wisi przy wejściu do katowickiego Urzędu Miejskiego. Idąc przez miasto warto spoglądać na budynki instytucji, urzędów, sklepów, szkół, stacji paliw i zapamiętać wskazówki. Okażą się bezcenne, jeśli przyjdzie nam szukać pomocy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jak hale pneumatyczne radzą sobie z ekstremalnymi warunkami pogodowymi?

Hale pneumatyczne są coraz częściej wybierane jako zadaszenie kortów tenisowych, boisk piłkarskich i innych obiektów sportowych. Pozwalają ograniczyć wpływ deszczu, śniegu, wiatru oraz niskich temperatur na codzienne użytkowanie obiektu. Dzięki temu sezon sportowy może trwać znacznie dłużej, a w wielu przypadkach obiekt może być wykorzystywany także w okresie jesienno-zimowym.

Naciskają na inwestycje w paliwa kopalne

Po TotalEnergies Biały Dom osiągnął porozumienie z kolejną firmą energetyczną, tym razem  Invenergy. Otrzyma ona rekompensatę w wysokości prawie 800 mln USD za wycofanie projektów morskich elektrowni wiatrowych i zainwestowanie środków w eksploatację gazu ziemnego. 

Górnik na tacierzyńskim? Panowie coraz częściej korzystają z tego urlopu

Czy model rodzicielstwa w Polsce się zmienia? Powoli – tak, co wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Ojcowie coraz chętniej angażują się w opiekę nad dziećmi na urlopie rodzicielskim. Nie brakuje wśród nich także górników. Statystyki ZUS pokazują, że od czasu wydłużenia urlopu rodzicielskiego liczba ojców, którzy decydują się skorzystać z tego uprawnienia, cały czas rośnie. 

Drony z Ukrainy wyłączają rafinerie, na stacjach brakuje benzyny. Tego Lenin by nie wymyślił

Rosja, trzeci producent ropy na świecie, importuje benzynę drogą morską. Dlaczego? Ukraińskie drony, które od kwietnia systematycznie rozmontowują rosyjski przemysł rafineryjny. Skutek: reglamentacja paliwa w części kraj, kolejki na Krymie i ceny w Moskwie po 90 rubli za litr. Tego nawet Lenin z Breżniewem nie przewidzieli.