PZPN zawiesił licencję piłkarzom GKS Jastrzębie

Wydział Dyscypliny PZPN zawiesił GKS Jastrzębie licencję na grę w II lidze. Jak poinformował nettg.pl Krzysztof Smulski, przewodniczący komisji licencyjnej PZPN, klub z Jastrzębia może nadal występować w rozgrywkach, gdyż orzeczeniu Wydziału Dyscypliny nie nadano rygoru natychmiastowej wykonalności.

Kara wobec GKS, który w przeszłości był sponsorowany przez górnictwo, zaś w ostatnich latach łożyła na niego środki finansowe Jastrzębska Spółka Węglowa, to konsekwencja nieuregulowanych zobowiązań wobec byłych zawodników: Jacka Wiśniewskiego, Marcina Bednarka oraz Roberta Żbikowskiego. - Wydział długo przymykał oczy na obietnice prezesa klubu, ale cierpliwość się skończyła. Mają szczęście, że nie potraktowano ich bardziej surowo. Dostali wyraźny sygnał ostrzegawczy – przyznaje Smulski.

GKS Jastrzębie do dwóch tygodni otrzyma oryginał postanowienia Wydziału Dyscypliny, a następnie będzie miał dwa tygodnie czasu na złożenie odwołania do Związkowego Trybunału Piłkarskiego PZPN. Wszystko trochę przeciągnie się w czasie, więc najpewniej do końca rozgrywek jastrzębianie zagrają na… zawieszonej licencji. Ale 15 maja upływa termin składania wniosków licencyjnych na nowy sezon. I tutaj zaczną się już schody. Nadzieje na uzyskanie nowej licencji – na razie – są nikłe.

- Mamy kłopoty finansowe, ale tak naprawdę nikt nas nie wsparł, nie mamy pomocy znikąd. Nic dziwnego, że zawieszono nam licencję – mówi prezes GKS Jerzy Woźniak, który w pojedynkę nie upora się z ogromnymi problemami finansowymi klubu.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.