Najważniejsze, aby wystawy były dla psa zabawą, a nie tylko nudnym obowiązkiem

fot: ARC

Na zdj. Renata Pavlikova

fot: ARC

Kiedy Renata Pavlikova opowiada o swych czworonożnych przyjaciołach, oczy jej się świecą. Od ponad 10 lat towarzyszą jej w życiu tybetańskie mastify, jedna z najstarszych psich ras, istniejąca od 4 tys. lat! Słyną z tego, że strzegą buddyjskich świątyń i klasztorów. W Europie pojawiły się dzięki słynnemu podróżnikowi Marco Polo. Wciąż zachwycają swą urodą i nietypowymi cechami charakteru.

Renata doskonale pamięta dzień, kiedy po raz pierwszy spotkała się z psem tej rasy.

– Było to na sylwestrowym spacerze w górach. Po drodze wraz z mężem spotkaliśmy rodzinę, której towarzyszył taki właśnie mastif. To może dla kogoś zabrzmieć śmiesznie, ale ja się po prostu w tych psach zakochałam od pierwszego wejrzenia – wspomina specjalistka w dziedzinie PR w czeskiej spółce węglowej OKD.

I w ten sposób Renata Pavlikova stała się gościem każdej większej psiej wystawy w Czechach. Wreszcie przyszedł dzień, w którym cała jej rodzina przeprowadziła się do domku jednorodzinnego.

– Wtedy pomyślałam, że warto sobie zafundować takiego stróża do pilnowania domu. Dziś mam cztery – tłumaczy.

Ze wszystkich typów tybetańskich mastifów wybrała ten najbardziej masywny, zwany Tsang-Khyi. Życie z takimi gigantami nauczyło ją – jak powiada – ogromnej cierpliwości i przy okazji obaliło wszelkie stereotypy na temat tych zwierząt.

– To nie są psy aktywne, dlatego wymagają od właściciela szczególnego rodzaju opieki. W zasadzie każdy osobnik wyróżnia się innymi cechami. Nie reagują na podawane im smakołyki, nie dają się łatwo przekupić. Ot, zwyczajnie, na ich sympatię trzeba sobie po prostu zasłużyć. Wszystko, czego są w stanie się nauczyć, robią dla swojego opiekuna. Mile też potrafią zaskoczyć swym zachowaniem. Nawet po latach są w stanie pokazać nieznane strony swej natury – opowiada o swych podopiecznych.

Renata Pavlikova i jej Mominek na światowej wystawie psów w Lipsku w 2017 r. Zdj. ARC

Tym pierwszym psem, który pojawił się w rodzinie Pavlikovych, był ogromny Mahatem o imieniu Merlin.

– Nie zrobi niczego, na co nie ma ochoty, chyba że przekona się, że swym zachowaniem sprawia nam radość. Najmądrzejsza z całej czwórki jest suczka Mia. Moja szczególna ulubienica. Czasami odnoszę wrażenie, że czyta w moich myślach. W drzewie genealogicznym ma przodka bezpośrednio z Tybetu. Wabi się Mominek. Uwielbia dobre jedzenie i chętnie bierze udział w wystawach. Lubi się popisywać i gdy wyczuwa, że sędziowie nie wykazują wystarczającego zainteresowania nią, głośno szczeka. Na światowej wystawie w Lipsku w 2017 r. zajęła 9. miejsce na 159 tybetańskich mastifów. Najmłodszy z czwórki jest potomkiem Mii i Merlina, Akhu. Nazywamy go Olaf. Jest najbardziej towarzyski. To typowy pies obronny. Zachowuje się bardzo powściągliwie wobec obcych – przedstawia członków swej psiej rodziny Renata Pavlikova, która od kilku miesięcy pełni funkcję wiceprezesa Klubu Mastifa Tybetańskiego w Czechach.

Wspólnie z przyjaciółmi z klubu przygotowują psie wystawy i we współpracy z doradcą hodowlanym dbają o utrzymanie pierwotnych cech populacji tych zwierząt.

– Staramy się wypełniać wszelkie zasady właściwego chowania, karmienia i regularnej kontroli weterynaryjnej stanu zdrowia mastifów. Edukujemy również ich hodowców. Nie chcemy, aby z psów rasy obronnej, z natury bardzo przywiązanych do swoich opiekunów, wyrastały niedźwiadki do głaskania – przyznaje Pavlikova.

W tym duchu zdołała wyhodować sześć lat temu własny miot szczeniąt, u których zostały „naprawione” oryginalne geny. Potomkowie Mii i Merlina to typowi przedstawiciele rasy, tak z wyglądu, jak i z charakteru. Dla szczeniąt udało się znaleźć odpowiednich opiekunów. Jest z nimi w stałym kontakcie. Jak przyznaje, życie z gigantami nieustannie ją bawi i zaskakuje. Na naszą prośbę Renata Pavlikova dała miłośnikom psów kilka dobrych rad.

– Każdy pies, aby mógł wziąć udział w wystawie, musi spełnić określone warunki i mieć ku temu przesłanki. Podstawowym warunkiem jest to, że musi być czystej krwi i posiadać wydany rodowód. To rodzaj paszportu, w którym wpisani są jego przodkowie, a badania lekarskie są obowiązkowe. Świadectwo pochodzenia jest wydawane w każdym kraju przez organizacje kynologiczne będące członkami międzynarodowej organizacji kynologicznej FCI. Najważniejsze, aby wystawy były dla psa zabawą, a nie tylko nudnym obowiązkiem. Psy oceniane są na wystawach różnego typu, od regionalnych, krajowych po międzynarodowe, europejskie czy światowe. W ramach ras wystawiane osobniki są następnie dzielone na klasy według wieku i uzyskanego czempionatu. Sędzia ocenia budowę i charakter psa, który jest dokładnie opisany we wzorcu FCI, a następnie poziom prezentacji. Podczas sędziowania na wystawach pies musi przyjąć postawę pokazową, która jest specyficzna dla każdej rasy. Sędzia sprawdza zgryz, ustawienie uszu i ogona, siłę szkieletu, ustawienie przednich i tylnych kończyn oraz jakość sierści. Ważna jest również ocena mechaniki ruchu. Jak widać, jest wiele rzeczy, z którymi pies musi sobie poradzić na wybiegu. Dlatego ważne jest, aby przygotowania rozpocząć jak najwcześniej, już w szczenięcym wieku, lecz stopniowo, bez użycia przemocy, w formie gry i nagradzania za każdą poprawnie wykonaną akcję. Wskazane jest, aby rozpocząć szkolenie w domu, w znajomym środowisku, w którym pies czuje się całkowicie bezpieczny. Jak tylko ogarniemy wszystko w domu, zaczniemy testować w obcym środowisku. W mieście, na parkingu, przed centrum handlowym. W środowisku, w którym jest dużo obcych i niepokojących hałasów, przygotujemy psa na stres wystawowy. Cierpliwość i życzliwe nastawienie to jedyna droga prowadząca do sukcesu – wskazuje miłośniczka czworonogów.

A co, gdy mamy zamiar zafundować sobie więcej niż jednego pieska?

– To już stado, które rządzi się swoimi prawami. Uważam, że nie należy zasadniczo ingerować w życie watahy. Hierarchia została w nim stworzona w sposób naturalny, oparty na szacunku. Oczywiście w przypadku konfliktu konieczne jest uspokojenie sytuacji. Posiadanie psa to duże zaangażowanie i odpowiedzialność. Pies otacza nas bezgraniczną miłością, zaufaniem i oddaniem, a naszym obowiązkiem jest mu to odwzajemniać w każdej chwili jego życia. I to nie tylko dlatego, że codziennie będzie miał pełną miskę, ale także dlatego, że uważamy go za równorzędnego członka naszej rodziny. Spędzajmy z nim bardzo dużo czasu, spacerujmy, bawmy się, przebywajmy w jego obecności. Im więcej mamy psów, tym bardziej czasochłonna jest opieka nad nimi. Jeśli chcemy, aby były długo w pełni sił, dawajmy im tylko najlepsze jedzenie. Strońmy od karmienia psów resztkami naszych posiłków – zwraca uwagę Renata Pavlikova.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zapraszają na pierwsze zajęcia Energetyczno-Górniczego Uniwersytetu III Wieku

Nowy Uniwersytet III Wieku o profilu energetyczno-górniczym ma na celu stworzenie miejsca, w którym zawodowcy związani z górnictwem i energetyką będą mogli pogłębiać wiedzę o historii śląskiego przemysłu oraz współczesnych wyzwaniach technologicznych.

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.