Przedsiębiorstwo Robót Górniczych w Mysłowicach ocaliło Chełmskie Podziemia Kredowe

fot: Tomasz Rzeczycki

Sztuczny korytarz wydrążony współcześnie przez górników połączył dwa zespoły zabytkowych wyrobisk kredowych

fot: Tomasz Rzeczycki

Pół wieku temu płytkie wyrobiska kredowe pod śródmieściem Chełma udostępnione zostały społeczeństwu. Trudno jednak mówić o jubileuszu, gdyż nie zorganizowano żadnego oficjalnego otwarcia. Starano się tylko, żeby w lipcu 1970 r., z okazji rocznicy Manifestu Lipcowego PKWN, można było wpuszczać wycieczki do podziemi. Prace górnicze trwały jednak dalej.

Chełmskie wyrobiska nazywane bywają zabytkową kopalnią kredy, jednak oficjalnie nigdy kopalnią nie były. Łatwiej je porównać do biedaszybów, drążonych nielegalnie z poziomu piwnic przez mieszkańców. Walka z tym procederem prowadzona była od momentu, gdy władze zdały sobie sprawę z powodu pękania ścian domów i zapadania się gruntu. Ostatecznie jednak wydobycia kredy zaprzestano na początku XX w. Eksploatacja trwała co najmniej trzy stulecia. Z jej skutkami miasto zmagało się co jakiś czas.

W końcu postanowiono zwrócić się do fachowców. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych w Mysłowicach przysłało do Chełma trzydziestoosobową ekipę, której przewodził sztygar oddziałowy Robert Marszałek. Pracowali ono w Chełmie w latach 1966-1973. Zlikwidowali, podsadzając około 5200 m kredowych wyrobisk. Jako podsadzkę stosowali rumosz kredowy, piasek z mleczkiem cementowym, a także zwyczajny gruz. Z powierzchni ziemi tłoczono podsadzkę stalowymi rurami.

Część wyrobisk postanowiono zachować dla potomności. Słabsze korytarze wzmocniono obudową stalową i siatką metalową. Potem umiejętnie to zamaskowano cementem. Mysłowiccy górnicy wydrążyli też kilka nowych szybów, w tym szyb Edward, usytuowany na środku głównego placu miasta.

Niestety nie uniknięto w niektórych aspektach bylejakości, a nawet braku pomyślunku. Zamiast jednej, przygotowano dwie oddzielne trasy turystyczne, do których trzeba było osobno schodzić z powierzchni. Nie zadbano o estetykę. Zejście do podziemi z posesji przy ul. Lubelskiej 55a wykonano w formie żelbetowego bunkra bez izolacji, do którego nie doprowadzono ani wodociągu, ani linii telefonicznej. Natomiast zejście na rogu ul. Przechodniej i Lubelskiej stanowił obskurny barak zrobiony z dykty, eternitu oraz siatki pobielonej kredą. Te błędy naprawiono później. Gdy jeszcze trwały prace pod ziemią, w lipcu 1970 r. część wyrobisk była już udostępniona zwiedzającym.

Mysłowiccy górnicy wyjechali z Chełma w 1973 r., ale niebawem do niego wrócili. Drugi etap prac przeprowadzili w latach 1977-1979, gdy uzupełnili obudowy oraz tam, gdzie trzeba, wzmocnili stropy. Latem 1979 r. udostępniona więc została trasa licząca 2,1 km.

Jak się potem okazało, konieczna była także trzecia interwencja górników. W latach 1982-1985 kolejne prace w Chełmie wykonał tym razem Zakład Robót Górniczych z Łęcznej. Wtedy też uzupełniono braki w obudowie i naprawiono powstałe zniszczenia. Najważniejszą sprawą było jednak w 1985 r. oddanie do użytku podziemnego chodnika łączącego dwa oddzielne dotąd zespoły podziemi pod Chełmem. Wreszcie podziemny labirynt można było obejrzeć bez konieczności dwukrotnego wchodzenia z powierzchni.

Takich podziemi, jak w Chełmie nie ma nigdzie indziej w Polsce. Czy dziwić więc może pewna nonszalancja czy też niekonsekwencja, z jaką podchodzono w tamtym okresie do tego - de facto - zabytku sztuki górniczej? Cóż, inne były wtedy priorytety. Takie to były czasy. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.