Przecena polskich spółek naftowych notowanych na GPW skusi Rosjan?
Zainteresowanie rosyjskich koncernów budzą rafinerie uzależnione od rosyjskiej ropy. W 2003 r. TNK negocjowało zakup udziałów niemieckiej rafinerii w Schwedt koło Szczecina. Łukoil zabiegał przed laty o Rafinerię Gdańską, a w zeszłym roku chciał kupić udziały czeskich rafinerii. Dwa lata temu rosyjskie koncerny rywalizowały też z Orlenem o litewską rafinerię w Możejkach.
Orlen i Lotos mają wielkie i nowoczesne rafinerie przerabiające głównie ropę z Rosji, ale nie posiadają własnych złóż. Obie mocno zostały przecenione na naszej giełdzie.
W środę akcja Grupy Lotos kosztowała 25 zł - o 4,5 zł taniej niż trzy lata temu podczas oferty publicznej gdańskiej firmy. Przez rok akcje Lotosu straciły prawie połowę swej wartości, bardziej niż indeks warszawskiej giełdy WIG, który w tym czasie stracił 36 proc.
Tylko nieco lepiej wiedzie się Orlenowi. Na zamknięcie giełdy w środę akcje PKN wyceniono na 33,61 zł - prawie 40 proc. taniej niż przed rokiem.
Co się dzieje? Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku, wskazuje na kilka powodów. Jeden to bessa na światowych rynkach finansowych, którą odczuwa także giełda w Warszawie. Bolączki trapią też branżę naftową. - Spadły zyski z przerobu ropy naftowej, a jednocześnie utrzymują się wysokie ceny ropy naftowej, co przekłada się na wyższe koszty - tłumaczy Kliszcz.
Wszystkiego nie da się jednak wyjaśnić słabszą koniunkturą na giełdzie czy problemami całej branży naftowej.
Silna przecena akcji Lotosu zaczęła się w połowie czerwca. Zdaniem Kliszcza to reakcja inwestorów na przedstawiony wtedy nowy program Lotosu, w którym spółka niespodziewanie zapowiedziała dodatkowe 5 mld zł inwestycji na złoża. Tymczasem Lotos dotąd nie podpisał zapowiadanej od miesięcy umowy w sprawie 1,75 mld dolarów kredytu na modernizację i rozbudowę rafinerii w Gdańsku.
Notowania Orlenu zaczęły mocno spadać od początku czerwca. Przez miesiąc akcje PKN straciły na wartości 16 proc., podczas gdy indeks WIG spadł w tym czasie o 10 proc. Klich wiąże to z decyzją Ministerstwa Skarbu, które na początku czerwca wymusiło od Orlenu 700 mln zł dywidendy wbrew zaleceniom zarządu spółki. - W tegorocznym budżecie Orlenu nie było pieniędzy na dywidendę - mówi analityk DI BRE Banku.
PKN będzie musiał się jeszcze bardziej zadłużyć, by wypłacić dywidendę, a jednocześnie Ministerstwo Skarbu chce, by koncern kupował złoża - w czasie, gdy ich ceny są mocno wyśrubowane.
Czy niska wycena polskich spółek nie skusi jakiegoś inwestora do przejęcia rafinerii?
- Nie mamy sygnałów, że ktoś to planuje - powiedział nam rzecznik Orlenu Dawid Piekarz.
W Orlenie skarb państwa ma prawie 30 proc. akcji i głosów, ale poza skarbem państwa żaden z inwestorów nie może wykonywać więcej niż 10 proc. głosów ze swoich akcji - co utrudnia wrogie przejęcie PKN. Natomiast w Lotosie do państwa należy kontrolny pakiet ponad 50 proc. akcji, co także wyklucza wrogie przejęcie - przypomina Klich.