Prywatyzacja Pracownicza Ministerstwa Gospodarki
Tymczasem już od 20 października obowiązuje rządowy program pod nazwą „Wspieranie prywatyzacji poprzez udzielanie poręczeń spółkom z udziałem pracowników i jednostek samorządu terytorialnego”. Głównym jego celem jest zaktywizowanie pracowników i zwiększenie zainteresowania samorządu terytorialnego udziałem w prywatyzacji oraz upowszechnienie własności obywatelskiej.
Prywatyzacja pracownicza realizowana będzie przez założone przez pracowników spółki aktywności obywatelskiej (SAO), z udziałem m.in. jednostek samorządu terytorialnego. Przewiduje się ułatwienia spółkom pracowniczym dostępu do poręczeń kredytowych, które będą przyznawane na zasadach rynkowych przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Zasady te mają obowiązywać aż do czasu zakończenia procesów prywatyzacyjnych w Polsce. Kredyty udzielane będą natomiast przez banki komercyjne.
Tyle w wielkim skrócie. Więcej szczegółów można znaleźć na stronach internetowych MG. Dopuszczenie i wsparcie pracowników w przejmowaniu na własność swoich zakładów pracy jest działaniem stabilizującym rynek pracy. Program ten zamienia najemnego pracownika, którego w każdej chwili można było zwolnić z pracy, w właściciela, który pracuje sam u siebie. I sam odpowiada za siebie i swój zakład pracy. Z całą pewnością są to zmiany w dobrym kierunku. Tym bardziej wartościowe, że nikt się ich nie spodziewał.
Prace nad polskim programem własności pracowniczej trwały w Ministerstwie Gospodarki od dłuższego już czasu. Ich efektem było obszerne opracowanie pt. „Informacja nt. prywatyzacji pracowniczej i akcjonariatu pracowniczego w wybranych państwach członkowskich Unii Europejskiej”. Stało się ono podstawą do podjęcia wspomnianych wyżej decyzji rządowych.
W Polsce znane są europejskie przedsiębiorstwa ze znaczącym udziałem własności pracowniczej. Należą do nich m.in. największe firmy sektora energetycznego (Suez, EDF), bankowego (BNP Paribas, Deutsche Bank) czy stalowego (Voestalpine). Do przedsiębiorstw zarządzanych przez pracowników należy hiszpański wielobranżowy koncern Mondragon oraz brytyjski John Lewis Partnership.
Przy tej okazji trzeba przypomnieć, że ojczyzną własności pracowniczej są Stany Zjednoczone. Pierwsze jego dojrzałe koncepcje zostały tu ogłoszone jeszcze w 1938 roku. Nosi on tu nazwę ESOP – Employee Stock Ownership Plan, czyli Plan Pracowniczej Własności Akcji. Na zasadach ESOP działa w USA ponad 10 tys. firm, które mimo panującego kryzysu utrzymują się na rynku.
Bezwzględnym przeciwnikiem tej formy własności są przede wszystkim związki zawodowe. Wynika to z koncepcji własności pracowniczej, w której pracownik jest jednocześnie właścicielem i sam uczestniczy w decyzjach dotyczących swojej firmy. W tym systemie związki zawodowe są niepotrzebne, dlatego również u nas w czasach transformacji po 1989 roku sprzeciwiały się one wszędzie, gdzie było to możliwe własności pracowniczej. Dziś znacznie już osłabione, związki nie mogą zapobiec przejmowaniu przez pracowników na własność swoich zakładów pracy.
Drugim równie bezwzględnym przeciwnikiem upowszechniania własności są różnego rodzaju skrajni liberałowie i globaliści. Uważają oni, że np. górnik nadaje się tylko do kilofa i nie powinien zajmować się żadnymi sprawami ekonomicznymi, zarządzaniem itp., gdyż spowoduje katastrofę. Milczenie tych hałaśliwych kiedyś środowisk wobec ofensywy własności pracowniczej podjętej przez Ministerstwo Gospodarki jest znaczące. Wynika to zapewne z determinacji, z jaką ministerstwo podjęło się wprowadzić swoje zamierzenia w życie.
Mając na uwadze nikłą znajomość podstawowych zasad funkcjonowania własności pracowniczej zachodzi konieczność podjęcia przez to samo ministerstwo kampanii informacyjnej na ten temat. Nie wystarczą tu strony internetowe. Nie każdy ma do nich dostęp. Nie zawsze są one też najlepszym źródłem wiedzy. Wydaje się, że potrzebne jest choćby kilka tłumaczeń najlepszych zagranicznych prac na ten temat. Potrzebne są konferencje, sympozja, narady, seminaria i inne tego rodzaju przedsięwzięcia popularyzujące własność pracowniczą. W Polsce żyje jeden z najbliższych współpracowników amerykańskich specjalistów od ESOP. Jest nim Krzysztof S. Ludwiniak, który napisał też książkę na ten temat pt. „Pracownik właścicielem” (Lublin – Paryż 1989).
Nie rozwijając dalej tematu, do którego jeszcze niejeden raz trzeba będzie wrócić, można stwierdzić, że Ministerstwo Gospodarki chyba jeszcze samo nie docenia wagi swego przedsięwzięcia związanego z własnością pracowniczą.