Prywatne firmy górnicze rekrutują Ukraińców i Wietnamczyków
fot: PAP/EPA
fot: PAP/EPA
W tym roku po raz pierwszy od lat kopalnie przyjmą do pracy ponad 10 tysięcy osób. Sama tylko Kompania Węglowa chce zatrudnić 7,7 tys. osób, a niewykluczone, że miejsc będzie jeszcze więcej - napisała katowicka \"Gazeta Wyborcza\".
Masowe przyjęcia oznaczają jednak gigantyczne kłopoty dla firm prywatnych, które wykonują usługi dla górnictwa. Wielu pracujących w nich górników już dziś ucieka do kopalń.
- W ostatnich tygodniach z naszej firmy odeszło około 40 pracowników. Większość zatrudniła się bezpośrednio w kopalniach - przyznaje Karol Hawel, wiceprezes Bytomskiego Zakładu Usług Górniczych.
Prywatne firmy boją się, że nie wywiążą się z umów, jakie zawarły z kopalniami, i szukają awaryjnych rozwiązań. Niedawno kilka spółek wysłało emisariuszy na Ukrainę, by tam poszukali chętnych do pracy w śląskich kopalniach. Okazało się, że zadanie jest trudniejsze, niż się wydawało - napisała \"GW\".
- Górnicy ukraińscy chcą pracować w Polsce, ale żądają wysokich pensji, nawet do 1,5 tys. dolarów miesięcznie. Gdy doliczyć do tego koszty zakwaterowania i wyżywienia, sprowadzenie robotników staje się nieopłacalne - mówi Sebastian Chachołek, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Budownictwa Górniczego, organizacji zrzeszającej prywatnych pracodawców.
Ostatnio przedsiębiorców zelektryzowała wieść, że pracą w Polsce zainteresowani są wietnamscy górnicy. Oferta zatrudnienia kilkudziesięciu z nich trafiła do Stowarzyszenia Budownictwa Górniczego za pośrednictwem wietnamskiego Ministerstwa Pracy. - Zaproponowali, że zorganizują swoim ludziom trzymiesięczny kurs języka polskiego. Zobaczymy, czy polscy pracodawcy będą zainteresowani ofertą - mówi Chachołek.
Firmy zewnętrzne pracujące dla górnictwa zatrudniają dziś około 11 tys. osób, a więc 10 proc. wszystkich pracowników górnictwa. Liczba ta byłaby może większa, gdyby nie tragedia w rudzkiej kopalni Halemba, gdzie dwa lata temu zginęło 23 górników (15 pracowało w firmie zewnętrznej Mard).
Śledztwo, a później procesy sądowe, pokazało, że skala zaniedbań prywatnego pracodawcy była ogromna. - Niestety, tragedia w Halembie w jakimś stopniu wpłynęła na nasz wizerunek. Trudno teraz wytłumaczyć, że nie wszystkie firmy prywatne wysyłają górników do pracy na dole w dżinsach - przekonuje prezes Hawel.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, mówi, że spółka jeszcze długo będzie musiała korzystać z usług firm prywatnych, ale tylko przy wykonywaniu prac specjalistycznych, takich jak np. drążenie szybów. Do zwykłego fedrowania ludzi w kopalniach jest już pod dostatkiem.