Prokurator zakończył odczytywanie aktu oskarżenia ws. katastrofy wHalembie\"

Halemba2 JN

fot: Jakub Nowak

27 osób odpowiada przed sądem za tragedię, do której doszło 21 listopada 2006 roku w kopalni „Halemba”

fot: Jakub Nowak

Prokurator Wiesław Kużdżał zakończył w czwartek po południu odczytywanie aktu oskarżenia w sprawie katastrofy w kopalni \"Halemba\", gdzie dwa lata temu wybuch metanu i pyłu węglowego zabił 23 górników.

Na najbliższej rozprawie, 28 listopada, oskarżeni rozpoczną składanie wyjaśnień. Proces toczy się od ubiegłego tygodnia przed Sądem Okręgowym w Gliwicach.

Do katastrofy doszło podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Z powodu zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym, po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc największe spustoszenie i zabijając większość ofiar tragedii. W najbliższy piątek mija druga rocznica katastrofy.

\"Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy wskazuje, że śmierci górników można było uniknąć\" - mówił prok. Kużdżał. Długo wymieniał celowe działania i zaniedbania, które w konsekwencji doprowadziły do tragedii. Niektóre fragmenty aktu oskarżenia prowadziły do szczególnego poruszenia i oburzenia wśród przybyłych na salę rozpraw bliskich ofiar. Sędzia kilkakrotnie musiała prosić o spokój.

Z ustaleń śledztwa wynika, że w okresie poprzedzającym katastrofę w pobliżu likwidowanej ściany wydobywczej wielokrotnie dochodziło do przekroczenia dopuszczalnych stężeń metanu. Mimo to górnicy nie byli wycofywani z zagrożonych wyrobisk. Sygnały alarmowe urządzeń były ignorowane, a czujniki stężenia metanu przewieszane pod strumień czystego powietrza wypływający z lutniociągu (przewodu wentylacyjnego) - mówił prokurator.

Według śledztwa, dopuszczalne stężenia wybuchowych gazów były przekroczone także w godzinach poprzedzających katastrofę. Potwierdził to znaleziony przy jednej z ofiar aparat typu Draeger - co minutę automatycznie rejestrujący stężenia gazów. Dwóch innych tego typu aparatów nigdy nie odnaleziono. Spośród sześciu innych urządzeń pomiarowych, które były w rejonie katastrofy, cztery miały usunięte gumowe zaworki. Powoduje to zatkanie czujników, a w konsekwencji zaniżenie wyników pomiarów - wyjaśnił oskarżyciel.

W kopalni nie był też należycie neutralizowany pył węglowy. Oddawane do analiz próbki pyłu były fałszowane - dosypywano do nich pył węglowy, aby uzyskać pozytywny wynik i tym samem nie doszło do zatrzymania prac. \"Wyniki miały być pozytywne, nie miało być żadnych zatrzymań\" - mówił cytowany w akcie oskarżenia jeden z podsądnych.

Z ustaleń postępowania wynika też, że w kopalni było wiele przypadków poświadczania nieprawdy w dokumentach - chodzi m.in. o protokoły odbioru urządzeń technicznych i pisanie o objazdach i kontrolach rejonu likwidowanej ściany, które w rzeczywistości nie miały miejsca.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w tej sprawie w czerwcu tego roku. Aktem oskarżenia objętych zostało 27 osób, dziewięć z nich wniosło o możliwość dobrowolnego poddania się karze. Ich sprawy sąd wyłączył do odrębnego rozpoznania. Jak ustaliły prokuratura i nadzór górniczy, kierujący kopalnią przyzwalali w niej na łamanie przepisów i zasad sztuki górniczej.

Najpoważniejsze zarzuty ciążą na głównym inżynierze wentylacji kopalni i kierowniku jej działu wentylacji Marku Z. Odpowiada on m.in. za sprowadzenie katastrofy. Według prokuratury, wiedział o niebezpieczeństwach w rejonie likwidowanej ściany, m.in. zagrożeniu wybuchem, a mimo to nie doprowadził do przerwania prac. Tolerował też brak profilaktyki przeciw zagrożeniom.

Były dyrektor \"Halemby\" Kazimierz D. jest oskarżony o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników, co skutkowało śmiercią 23 osób. Z ustaleń śledztw wynika, że wiedział o \"neadekwatności\" systemu wentylacji do warunków panujących w rejonie prowadzonych prac, w listopadzie 2006 r. wiedział o przekroczonych dopuszczalnych stężeniach metanu w kopalni, tolerował też brak profilaktyki w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego.

Mimo to zlekceważył alarmujące dane i nie nakazał przerwania prac, skutkiem czego była śmierć górników. Z materiału zgromadzonego przez prokuraturę wynika, że kierownictwo kopalni robiło wszystko, by nie doszło do przerwania prac likwidacyjnych 1030 m pod ziemią.

Zarzuty stawiane pozostałym oskarżonym dotyczą m.in. sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy, narażenia górników na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz niedopełnienia przepisów bezpieczeństwa i fałszowania dokumentów. O te przestępstwa podejrzani są zarówno pracownicy \"Halemby\", jak i firmy Mard, która na zlecenie kopalni wykonywała prace pod ziemią.

Szefowi Mardu Marianowi D. prokuratura zarzuciła niedopełnienie obowiązków w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia górników w okresie poprzedzającym tragedię, za co grozi mu do 8 lat więzienia.

W pobocznych wątkach sprawy zapadły już trzy wyroki. Pod koniec marca na dziewięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę sąd w Rudzie Śląskiej skazał Ewę K. z firmy Góreks, oskarżoną o poświadczenie nieprawdy w dokumentach przy przetargu na prace likwidacyjne 1030 m pod ziemią. Kobieta już w czasie śledztwa przyznała się do winy i poprosiła o wymierzenie kary bez procesu.

W tym samym wątku, w osobnym procesie, odpowiadał szef Mardu Marian D. W lipcu rudzki sąd skazał go na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu i grzywnę.

W marcu katowicki sąd skazał na rok więzienia w zawieszeniu byłego nadsztygara z \"Halemby\" Franciszka S. za składanie fałszywych zeznań w śledztwie. Także on wniósł o wymierzenie mu kary bez procesu. Podobnie jak Marian D., Franciszek S. usłyszał też zarzuty w głównym wątku śledztwa.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Metropolia przekaże gminom kolejne 25,2 mln zł z Funduszu Odporności

Kolejne 25,2 mln zł trafi do gmin Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii z Funduszu Odporności - zdecydowało zgromadzenie GZM podczas środowej sesji. Większość tej kwoty pokryje koszty organizacji transportu publicznego.

Nie żyje prof. Marian Mitręga. Wieloletni pracownik Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego

Nie żyje prof. dr hab. Marian Mitręga. Politolog przez blisko pół wieku związany był z Wydziałem Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W lipcu skończyłby 74 lata.

Przewodniczący rady nadzorczej JSW zrezygnował z funkcji

Przewodniczący Rady Nadzorczej Jastrzębskiej Spółki Węglowej Łukasz Czopik złożył rezygnację z pełnienia funkcji w radzie nadzorczej spółki ze skutkiem na 30 czerwca 2026 r. - poinformowała w środę JSW.

PGE łączy siły z polską nauką. Podpisano umowy z kluczowymi jednostkami badawczymi

PGE Polska Grupa Energetyczna wchodzi na nowy poziom współpracy z polskim środowiskiem naukowym. Spółka podpisała ramowe umowy z dziewięcioma wiodącymi polskimi uczelniami i instytutami badawczymi, wśród których znajdują się m.in. Instytut Technologii Paliw i Energii oraz Akademia Górniczo‑Hutnicza. Celem partnerstwa jest przyspieszenie prac badawczo-rozwojowych (B+R), szybsze testowanie innowacji oraz ich wdrożenie w skali krajowego giganta energetycznego.