Prof. Mielczarski: Okłady nie wyleczą ciężko chorego pacjenta. Przyczyna wysokich cen uprawnień ETS to spekulacja

Jedyna rzecz, która realnie zadziała w sprawie ETS, to wyjęcie uprawnień do emisji z rynku spekulacyjnego – czyli powrót do zasad: pozwolenia kupują tylko ci, którzy naprawdę emitują CO2, a nie banki i fundusze. Wtedy rynek staje się czysto regulacyjny, a nie finansowy - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Prof. Władysław Mielczarski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jedyna rzecz, która realnie zadziała w sprawie ETS, to wyjęcie uprawnień do emisji z rynku spekulacyjnego – czyli powrót do zasad: pozwolenia kupują tylko ci, którzy naprawdę emitują CO2, a nie banki i fundusze. Wtedy rynek staje się czysto regulacyjny, a nie finansowy - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej.

Unia Europejska złagodzi przepisy dotyczące systemu ETS. Zanim premier Tusk ogłosił tę decyzję napisał do Brukseli, że chce utrzymania darmowych uprawnień do emisji. W tym samym czasie prezydent Karol Nawrocki mówił o konieczności wyjścia z ETS-u. Jak Pan ocenia te dwie postawy? 

Szczerze? Nie wiązałbym wielkich nadziei ani z jednym, ani z drugim. ETS istnieje ponad 20 lat, jest głęboko zakorzeniony, wszystkie kraje się na to zgodziły, bo to jest po prostu dodatkowy podatek, z którego budżety krajowe mają spore wpływy. Sam w sobie ETS nie jest zły. Problem zaczął się w 2017 roku, kiedy Komisja Europejska wprowadziła dyrektywę FID II, która weszła w życie w styczniu 2018 roku i zmieniła pozwolenia na emisję w pełnoprawne aktywa majątkowe. Wcześniej mogły je kupować tylko podmioty, które naprawdę emitują – elektrownie, ciepłownie. Nie mogły ich kupować banki, fundusze spekulacyjne. Od 2018 roku weszły wielkie banki – głównie niemieckie i francuskie – i zaczęły spekulować. 

Co się wtedy wydarzyło w wycenach?

Od tego momentu cena uprawnień, która wcześniej oscylowała wokół 7–8 euro za tonę, skoczyła w ciągu dwóch miesięcy powyżej 30 euro. Potem przez jakiś czas trzymała się w okolicach 30 euro. Później, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, zaczęła gwałtownie rosnąć – w szczycie dochodziła prawie do 90 euro, a teraz waha się w granicach 80 euro. I to wszystko wyłącznie dzięki temu, że ta dyrektywa uczyniła uprawnienia do emisji pełnoprawnym instrumentem finansowym – takim samym jak akcje, opcje, kontrakty futures. Można nimi normalnie handlować, spekulować, manipulować ceną.

Czyli nawet jeśli Unia dołoży na rynek więcej uprawnień, żeby obniżyć cenę…

…to nic z tego nie będzie. Bo jak tylko pojawi się dodatkowa podaż, spekulanci błyskawicznie to wykupią i cena zostanie utrzymana na wysokim poziomie. To jest mechanizm, który działa jak perpetuum mobile dla spekulantów.

A jest jakaś alternatywa?

Jedyna rzecz, która realnie zadziała, to wyjęcie uprawnień z rynku spekulacyjnego – czyli powrót do zasad sprzed wspomnianego rozporządzenia: pozwolenia kupują tylko ci, którzy naprawdę emitują CO2, a nie banki i fundusze. Wtedy rynek staje się czysto regulacyjny, a nie finansowy. 

Wspominał pan, że także Chiny mają swój ETS.

Tak, ale tam uprawnienia mogą nabywać wyłącznie podmioty energochłonne – proporcjonalnie do zużycia energii. I cena wynosi obecnie 8–9 dolarów za tonę, czyli jakieś 6–7 euro. Chińczycy trochę narzekają, ale ich gospodarka rozwija się w najlepsze.

Czyli my też moglibyśmy wrócić do takich poziomów?

Oczywiście. W latach 2010–2011, kiedy cena była niska, wszyscy narzekali, ale przemysł jakoś funkcjonował. To byłby jeden konkretny ruch, a nie zaklinanie rzeczywistości.

A te wszystkie apele polityków do Brukseli, negocjacje...

To jest dokładnie to samo, co robił premier Morawiecki. Jeździł do Brukseli, podpisywał wszystko, co mu podsuwali, potem wracał i mówił: „Wiecie, jak im nagadałem, jak to zablokowałem!” Nic nie zablokował. I obawiam się, że obecny premier zrobi dokładnie to samo. Taki będzie scenariusz.

I co teraz można zrobić? 

Najskuteczniejsze byłoby wycofanie tej jednej zmiany – czyli odebranie statusu prawa majątkowego. Pozwolenia znowu byłyby tylko dla emitentów, nie dla spekulantów. Cena spadłaby w ciągu roku prawdopodobnie dziesięciokrotnie. Tyle że wtedy gigantyczne straty poniosłyby właśnie te banki i fundusze, które siedzą na ogromnych pakietach uprawnień. Wszystkie inne pomysły – MSR, dodatkowe rezerwy, ograniczenia cenowe francuskiego prezydenta Macrona – to są tylko okłady na ciężko chorego pacjenta. One nie leczą przyczyny. Przyczyna to spekulacja. Dopóki ona będzie, dopóty cena emisji będzie wysoka. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Przemysł motoryzacyjny w Polsce zmniejszył zatrudnienie

W I półroczu br. zatrudnienie w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce spadło do poziomu sprzed 9 lat - wynika z raportu AutomotiveSuppliers.pl. Do spadku przyczyniły się przede wszystkim redukcje w branży komponentów i akcesoriów.

Mamy to! Rząd przyjął projekt ustawy o 4,8 mld zł wsparcia dla przedsiębiorstw energochłonnych

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, wprowadzającej wart 4,8 mld zł system wsparcia w formie dopłat do kosztów energii dla przedsiębiorstw energochłonnych na lata 2027-2030 - podało we wtorek Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Rozmowa netTG.pl - odcinek 72 - Piotr Masłowski - Wiceminister Energii. Czy polski samochód elektryczny odniesie sukces?

Piotr Masłowski, nowy wiceminiter energii, był gościem studia netTG.pl na Future Mining Expo & Forum. Rozmawialiśmy m. in. o przyszłości fabryki samochodów elektrycznych w Jaworznie i możliwościach przekwalifikowania pracowników górnictwa. 

Wilgoć na składowisku to nie pogoda - to koszt

Polskie Hale Wielofunkcyjne Arbena pomagają w optymalizacji parametrów składowanego węgla oraz kruszyw.