Prof. Mielczarski: Bełchatów to większe wyzwanie niż Śląsk. Trzeba centralnego planu transformacji
Śląsk jest nie tylko górniczy, ale przede wszystkim silnie uprzemysłowiony. Ma rozwiniętą sieć innych zakładów pracy, doskonałą komunikację dzięki autostradom A1 i A4. Ludzie od lat dojeżdżają tam z różnych części regionu i nie stanowi to większego problemu - mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki i transformacji energetycznej z Politechniki Łódzkiej, w rozmowie z red. Aldoną Minorczyk-Cichy.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Prof. Władysław Mielczarski
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Śląsk jest nie tylko górniczy, ale przede wszystkim silnie uprzemysłowiony. Ma rozwiniętą sieć innych zakładów pracy, doskonałą komunikację dzięki autostradom A1 i A4. Ludzie od lat dojeżdżają tam z różnych części regionu i nie stanowi to większego problemu - mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki i transformacji energetycznej z Politechniki Łódzkiej, w rozmowie z red. Aldoną Minorczyk-Cichy.
Czy śledził pan dyskusje na Europejskim Kongresie Gospodarczym dotyczące transformacji regionów górniczych? Padło tam wiele słów o kończącym się Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i podsumowaniu tego, co udało się zrobić, a co pozostaje największym wyzwaniem. Burmistrz Bełchatowa podkreślał, że procesy społeczne po likwidacji górnictwa i energetyki węglowej będą w jego regionie znacznie poważniejsze niż na Śląsku. Podziela pan tę opinię?
Tak, całkowicie się z tym zgadzam. Region bełchatowski i inne obszary węgla brunatnego – takie jak okolice Konina, Bełchatowa czy Pątnowa – stoją przed dużo trudniejszym zadaniem. Śląsk jest nie tylko górniczy, ale przede wszystkim silnie uprzemysłowiony. Ma rozwiniętą sieć innych zakładów pracy, doskonałą komunikację dzięki autostradom A1 i A4. Ludzie od lat dojeżdżają tam z różnych części regionu i nie stanowi to większego problemu.
W Bełchatowie jest głównie kopalnia i elektrownia, a poza tym rolnictwo na glebach słabej klasy. Alternatywy praktycznie nie ma. Dlatego procesy społeczne i gospodarcze po zamknięciu tych zakładów będą tu znacznie boleśniejsze.
Na Kongresie mówiono też, że Funduszu Sprawiedliwej Transformacji nie wykorzystaliśmy w pełni. Jednocześnie transformacja może być szansą dla regionów i samorządów. Jak pan ocenia ten instrument? Zdał egzamin?
Idea Funduszu jest słuszna, ale jego realizacja budzi poważne zastrzeżenia. To fundusz centralny, ale wdrażany w dużej mierze rynkowo. Przychodzą inwestorzy, którym się coś opłaca dzięki subsydiom, ale gdy dopłaty się kończą – odchodzą. Często mamy do czynienia z krótkoterminowymi projektami lub firmami, których głównym celem jest pozyskanie dofinansowania, a nie trwały rozwój regionu.
Brakuje nam centralnego, konsekwentnego programu prowadzonego od początku do końca przez instytucje państwowe lub regionalne. Powinna powstać dedykowana agencja czy spółka ds. transformacji Śląska, Bełchatowa czy innych regionów, która decydowałaby o kierunkach inwestycji z perspektywą długoterminową – na dekady, a nie na kilka lat. Nie chodzi o postawienie hali, którą po roku można zdemontować, tylko o budowę nowej, trwałej struktury przemysłowej, która zapewni ludziom stabilną pracę.
Czy w takim razie wystarczy zastąpienie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji Europejskim Funduszem Konkurencyjności, o czym wspominał Ryszard Pawlik z Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej? Czy jednak regiony górnicze nadal potrzebują dedykowanego wsparcia?
Absolutnie potrzebują dedykowanego narzędzia. Mechanizmy oparte wyłącznie na konkurencyjności działają krótkoterminowo – liczy się zysk w perspektywie roku czy dwóch. Tymczasem transformacja to budowanie nowej gospodarki i nowej struktury zatrudnienia na pokolenia. Dobrym przykładem są magazyny energii. Same w sobie są potrzebne do stabilizacji systemu, ale gdy ogłasza się przetargi czysto rynkowo, wygrywają spekulanci, którzy chcą tanio kupić i drogo sprzedać, a niekoniecznie dbać o bezpieczeństwo energetyczne. Podobnie jest z całym procesem transformacji.
Patrząc na Azję czy Stany Zjednoczone, widzimy, że tam wsparcie rządowe jest celowane i dedykowane konkretnym technologiom – panelom fotowoltaicznym, samochodom elektrycznym czy nowym gałęziom przemysłu. Same fundusze konkurencyjności to zdecydowanie za mało.