Prof. Mielczarski: Jeśli zieloni szaleńcy będą próbowali zamknąć kopalnie - zostaniemy bez niczego
Jedyne czego się boję to tego, że zieloni szaleńcy rzeczywiście będą próbowali zamknąć kopalnie i w pewnym momencie zostaniemy bez niczego. To będzie katastrofa - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej w rozmowie z Aldoną Minorczyk-Cichy.
fot: Maciej Dorosiński
Prof. Władysław Mielczarski
fot: Maciej Dorosiński
Jedyne czego się boję to tego, że zieloni szaleńcy rzeczywiście będą próbowali zamknąć kopalnie i w pewnym momencie zostaniemy bez niczego. To będzie katastrofa - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej w rozmowie z Aldoną Minorczyk-Cichy.
Fundacja Instrat opublikowała raport, z którego wynika, że węgiel i kopalnie nie dotrwają do końca okresu zapisanego w umowie społecznej. Dekarbonizacja postępuje zbyt szybko. Zgodzi się Pan z tą diagnozą?
Nie. Oni biorą pod uwagę podstawowej racji: z czego wyprodukujemy energię elektryczną? Nie jest łatwo po prostu sprowadzić węgiel. Mamy problemy z węglem importowanym. Pamiętamy początek wojny z Ukrainą i embargo na surowiec z Rosji – sprowadzaliśmy zamiast węgla miał, który do dziś leży w portach, bo to się nie chce palić. Ogromne koszty i straszne dziadostwo, z którym nie wiemy co zrobić. Import nie jest rozwiązaniem. A energię elektryczną trzeba wyprodukować. Mało tego, my świadomie stymulujemy wzrost zużycia prądu. Komisja Europejska mówi bez przerwy o elektryfikacji. To słowo w ostatnich dwóch tygodniach padało na każdym kroku.
Co to oznacza w praktyce?
Trzy kierunki: pompy ciepła, samochody elektryczne i centra danych. Być może nie będzie to tak ambitne jak w planach, ale te trzy obszary na pewno będą się rozwijać. Będzie potrzeba coraz więcej energii elektrycznej, bo Unia mówi nawet o 80 proc. udziale energii elektrycznej w całkowitym zużyciu energii.
To z czego my ją wyprodukujemy? Atomu nie mamy i raczej podarujmy sobie w ciągu następnych 15 lat. Gaz? Widzi Pani co się dzieje. Jest już po 80 euro. Jego cena ciągle rośnie. Poza tym są fizyczne problemy z dostawą tego gazu. No więc jedyną opcją pozostaje węgiel. Te wszystkie "excele" i analizy nie mają sensu, bo to jest kwestia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Nie tylko bezpieczeństwa, ale funkcjonowania społeczeństwa.
Czyli uważa Pan, że te analizy pomijają najważniejszy czynnik?
Dokładnie. Te raporty świadczą o zupełnej nieznajomości zasad funkcjonowania nie tylko systemu, ale całego społeczeństwa.
Mówimy o bezpieczeństwie militarnym i kupujemy czołgi za 200-300 miliardów i nie liczymy. Bo to bezpieczeństwo. A elektrownie są znacznie ważniejsze. Pułk czołgów na co dzień stoi, pojedzie raz na poligon i to wszystko. A elektrownia pracuje bez przerwy i zapewnia nam funkcjonowanie.
Jeżeli czegoś brakuje, to ludzie wyciągną ostatnie pieniądze i zapłacą. Proszę zobaczyć: benzyna miała być po 5 zł, jest po 8 zł i ludzie kupują. Jak węgiel nie będzie po 500 zł, tylko po 1500 zł, to też go kupimy i też będziemy go spalać.
Jedyne czego się boję to tego, że zieloni szaleńcy rzeczywiście będą próbowali zamknąć te kopalnie i w pewnym momencie zostaniemy bez niczego. To będzie katastrofa. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne i życie społeczeństwa, to nie ma innego wyjścia. Po prostu nie ma.
Dziękuję za rozmowę.