Prof. Jan Składzień: Nie porównujmy Japonii z Czarnobylem
Prof. dr hab. inż. Jan Składzień, z Zakładu Energetyki Gazowej, Rozproszonej i Jądrowej, Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Śląskiej o katastrofie w Japonii.
- Z tych skąpych, a często nieprecyzyjnych wiadomości wynika, że problem powstał w wyniku zalania generatorów zastępczych, napędzanych silnikami spalinowymi. Każdy reaktor jądrowy ma tę nieprzyjemną cechę, że po jego wyłączeniu wydziela jeszcze 6-7 proc. mocy.
Wówczas jest to taki kocioł, który trzeba chłodzić. W 1979 roku w elektrowni jądrowej Three Mile Island nieopodal miasta Harrisburg doszło do częściowego stopienia reaktora w wyniku po prostu niewiedzy. Po nagłym zaprzestaniu pracy reaktora obsługa wyłączyła pompy, czym doprowadziła do takiej sytuacji. Wówczas podejrzewano ich nawet o sabotaż. Tam też doszło do wybuchu wodoru. Straty materiale były ogromne, jednak obsłudze ani lokalnej ludności się nic nie stało. Z tego pamiętam, to ktoś był napromieniowany, jedynie tak, jak po prześwietleniu RTG.
Tutaj scenariusz jest jednak trochę gorszy. Wybuch wodorowy wydaje się do dosyć groźny. Na skutek połączenia powstałego wewnątrz reaktora wodoru z powietrzem powstała mieszanka wybuchowa. W tym przypadku może dojść do stopienia wnętrza reaktora. W budowanych obecnie reaktorach w Europie taka sytuacja została przewidziana. Dzięki temu wprowadzono specjalne systemy na odbieranie tej stopionej masy z wnętrza i chłodzenie jej. W japońskich elektrowniach najprawdopodobniej takich systemów nie ma, bo jest to trochę starszy reaktor. Dlatego zdając sobie z tego sprawę, każdym możliwym sposobem chłodzą wnętrze reaktor.
O takiej sytuacji, jaka miała miejsce w Czarnobylu mowy nie ma. Tam był wybuch połączony z olbrzymim pożarem grafitu. W Japonii grafitu nie ma. Po prostu powstało trochę wodoru w reakcji cyrkonu z wodą. Takim niebezpieczeństwem, które może mieć poważniejsze skutki może być przetopienie obudowy reaktora i wydostanie się stopionej masy, która może mieć grubo powyżej 2000 stopni C. Na ile to jest prawdopodobne, nie wiadomo. W Harrisburgu do tego nie doszło.
Nie sądzę, aby większe ilości promieniowania wydostały się do otoczenia. Takie skrajnie pesymistyczne wizje, mówią o tym, że ta masa z wnętrza reaktora może przetopić fundamenty. Jest to jednak bardzo mało prawdopodobne, ale teoretycznie możliwe. Wówczas doszłoby do skażenia wód podziemnych, ale tylko w tym rejonie.
Sytuacja w Japonii już stała się głównym tematem między politykami różnych opcji politycznych w naszym kraju. Mam jednak nadzieję, że nie będą rozpowszechniane slogany oparte na strachu, które będą odżegnywać od budowy elektrowni atomowej. Musimy pamiętać, że zapotrzebowanie na energię będzie rosło, a nowoczesne elektrownie atomowe są tego rozwiązaniem.