Prof. Adam Gierek krytykuje dotychczasową unijną politykę energetyczną.
fot: Kajetan Berezowski
Wygląda na to, że to nie wzrost zawartości CO2 w atmosferze powoduje wzrost temperatury, lecz odwrotnie... - twierdzi prof. Adam Gierek
fot: Kajetan Berezowski
Jego zdaniem paradoksem jest, że UE - nie dysponując dostateczną ilością gazu - rozwija swoją politykę energetyczną w oparciu o ten nośnik energii; posiada natomiast węgiel, ale ogranicza jego wykorzystywanie. Dlatego też zmuszona jest do importu gazu oraz naraża się na przyszłe kryzysy gazowe.
- Jest to zapewne skutek partykularnych działań ze strony niektórych państw członkowskich, które pod pretekstem walki ze zmianami klimatu w ten właśnie sposób chcą utrzymać konkurencyjność swoich gospodarek. A tu przecież nie o zmiany klimatu chodzi. Tu chodzi o ekonomię. Wszak tania energia to tańsza produkcja i usługi. Wywołuje to jednak szereg kontrowersji, np. w sprawach rurociągów północnego czy południowego. Tymczasem Rosja przestawia swoją energetykę coraz bardziej z gazu na węgiel i energię atomową po to, by wygospodarowany gaz eksportować, m.in. do Unii Europejskiej. Europa zaś coraz bardziej wpada we własną pułapkę uzależnienia, mając \"ambitny\" plan ratowania klimatu. Wiemy także z doświadczenia, że możliwości skierowywania strumieni gazu z zachodu na wschód UE w przypadku braku zaopatrzenia z tego kierunku, jak to miało miejsce podczas ostatniego kryzysu styczniowego, są ograniczone – uzasadnia polski eurodeputowany.