Proces ws. katastrofy wHalembie\": Pracownicy dozoru cierpią na zbiorową amnezję

W Sądzie Okręgowym w Gliwicach rozpoczęli wczoraj składanie wyjaśnień oskarżeni o spowodowanie przed dwoma laty tragedii w kopalni Halemba, w której zginęło 23 górników. Zdążyli je złożyć Adam D. i Leon H., których nazwiska widnieją w protokołach komisji sprawdzającej stan techniczny tzw. kołowrotu mającego przetransportować urządzenia z likwidowanej ściany na poziomie 506. Obaj nie przyznają się do winy.

Ten pierwszy, odpowiadający za sprawy transportu, drobiazgowo opisywał, w jaki sposób w Halembie dokonywano odbioru urządzeń. Prokuratura zarzuca mu poświadczenie nieprawdy w protokołach sprawdzających ich stan. Najpierw przywołał rozporządzenie ministra gospodarki. Przy dalszym relacjonowaniu przyznał, że czynił to według odwiecznych, choć niepisanych, zasad. Jak twierdził, procedury poznał, gdy odczytał mu je prokurator - relacjonuje \"Dziennik Zachodni\".

- Nie pamiętam, czy do kontroli zjeżdżała cała komisja, czy pojedyncze osoby. Nie wiem, kto koordynował jej prace, ani kto miał pilnować, czy jej skład jest pełny. Wiem natomiast, że nie zapisywano w protokołach usterek. Trafiały one do księgi objazdowej dozoru lub zgłaszano je ustnie użytkownikowi. Podczas dwóch kontroli poprzedzających wypadek kołowrót był jednak sprawny - mówił Adam D.

Przewodniczącą składu sędziowskiego, Grażynę Stankiewicz-Chimiak interesowało m.in., dlaczego część danych wypisywano na protokołach wcześniej, przed zjazdem na dół członków komisji.

Pewne jest jedno - protokół, którzy mieli do podpisania wszyscy upoważnieni, znajdował się zazwyczaj na stole, w łaźni dozoru.

Drugi z oskarżonych, Leon H., przyznał, że w \"w dniu odbioru kołowrotu administracyjnie nie było go w pracy\" i że na poziom 506 zjeżdżał sam.

- Kontroli dokonałem, choć nie odbiłem karty ewidencyjnej, ani nie odnotowałem pobrania aparatu ucieczkowego. Przed wypadkiem robiłem tak wielokrotnie, mimo urlopu lub wypracowanej dniówki. Krótki pobyt pod ziemią nie zostałby mi doliczony do czasu pracy. Polecenie przyjścia w tym dniu wydał mi jeden z przełożonych, ale nie pamiętam który. Według mnie, takie wejście na teren kopalni było prawidłowe - wyjaśniał Leon H., odpowiedzialny za roboty warsztatowe.

- Stracili pamięć, jeden po drugim. Oni boją się mówić, bo nie chcą wsypać kolegów. Ja to bym ich wszystkich do szoli wciepła - mówiła zdenerwowana Barbara Gaszko, która w wypadku straciła syna.

Przewodnicząca składu sędziowskiego nie zgodziła się, mimo wniosku jednego z obrońców, na nagrywanie wyjaśnień dla potrzeb biegłych, podobnie jak i na to, by oskarżeni czytali je z kartek. Nie pozwoliła też, by wobec oskarżonego Henryka Sz. zniesiono dozór policyjny.

Tak doszło do katastrofy górniczej w rudzkiej kopalni Halemba
Pierwsze nieprawidłowości miały miejsce już przy przetargu na demontaż urządzeń znajdujących się 1030 metrów pod ziemią. Wygrała go firma MARD, bo sfałszowano dokumenty i jako konkurencję podstawiono firmę Góreks. Potem już podczas prac prowadzonych przez robotników z MARD-u (wspomaganych przez górników z kopalni) lekceważono bezpieczeństwo. Za przyzwoleniem kierujących Halembą łamano przepisy i zasady sztuki górniczej. Komisja Wyższego Urzędu Górniczego i prokuratorzy badali odczyty poziomu metanu także z dni poprzedzających tragedię. Były one wtedy wyższe niż dopuszczalny poziom. To, że do tragedii doszło we wtorek, a nie np. cztery dni wcześniej, to przypadek.

Feralnego dnia demontowano urządzenia z likwidowanej ściany. Wielokrotnie wybijało prąd. Dlaczego? Poziom metanu przekraczał dozwolone 2 proc. Zadziałał system bezpieczeństwa. Mimo to ludzi nie wyprowadzono z rejonu zagrożenia. Kazano im pracować.

Gdy około godz. 17 wybuchł metan, a później zapalił się i eksplodował pył węglowy, przez chwilę temperatura wynosiła tam tysiąc stopni. Górnicy nie mieli najmniejszych szans. Ratownicy szli po zwłoki. Eksplozja była tak ogromna, że przerzucała kilkutonowe urządzenia.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Spółki amunicyjne Grupy PGZ i Nitroerg łączą siły. Chodzi o materiały wybuchowe i środki bojowe

Polska Grupa Zbrojeniowa wraz ze spółkami Mesko, Zakładami Metalowymi „Dezamet”, Zakładami Chemicznymi „Nitro-Chem”, Bydgoskimi Zakładami Elektromechanicznymi „Belma” , Zakładami Produkcji Specjalnej „Gamrat” sp. z o.o. oraz Nitroerg, spółka należąca do Grupy KGHM zawarły Porozumienie o współpracy, którego celem jest rozwój krajowych kompetencji w obszarze środków strzałowych, materiałów wybuchowych oraz technologii pirotechnicznych na potrzeby bezpieczeństwa i obronności państwa.

Rząd przyjął projekt noweli w sprawie objęcia gwarancjami KUKE przedsięwzięć związanych z obronnością

Rząd przyjął we wtorek projekt nowelizacji przewidujący objęcie gwarancjami i ubezpieczeniami KUKE przedsięwzięć związanych z bezpieczeństwem i obronnością państwa, w tym rozwojem przemysłu obronnego i sektora produktów podwójnego zastosowania - przekazał resort rozwoju i technologii.

Jakie etapy obejmuje produkcja maszyny przemysłowej na zamówienie?

Zakup gotowej maszyny jest znacznie prostszy, jednak narzuca określone wymiary, wydajność i sposób działania. Gdy sprzęt ma zostać dopasowany do konkretnego procesu czy układu hali, przedsiębiorstwa zlecają wykonanie maszyny zewnętrznemu podmiotowi. Jak zespół projektowy przekłada potrzeby firmy na gotowe rozwiązanie? Podpowiadamy, jak wygląda produkcja maszyny przemysłowej na zamówienie.

Czy nasza energetyka, kopalnie, huty są bezpieczne? Motyka: Wyciągamy lekcję z doświadczeń

Zacieśniliśmy współpracę ze służbami i z policją. Wzmocniliśmy także wydatki na fizyczną ochronę infrastruktury energetycznej. Agresor będzie szukał wszelkich możliwych działań destabilizujących nasz system, ale dzisiaj widzimy, że potrafimy temu przeciwdziałać - mówił minister energii Miłosz Motyka, który był gościem audycji “Sygnały dnia” w Jedynka - Program 1 Polskiego Radia.