Prezes SRK: Nie jesteśmy już wyłącznie likwidatorem kopalń, staliśmy się moderatorem zmian w regionie
Rozmowa z JAROSŁAWEM WIESZOŁKIEM, prezesem Spółki Restrukturyzacji Kopalń.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jarosław Wieszołek, prezes SRK
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Rozmowa z JAROSŁAWEM WIESZOŁKIEM, prezesem Spółki Restrukturyzacji Kopalń.
Zacznijmy od największych i najgłośniejszych projektów, w których w ostatnim czasie bierze udział SRK. Mam na myśli transformację pogórniczych terenów w Gliwicach-Bojkowie pod nową bazę Kolei Śląskich, w Bytomiu-Miechowicach pod obszar aktywności gospodarczej oraz w Czeladzi, gdzie gmina planuje działania z zakresu ochrony środowiska. Co łączy te projekty? Który z nich ma szansę stać się sztandarowym przykładem nowoczesnej transformacji?
Wszystkie te projekty mają wspólny mianownik: pokazują, że Spółka Restrukturyzacji Kopalń nie jest już podmiotem zajmującym się wyłącznie likwidacją kopalń. Staliśmy się moderatorem zmian w regionie. Przestaliśmy być „akwizytorem działek”, a zaczęliśmy budować duże projekty inwestycyjne, które mają realnie przyczynić się do powstania nowych miejsc pracy.
W rozmowach z przedsiębiorcami kładziemy nacisk na synergię. W przypadku Miechowic mówimy o współpracy z Towarzystwem Finansowym Silesia. To przedsięwzięcie oparte na 26 hektarach, które sprzedaliśmy TFS, aby w zachodniej części Bytomia stworzyć nową przestrzeń i ekosystem gospodarczy. Wykorzystujemy świetną lokalizację w sąsiedztwie dwóch dróg krajowych. Ta synergia spółek Skarbu Państwa udowadnia, że potrafimy połączyć potencjał nieruchomości z kapitałem finansowym.
Z kolei inwestycja w Bojkowie, związana z bazą dla Kolei Śląskich, to przykład współpracy SRK ze spółką samorządową. Ustanowiliśmy służebność i zapewniliśmy skomunikowanie terenu, by ten projekt mógł ruszyć. Te dwa przykłady świadczą o silnym pobudzeniu aktywności gospodarczej.
Trzeci, wymieniony przez pana projekt, to Czeladź i inicjatywa burmistrza dotycząca budowy „zielonego łącznika” między tym miastem a Sosnowcem. Inwestycja była możliwa dzięki przekazaniu miastu hektarów o wartości ponad 4 mln zł. Jest to realizacja celów publicznych, która dopełnia nasz ekosystem. Wartość inwestycji, które zidentyfikowaliśmy na terenach przez nas przekazanych i sprzedanych, wynosi blisko miliard złotych. Co ważne, 90% tych środków idzie na gospodarkę, a 10% na cele publiczne. Nasze aktywa stały się realnym katalizatorem zmian.
Nie wszystkie inwestycje na terenach pogórniczych budzą jednak entuzjazm mieszkańców - spójrzmy chociażby na rekultywację zapożarowanej hałdy w Rudzie Śląskiej. Jak przeprowadzać takie inwestycje, by budziły one jak najmniejsze emocje? Kluczem jest transparentna komunikacja na każdym etapie?
Zdecydowanie tak. Transformacja to nie tylko projekty „łatwe, lekkie i przyjemne”, ale przede wszystkim konkretne wyzwania. Procesy rekultywacyjne są dla Spółki wymagające, ale konsekwentnie je realizujemy. Przykładem jest centrum Rudy Śląskiej, gdzie procesem objęliśmy ponad 19 hektarów terenu. Znaczna część prac jest już na ukończeniu – do połowy tego roku planujemy zamknąć rekultywację 18 hektarów. Pozostanie nam ostatni, półtorahektarowy fragment, który wymaga zmiany technologii, dlatego musimy się do tego etapu bardzo rzetelnie przygotować.
Przy tak skomplikowanych zadaniach fundamentem jest dialog. Trzeba mieć odwagę wyjść do mieszkańców i otwarcie wytłumaczyć, że realizujemy projekt, który docelowo zmieni to miejsce w sposób trwały i bezpieczny – zarówno dla ludzi, jak i dla środowiska. Naszym nadrzędnym celem jest przywrócenie tego terenu gospodarce. To już rola samorządu, by określić, jakie konkretne funkcje te 19 hektarów w sercu miasta ma ostatecznie pełnić. My oczywiście będziemy w tym obszarze ściśle współpracować.
Ile terenów należących do SRK czeka jeszcze na przekazanie samorządom?
W kontekście bezpośredniego przekazywania gruntów samorządom mówimy o kilkuset hektarach. Jednak znacznie większa pula terenów, które docelowo powinny wrócić do obiegu gospodarczego, wymaga uprzedniej rekultywacji – tutaj mowa o blisko 900 hektarach. To potężne przedsięwzięcie, wymagające nakładów rzędu 1,5 mld zł, realizowane przy współudziale środków z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Mimo że są to procesy skomplikowane, ich realizacja jest kluczowa, by te nieruchomości mogły znów służyć gospodarce lub lokalnym społecznościom.
To dwa główne filary naszej aktywności. Cieszą się one dużym zainteresowaniem donatorów środków unijnych, w tym z Krajowego Planu Odbudowy oraz funduszy regionalnych zarządzanych przez Zarząd Województwa Śląskiego. Wsparcie to trafia bezpośrednio tam, gdzie realnie tworzone są nowe miejsca pracy.
Jednym z zadań SRK jest bezpieczne transformowanie regionu. Nie ma Pan wrażenia, że w debacie publicznej przymiotnik „bezpieczna” ustępuje miejsca słowu „sprawiedliwa”? Czy nie mówimy za mało o bezpieczeństwie geologicznym czy hydrologicznym?
Myślę, że to duży błąd. Wszyscy skupiają się na sprawiedliwej transformacji, zapominając, że nie da się jej zrealizować bez zapewnienia bezpieczeństwa. Bezpieczna transformacja to proces realizowany przez SRK, którego celem nie jest np. „zwykłe pompowanie wody”, ale skomplikowana inżynieria, zapewniająca stabilność na powierzchni. Nie będzie rozwoju miast, jeśli nie zagwarantujemy bezpieczeństwa publicznego.
Skoro wspomniał Pan o odwadnianiu kopalń – jak ważne to przedsięwzięcie z perspektywy „statystycznego Kowalskiego”?
To kwestia kluczowa. Rocznie pompujemy 105 milionów metrów sześciennych wody. To pozwala nam utrzymać lustro wody na bezpiecznym poziomie. Z jednej strony zabezpieczamy w ten sposób czynne zakłady górnicze przed zalaniem, a z drugiej chronimy powierzchnię przed powstawaniem zapadlisk i nowych szkód górniczych. To niezwykle odpowiedzialne zadanie, które musi iść w parze z każdym planem transformacji.
Jak duże znaczenie dla projektów powstających na terenach przekazanych przez SRK samorządom mają inwestycje unijne?
Wsparcie unijne to fundament całego procesu. Samorządy zazwyczaj decydują się na przejęcie nieruchomości w drodze darowizny dopiero wtedy, gdy mają już zapewnione finansowanie na konkretne cele. Podobnie inwestorzy – oni również opierają swoje plany na tych środkach, bo to one realnie pomagają w tworzeniu nowych miejsc pracy.
Doskonałym przykładem są Makoszowy – nasz sztandarowy projekt oparty na synergii między SRK a JSW Koks. To właśnie tam CLIP Group wybuduje terminal wart ponad 200 mln zł, z czego aż 70 mln zł pochodzi z KPO. Bez takich dotacji wiele kluczowych inwestycji po prostu by nie powstało, a nam zależy na tempie. Transformacja zawsze wiąże się z pewnym stresem, bo mało kto lubi zmiany, ale każda z nich jest łatwiejsza do zaakceptowania, jeśli przebiega sprawnie i szybko.
Na koniec zapytam o nadchodzące etapy transformacji regionu. Czy uważa Pan, że scenariusz z przełomu lat 90. i 2000. – z jego ogromnymi kosztami społecznymi i powstawaniem „dzielnic biedy” – jest jeszcze w ogóle możliwy? Czy patrząc na obecne mechanizmy wsparcia, jest Pan już o ten proces spokojny?
Uważam, że system osłonowy zapewniony w obecnej ustawie o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego pozwoli nam przejść przez ten proces znacznie lepiej niż w latach 90. Połączenie działań osłonowych, tworzenia nowych miejsc pracy oraz kreowania nowoczesnej przestrzeni publicznej pozwoli na to, by region rozwijał się w sposób zrównoważony.