Prawo przetargowe pełne pulapek?

fot: Andrzej Bęben/ARC

Choć jest konsensus, że małą nowelę trzeba uchwalić jak najszybciej, to spór dotyczy dodanych na ostatniej prostej przepisów, które pozwalają samorządom zlecać spółkom-córkom zadania z wolnej ręki, czyli tzw. zasady inhouse

fot: Andrzej Bęben/ARC

Boimy się, że zmiany wprowadzone w ostatniej chwili do małej noweli Prawa zamówień publicznych (PZP), to "koń trojański" i posłużą one kolejnym podmiotom do omijania wymogu przetargów; przeciw są i pracodawcy, i związki zawodowe - mówi PAP dr Łukasz Bernatowicz, członek Rady Dialogu Społecznego z BCC.

Tzw. małą nowelą prawa zamówień publicznych we wtorek (15 marca) zajmie się Rada Ministrów. Implementuje ona do polskiego prawa dyrektywy unijne, które muszą zostać wdrożone do 18 kwietnia tego roku - w przeciwnym razie Polsce grożą kary i blokada środków unijnych.

Według Bernatowicza choć jest konsensus, że małą nowelę trzeba uchwalić jak najszybciej, to spór dotyczy dodanych na ostatniej prostej przepisów, które pozwalają samorządom zlecać spółkom-córkom zadania z wolnej ręki, czyli tzw. zasady inhouse. W praktyce chodzi przede wszystkim o to, by gminy mogły powierzać swoim spółkom komunalnym wywóz nieczystości.

- Rząd uległ lobbingowi samorządów, bo im te przepisy oszczędzają biurokratycznych problemów, związanych z koniecznością przeprowadzenia procedury przetargowej. Natomiast z punktu widzenia obywateli oraz przedsiębiorców to rozwiązanie ze wszech miar niekorzystne. Po pierwsze, tam gdzie nie ma przetargu, powstaje pole do nadużyć. Po drugie ogranicza to wolną konkurencję i uderza w polskich przedsiębiorców. Co najgorsze jednak, boimy się, że to swoisty "koń trojańskiˮ, bo można sobie wyobrazić, że w niedalekiej przyszłości nie tylko samorządy, ale także inne podmioty zechcą wykorzystać możliwości dane ustawą - ocenił Bernatowicz.

Wskazał, że projekt ustawy zezwala, by podmiot zamawiający mógł powierzyć określone zadania swojej spółce córce, gdy jej działalność w 90 proc. koncentruje się na powierzanych zadaniach.

- W skrajnej sytuacji można sobie wyobrazić, że GDDKiA powołuje spółkę córkę, która w 90 proc. zajmuje się budową autostrad i zleca jej wszystkie zadania. W związku z tym wolna konkurencja na rynku infrastrukturalnym znika. Podobnie może być np. w zbrojeniówce - już dziś Polski Holding Zbrojeniowy ma mnóstwo firm zależnych, które zajmują się w 100 proc. wyposażaniem polskiej armii. Więc po co mamy się trudzić procedurą przetargową, czy nawet dyrektywą obronną, skoro ustawa będzie zezwalać na zlecenie tego w trybie z wolnej ręki w ramach procedury inhouse. To wytrych i furtka, która ułatwia patologie - mówił ekspert.

Zwrócił uwagę, że już w tej chwili 70 mld zł jest wydawanych z wolnej ręki na zamówienia poniżej progów, od których trzeba stosować PZP, a po wprowadzeniu zasady inhouse dojedzie do tego kolejne 30-40 mld zł. Według Bernatowicza przeciw tej sytuacji protestują nie tylko przedsiębiorcy, ale także związki zawodowe, gdyż ustawa promuje zatrudnianie przez zleceniobiorców na etatach, więc każde ograniczenie stosowania ustawy o zamówieniach publicznych jest niekorzystne dla pracowników.

Zauważył także, że Rada Dialogu Społecznego - zarówno przedstawiciele pracodawców, jak i związków zawodowych - jest przeciwna wprowadzaniu tej zasady i rekomendowała odłożenie tej dyskusji do czasu prac nad kompleksową zmianą Prawa zamówień publicznych.

- Jest to ewenement, zarówno w pracach Rady, jak i wcześniej Komisji Trójstronnej, że pracodawcy i związki zajęły wspólne stanowisko i niestety jest ono ignorowane - podkreślił.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Frekwencyjny sukces Kolei Śląskich, jak z Częstochowy do Krakowa

W ciągu pierwszego roku funkcjonowania bezpośrednich połączeń pomiędzy Częstochową a Krakowem, Koleje Śląskie przewiozły na linii S34 ponad 650 tys. pasażerów. To frekwencyjny sukces i zasługa komfortowego oraz nowoczesnego taboru, a także konkurencyjnego czasu przejazdu, który jest o około pół godziny krótszy niż czas, jaki trzeba poświęcić na podróż samochodem na tym dystansie.

Cisza przed burzą? A w górnictwie historia kołem się toczy

Wrzesień to miesiąc ważnych dat w naszej historii. Mam wrażenie, że, jak kiedyś, o 17 września było dość cicho. A przynajmniej ciszej niż o pierwszym dniu miesiąca. Jednak życie toczy się dalej. Kolejny raz uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Politechnikę Śląską w Rybniku i miejscowe koło jej Stowarzyszenia Wychowanków. Lubię tę, organizowaną od dziesięciu lat, konferencję poświęconą technice i przemysłowi, nie tylko wydobywczemu. Można się sporo dowiedzieć, a przerwy i kuluary są miejscem ciekawych dyskusji. W tym roku dyskutowaliśmy w międzynarodowym towarzystwie o kopalń węgla życiu po życiu. W trakcie konferencji nadano imię docenta Szczepana Wyry auli w miejscowym budynku Politechniki Śląskiej. Docent przez wiele lat kierował rybnicką filią uczelni. Ja zapamiętałem go jako wysokiego, przystojnego faceta, a moja żona jako świetnego wykładowcę mechaniki. Dobrze, że uhonorowano go, bo zasłużył się. Bardzo ładnie wspomniał zmarłego mój były podwładny, a dziś burmistrz Łazisk Górnych i chrześniak docenta i wuja.

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej

Zbigniew Bryja: Każdy z nowych szybów to koszt rzędu około 3 miliardów złotych

Rozmowa ze Zbigniewem Bryją, wiceprezesem zarządu ds. rozwoju KGHM Polska Miedź