Prawo: jeśli lubisz wędkować na Bałtyku, to wiedz, że...

fot: Krystian Krawczyk

Porozumienie ma przyczynić się do przywrócenia dobrego stanu ekologicznego Morza Bałtyckiego do 2021 roku.

fot: Krystian Krawczyk

Wędkarz poławiający na Bałtyku już wkrótce nie będzie musiał starać się o pozwolenie na połowy - wystarczy, że wniesie odpowiednią opłatę. Przyjemność wędkowania jednak będzie droższa.

Takie ułatwienia przewiduje nowa ustawa o rybołówstwie morskim. Wniesienie opłaty na konto inspektoratu rybołówstwa morskiego i posiadanie dowodu wpłaty oraz dokumentu tożsamości będzie uprawniało do wędkowania. Ile trzeba będzie zapłacić, na razie nie wiadomo, określi to rozporządzenia ministra rolnictwa. Znane są tylko górne granice opłat, które określa nowa ustawa. Jest to 1/100 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce za rok poprzedni w przypadku tygodniowego okresu połowów.

Ustawa wprowadza nowe rozwiązania dotyczące połowów sportowo-rekreacyjnych na Bałtyku. Osoba, która zdecyduje się na morskie wędkowanie, nie będzie musiała starać się o pozwolenie, natomiast armator statku lub organizator zawodów sportowych w łowieniu z brzegu lub z jednostki pływającej będzie musiał dostać taką zgodę od inspektora rybołówstwa.

Opłaty za połowy rekreacyjne będą droższe niż dotychczas. Organizator zawodów sportowych będzie musiał zapłacić za pozwolenie na okres 1 miesiąca - 500 zł; armator statku za miesięczne pozwolenie na połowy z jego statku - zapłaci 300 zł, a za roczne - 3 tys. zł.

Resort rolnictwa uzasadniając tak wysokie opłaty wyjaśnia, że organizacja rejsów wędkarskich jest działalnością gospodarczą, która w ostatnich latach bardzo rozwinęła się i ma coraz większy wpływ na zasoby morskie.

Według Morskiego Instytutu Rybackiego - PIB, "przychody z dorszowego wędkarstwa morskiego w roku 2009 wyniosły ponad 26 mln zł z samych tylko opłat za udział w rejsie, gdy tymczasem przychody rybołówstwa dorszowego wyniosły w tym samym roku 49,4 mln". Tak więc już kilka lat temu przychód z wędkarstwa morskiego wynosił ponad 50 proc. tego, co dostarcza rybołówstwo przemysłowe, którego koszty są znacznie większe, a tym samym opłacalność ekonomiczna zdecydowanie niższa - zauważa resort rolnictwa.

Armator organizujący połowy rekreacyjne tylko od jednej osoby pobiera opłatę ok. 150-300 zł za rejs i przyczynia się do odłowienia znacznie większej ilości ryb niż pojedyncza wędkarz.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ponosi koszty zarybiania. Wydaje na ten cel 5 mln zł w roku. Do morza głównie wpuszczany jest narybek troci i łososi, ale również certa (ryba karpiowata), sieja, węgorz i jesiotr. Część z tych gatunków poławiana jest podczas połowów rekreacyjnych, dlatego uzasadnione jest, by za stan zasobów odpowiedzialni także armatorzy statków, którzy organizują połowy rekreacyjne.

Według projektu rozporządzenia ministra, osoba fizyczna zapłaci za tygodniowy połów - 36 zł, za miesiąc - 73 zł, a za rok - 180 zł. Przewiduje się ulgi dla osób do 18 lat oraz dla emerytów i rencistów.

Dotychczasowe pozwolenia były tańsze - miesięczne zgoda na połowy (dla wszystkich podmiotów) kosztowała 16 zł, a na rok dla emerytów, rencistów oraz osób poniżej 18 lat - 31 zł. Armatorzy i pozostali wędkarze płacili 49 zł. Pozwolenia na okres zawodów oznaczały wydatek rzędu 15 zł.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

To porozumienie jest symbolem górniczej walki

Porozumienie Jastrzębskie 3 września 1980 roku było trzecim, po gdańskim i szczecińskim, dokumentem podpisanym latem 1980 roku między władzą a robotnikami. Strajki na Śląsku, których efektem były ustalenia zawarte w Jastrzębiu, wpłynęły na tempo i skuteczność negocjacji prowadzonych w Gdańsku i Szczecinie. Dzisiaj uczczono tę niezwykle ważną dla kraju rocznicę.

Pamiętają o pacyfikacji kopalni Wujek. Wyrosną kolejne drzewa pamięci

Po wakacyjnej przerwie, Śląskie Centrum Wolności i Solidarności kontynuuje akcję sadzenia w szkołach drzew pamięci im. Dziewięciu Górników z Wujka. 

Rewolucyjne odkrycie: górnictwo na ziemi tarnogórskiej sięga czasów rzymskich

Górnictwo na terenie dzisiejszych Tarnowskich Gór i Bytomia rozpoczęło się znacznie wcześniej, niż dotychczas sądzono – już w II wieku naszej ery, czyli w czasach rzymskich. To kluczowe ustalenie polsko-niemieckiego zespołu badawczego, które zmienia dotychczasową wiedzę o początkach przemysłu wydobywczego na Górnym Śląsku. Poinformowało o tym Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej (SMZT).

Były minister odpowiedzialny za górnictwo dzieli się tragicznymi wspomnieniami

- Zobaczyłem przerażający widok... cała rodzina karczmarza, którą znałem, leżała zamordowana na drabiniastym wozie przygotowanym do wywiezienia.  Obok byli liczni niemieccy żołnierze. To straszne przeżycie – wspomina w swej książce Zdzisław Doszla.