Prawdziwa euforia i radość

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Michał Joneczek, ratownik górniczy z KWK Rydułtowy

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

- Ta wiara, że idziemy po żywego, jest bardzo ważna. To powoduje, że się nie poddajemy - przekonuje MICHAŁ JONECZEK, ratownik górniczy z KWK Rydułtowy, który jako jeden z pierwszych dotarł do uratowanego w kopalni Rydułtowy górnika.

Jakie warunki były na dole?
Warunki były bardzo ciężkie. To, jak wyglądała sytuacja na dole, trudno opisać słowami. Szliśmy właściwie na granicy bezpieczeństwa związanego z zagrożeniami typu metan, czy zawartość tlenu, ale wszystko było przez cały czas sprawdzane przez sztab akcji. Jeżeli chodzi o warunki temperaturowe, to temperatura była bardzo wysoka. Samo wyrobisko na początku nie było bardzo zdeformowane, ale jak już dochodziliśmy do miejsca, gdzie odnaleźliśmy poszkodowanego, to tam już przejście było bardzo mocno zaciśnięte.

Kto dotarł do poszukiwanego górnika?
Polecenie było ze sztabu, że idą dwa zastępy, a dodatkowe dwa zastępy są jako zabezpieczenie. Oprócz naszego zastępu szedł z nami zastęp z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego z zastępowym Michałem. Szliśmy łeb w łeb, szukając tego poszkodowanego. Od razu wiedzieliśmy, że jeden na drugiego może liczyć i bardzo żeśmy się zżyli. Pełen profesjonalizm, jeśli chodzi o ratowników z CSRG - my musimy się jeszcze dużo od nich uczyć, ale mieć takie zabezpieczenie to naprawdę bardzo ułatwia pracę.

Jak wyglądało samo dotarcie do poszukiwanego górnika?
Najpierw usłyszeliśmy głos, wołanie o pomoc. To było ok. 30-40 m od miejsca, w którym znajdował się poszukiwany. To nie były typowe słowa, on nas bardziej przywoływał przez jęk. W tym momencie dotarło do nas - „O kurczę, on żyje!”. To było niesamowite. Wiara była przez cały czas, ale wtedy poczuliśmy dodatkową wiarę i moc. Już nikt nie patrzył na zmęczenie i na to, że jest bardzo ciężko. A jak dotarliśmy do niego, to już była prawdziwa euforia i radość. Od razu był komunikatywny i mogliśmy z nim pogadać.

Co wam powiedział?
Pierwsze jego pytanie, to czy żona wie. Chciał, żebyśmy od razu powiadomili jego rodzinę, że żyje. No i ciągle nie dowierzał i przez cały czas pytał - czy mu się to śni i czy to wszystko dzieje się naprawdę. Pytał też, który jest dzień - myślał, że jest piątek, a to już była sobota. Wzruszył się i powiedział, że jeszcze mecz finałowy Euro zobaczy i Hiszpania będzie mistrzem.

Widać, że to wspomnienie wciąż wzrusza.
Tak, bo to jest ciągle niesamowite przeżycie. Jestem już 15 lat w stacji ratowniczej, więc można powiedzieć, że jestem doświadczonym ratownikiem, ale takie doświadczenie bardzo dużo uczy i daje bardzo dużo pokory. Ta wiara, że idziemy po żywego, jest bardzo ważna. To powoduje, że się nie poddajemy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.