Pracownicy PGNiG odsprzedają zdobyte akcje za bezcen

Świeżo upieczeni akcjonariusze spółki PGNiG są namawiani na sprzedaż akcji wszelkimi możliwymi kanałami komunikacji: ulotkami, listami, osobistym nagabywaniem, a nawet SMS-ami - podał portal cire.pl za doniesieniami dodatku \"Gazety Wyborczej\" w Rzeszowie.

- Pracownicy dostają najmniej po ponad 300 akcji, najwięcej po 19 tys., wszystko bezpłatnie - wyjaśnia Przemysław Baciak, specjalista ds. public relations w jasielskiej spółce Poszukiwania Nafty i Gazu z grupy PGNiG.

Każdego dnia akcjonariusze są nagabywani, żeby zgodzili się na podpisanie umowy i przeniesienie praw do akcji na inne osoby.

- Staramy się robić to, co w naszej mocy, ale nie możemy robić niczego niezgodnego z prawem, a osoby nakłaniające do sprzedaży akcji stoją poza terenem naszej firmy, na chodniku przed budynkiem - mówi Baciak.

- Zgodnie z prawem akcjonariusze nie mogą się pozbywać tych akcji przed upływem karencji. Wyjaśniamy im, jakie może mieć dla nich konsekwencje wcześniejsze pozbycie się akcji - mówi Baciak.

Gazeta Wyborcza przypomina, że osoba zbywająca akcje będzie musiała zapłacić podatek od ceny, jaką będą miały akcje po 1 lipca przyszłego roku. Może więc się okazać, że podatek przewyższy kwotę uzyskaną dzisiaj ze sprzedaży.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnictwo odkrywkowe szykuje debatę – będzie apel do władz Rzeczpospolitej Polskiej

Tegoroczna edycja Szkoły Górnictwa Odkrywkowego ma miejsce w szczególnym momencie. Polskę czekają inwestycje, których skala będzie miała bezpośredni wpływ na przyszłość całego sektora wydobywczego.

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem. 

O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy

Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.