Pożar w kopalni „Sośnica-Makoszowy”
Pożar pojawił się na poziomie 850 m. Około godz. 2 w nocy. metaniarz zauważył podmuch gorącego powietrza, o czym niezwłocznie zawiadomił sztygara. Bardzo szybko i bardzo sprawnie udało się ewakuować wszystkich 36 pracujących wówczas w zagrożonym miejscu górników, ale czterech z nich uległo poparzeniu.
Dwóch z nich, najciężej poszkodowanych, przebywa w siemianowickiej oparzeniówce.
- Ich życiu nie zagraża obecnie niebezpieczeństwo - poinformował PAP lekarz dyżurny Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, zaznaczając jednocześnie, że nie został upoważniony do udzielania bardziej szczegółowych informacji na temat stanu poszkodowanych.
Poparzeni górnicy mają być umieszczeni w komorze hiperbarycznej, żeby oparzenia mogły się szybko zagoić.
Dwóch pozostałych górników, którzy na skutek pożaru doznali poparzeń, po opatrzeniu ran zwolniono już ze szpitala.
W kopalni trwa akcja ratownicza. Pożar – jak przypuszczają ratownicy spowodowany najprawdopodobniej zapaleniem metanu – nie został jeszcze opanowany. Pod ziemią w akcji uczestniczą cztery zastępy ratowników plus jeden pomiarowy, a na powierzchni czekają cztery dalsze.
Ratownicy próbują otamować teren objęty pożarem, tak żeby nie było tam dopływu powietrza podsycającego ogień.
- W miejscu pożaru panuje III stopień zagrożenia metanowego. W takiej sytuacji nie gasi się pożaru metodami aktywnymi a poprzez odizolowanie zagrożonego miejsca od reszty kopalni – powiedział TVP Info Roman Walter, dyrektor kopalni „Sośnica-Makoszowy”.
Ze względu na bardzo trudne warunki panujące w miejscu zdarzenia i wysoką temperaturę, ratownicy mogą pozostać na dole bardzo krótko. Pracują więc w systemie rotacyjnym.