Pożar rozdzielni prądu przerwał uroczysty wieczór w zabytkowej kopalni soli

To miał być niecodzienny wieczór. Program zapowiadał ekskluzywny wernisaż nowozelandzkiego artysty, Stanley\'a Eales\'a ,,Boginie i inne kobiety\", a po nim recital Jagi Wrońskiej. Oba wydarzenia artystyczne miała poprzedzać uroczysta msza św., zwyczajowo odprawiana w intencji górników solnych w dniu ich patronki - św. Kingi. Piątkowy (24 bm.) wieczór w wielickiej kopalni był, rzeczywiście, niecodzienny. Jego uczestnicy przeżyli jednak odmienne od spodziewanych emocje.

Już przed osiemnastą przed nadszybiem zabytkowej kopalni na zjazd wyczekiwał spory tłumek chętnych do uczestnictwa w odpustowej uroczystości: dzieci, młodzież, osoby starsze. Były zorganizowane grupy m. in. z Rudy Śląskiej-Halemby, z Łodzi, Sieradza, ale też turyści z Niemiec i Japonii. Po dziewiętnastej pozajmowane były wszystkie miejsca w kaplicy św. Kingi na poziomie 110 m. Spóźnialscy obsiedli boczne ławki i schody. Obok ołtarza stanęły górnicze poczty sztandarowe.

Niepewność podsycała lęk

Treść kazania łączyła wspomnienie o św. Kindze z rozważaniami o poszukiwaniu sensu życia. Tuż po wyznaniu przez zgromadzonych wiary do kazalnicy podszedł, przewodniczący eucharystii, ksiądz prałat Zbigniew Gerle, wielicki proboszcz od św. Klemensa i - zdradzającym niepokój głosem - powiedział:

- Proszę powoli, od ostatnich rzędów, opuszczać kaplicę. U wyjścia czekają górnicy, którzy wskażą wam drogę.

W kolejce na wyjazd, reglamentowanej pojemnością górniczej klatki, z czasem narastała nerwowość. Ktoś zaczął odmawiać różaniec, a następnie antyfonę ,,Pod Twoją obronę uciekamy się...\" Do głośnej modlitwy przyłączało się coraz więcej oczekujących.

- Nikomu nic nie grozi, nic poważnego się nie stało - uspokajali górnicy z obsługi kopalni.

- Ktoś mógłby do nas przyjść i powiedzieć wyraźnie, co się stało i czy coś nam grozi - narzekała na brak pełniejszej informacji uczestniczka grupy z Halemby.

- A czy to powiedzieliby prawdę? - powątpiewała jej sąsiadka.

Niepewność i gubienie się w domysłach wzmagały nastroje bliskie paniki. Ktoś przekonywał, że już w kaplicy czuł dym. Ktoś inny natarczywie dopytywał sąsiada, czy też słyszy dziwne stukanie. Mężczyzna z końca ogonka apelował, by mieć wzgląd na dziecko i przepuścić je do toalety. - Nie chcę siusiu - głośno bronił się malec.

Niepokój w kolejce topniał wraz z kolejnymi kursami windy. Co kilka minut wywoziła na powierzchnię po kilkanaście osób. Sama jazda ludzi zabierała 25 sekund. Tuż przed 21.00 dyspozytor kopalni, Sławomir Smęder zakomunikował, że zakończona została ewakuacja wszystkich 371 osób.

Zagrożenia nie było

- Żadnemu z turystów ani przez chwilę nie groziło niebezpieczeństwo - zapewniał po jej zakończeniu.

- W ,,Wieliczce\" pracuję od 25 lat. Jak wracam pamięcią, nigdy dotąd nie zdarzyła się taka sytuacja - dodał.

Bezpośrednią przyczyną ewakuacji był pożar rozdzielni prądu na powierzchni. Na wypadek, że mogłoby zabraknąć zdublowanego zasilania, podjęto decyzję o szybkim wywiezieniu ludzi z dołu.

- Musieliśmy tak zareagować. W kopalni było dużo ludzi starszych, dzieci... Nie do pomyślenia byłaby ewentualna ewakuacja schodami - tłumaczył Sławomir Smęder.

Koniec liturgii bez wiernych

Odpustową mszę św. koncelebrowało sześciu księży z całej Polski.

- Nie przerwaliśmy odprawiania eucharystii. Tyle tylko, że została dokończona już bez udziału wiernych - powiedział po wyjeździe ks. Krystian Mrówka, który przyjechał do Wieliczki z grupą rudzkich parafian.

- Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego. Nie wiedziałem, co się stało. Zauważyłem, że ksiądz dziekan jest wyraźnie przestraszony. Przyspieszył odprawianie mszy św. Przyznaję, że się bałem, ale nie przyszło mi do głowy, aby wcześniej odejść od ołtarza. Chciałem ją przeżyć do końca - zwierzył się Michał Kania, kleryk z Wieliczki.

W niedzielę po jedenastej w zabytkowej kopalni został przywrócony normalny ruch turystyczny. Imprezy artystyczne, które trzeba było odwołać z powodu awarii, odbędą się w innym terminie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

„Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku”. Na Stadionie Śląskim powstanie wielkie widowisko o legendarnym meczu z 1957 roku

Plenerowy spektakl teatralny „Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku” odbędzie się 20 września 2026 r. o godz. 20.00 na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie. To wydarzenie łączy sport, teatr, muzykę, film i nowoczesne efekty multimedialne, tworząc poruszającą opowieść o pasji, odwadze i sile sportowych marzeń – osnutą wokół legendarnego meczu Polska–ZSRR z października 1957 roku.

To porozumienie jest symbolem górniczej walki

Porozumienie Jastrzębskie 3 września 1980 roku było trzecim, po gdańskim i szczecińskim, dokumentem podpisanym latem 1980 roku między władzą a robotnikami. Strajki na Śląsku, których efektem były ustalenia zawarte w Jastrzębiu, wpłynęły na tempo i skuteczność negocjacji prowadzonych w Gdańsku i Szczecinie. Dzisiaj uczczono tę niezwykle ważną dla kraju rocznicę.

Pamiętają o pacyfikacji kopalni Wujek. Wyrosną kolejne drzewa pamięci

Po wakacyjnej przerwie, Śląskie Centrum Wolności i Solidarności kontynuuje akcję sadzenia w szkołach drzew pamięci im. Dziewięciu Górników z Wujka. 

Rewolucyjne odkrycie: górnictwo na ziemi tarnogórskiej sięga czasów rzymskich

Górnictwo na terenie dzisiejszych Tarnowskich Gór i Bytomia rozpoczęło się znacznie wcześniej, niż dotychczas sądzono – już w II wieku naszej ery, czyli w czasach rzymskich. To kluczowe ustalenie polsko-niemieckiego zespołu badawczego, które zmienia dotychczasową wiedzę o początkach przemysłu wydobywczego na Górnym Śląsku. Poinformowało o tym Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej (SMZT).