Powódź zatopiła nieczynną kopalnię w Zimbawe, w której nielegalnym wydobyciem złota trudnią się bezrobotni mieszkańcy. W tunelach pod wodą znalazło się 70 mężczyzn. Tylko ośmiu przeżyło katastrofę.

1550463529 zimbabwe flood xinhuanet com

fot: Xinhuanet

W zalanych wyrobiskach kilkadziesiąt metrów pod ziemią zginęło ponad 60 poszukiwaczy złota

fot: Xinhuanet

Ratownicy w sobotę, 16 lutego, wydobyli na powierzchnię 22 z 70 ludzi, którzy cztery doby wcześniej uwięzieni zostali przez gwałtowną powódź w nieczynnej kopalni złota. Zeszli pod ziemię nielegalnie, aby wydobyć cenny kruszec. Niestety bilans jest tragiczny: katastrofę w kopalni 175 km na zachód od stolicy Zimbabwe przeżyło tylko osiem osób.

Informację o uratowniau ośmiu poszkodowanych potwierdziły rządowe media. Ekipy ratownicze postanowiły po kilku dniach akcji użyć materiałów wybuchowych. Eksplozje wytworzyły szczeliny, odprowadzając wodę, blokującą dostęp do poszukiwanych. Większość schroniła się w jednej ze sztolni na głębokości 20-30 m pod ziemią. Ulewne deszcze doprowadziły wcześniej do zniszczenia tamy ochronnej powyżej kopalni. Woda po przerwaniu zalała obwałowań zatopiła wyrobiska. Sięgają one do ponad 200 m pod powierzchnią terenu.

Kryzys gospodarczy w Zimbabwe sprzyja nielegalnemu wydobyciu w zamkniętych zakładach górniczych. Miejscowe media podają, że w kraju jest półtora miliona bezrobotnych, z których wielu stara się utrzymać dzięki poszukiwaniu złota. Według niektórych szacunków biedaszyby dostarczyły nawet połowę z kruszcu, jaki wydobyto w zeszłym roku w Zimbabwe (nawet ok. 33 t złota).

Jeszcze w piątek, po trzech dobach akcji ratowniczej, krewni ofiar oskarżali władze o zbyt powolne prowadzenie akcji. Ratownicy mieli nadzieję na dotarcie do poszukiwanych w piątek po południu, ale woda zalewająca wciąż wyrobiska utrudniała postęp.
Minister July Moyo ogłosił w prowincji stan klęski żywiołowej.

- Nadludzkim wysiłkiem woda jest stale wypompowywana z zalanych podziemi, aby odnaleźć ofiary powodzi w kopalni - powiedział minister Moyo, który wzbraniał się przed podaniem konkretnego terminu dotarcia do poszkodowanych.

Do nieszczęścia doszło we wtorek w nocy, po przerwaniu pobliskiej zapory, która chroniła tereny z kopalnią przed powodzią.

- Po tym, co zobaczyłem na miejscu oraz znając, jak wysoki jest poziom wód, radziłbym przygotować się na najgorsze. Szanse na powodzenie akcji są naprawdę niewielkie - mówił minister dwa dni temu.
- Straciliśmy tak bardzo wielu ludzi a najboleśniejsze jest to, że duże siły ratownicze, które usiłują przynieść pomoc poszkodowanym, od trzech dni nie odnotowały żadnego sukcesu - powiedział dziennikarzom agencji Reutera Albert Mazongo, którego dwaj bracia zostali uwięzieni pod ziemią.

Miejscowość o nazwie Battlefields w prowincji Maszona Zachodnia oraz okoliczne tereny obfitują w złoża rudy złotonośnej. Popularnym widokiem przy drogach są okoliczni chłopi, którzy kopią ziemię w poszukiwaniu złota przy pomocy kilofów, łopat i pomp wodnych zasilanych małymi generatorami. Biedaszyby ulegają bardzo łatwo zawaleniu się, zwłaszcza po nadejściu pory deszczowej.

Portal mining.com opisuje miejsce katastrofy w Battlefields: szyby kopalń rozrzucone są w promieniu ok. 8 km od utwardzonej drogi, na obrzeżach stoją kryte plastikiem szałasy, w których mieszkają kopacze rudy złota. W porzuconej starej kopalni poszukiwacze-górnicy, zwani lokalnie Makorokoza lub kanciarzami, zakradają się nocami do sztolni i często znikają w wyrobiskach pod ziemią na ponad dwie doby. Wydobyty złoty kruszec sprzedają potem handlarzom ze spółki zależnej państwowego banku centralnego - Fidelity Printers and Refiners albo prywatnym kupcom.

Krewni zaginionych twierdzili, że górnicy w momencie katastrofy nie byli świadomi niebezpieczeństwa, bo dużo wcześniej zeszli pod ziemię, niektórzy z nich wydobywali w tunelach na głębokości do do stu metrów.

- Ratownicy powinni pozwolić nam wejść do kopalni, bo znamy te tunele lepiej niż oni - twierdzili miejscowi mieszkańcy, obserwujący akcję poszukiwawczą.

Państwowa gazeta The Herald napisała, że chociaż ratownicy ściągnięci z pobliskich legalnych zakładów górniczych oraz z jednostek Obrony Cywilnej próbowali szukać zaginionych, władze od początku wątpiły, by ktokolwiek mógł ocaleć z katastrofy.

Carlos Daka, ktróry jest jednym z kopaczy, ale feralnej nocy akurat nie pracował, powiedział dziennikarzom, że uważa się za wielkiego szczęściarza. Był przerażony losem zaginionych kolegów.

- Nie mogę powstrzymać łez, większość zaginionych pod ziemią była w moim wieku, mieli 21-23 lata. To straszne, że zostali tam uwięzieni - mówił.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Domański: Opór prezydenta wobec ustawy o windfall tax jest niezrozumiały

Opór prezydenta Karola Nawrockiego wobec rządowej ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych jest absolutnie niezrozumiały - ocenił we wtorek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Masz dzieci? Masz wydatki i to wysokie. W 2025 r. wzrosły dochody gospodarstw domowych

Sytuacja materialna gospodarstw domowych poprawiła się w 2025 r. wobec roku poprzedniego. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę wzrósł nominalnie o 10,5 proc. do 3 tys. 500 zł, podczas gdy wydatki zwiększyły się o 7,3 proc. do 2 tys. 15 zł na osobę - podał we wtorek GUS.

Przemysł motoryzacyjny w Polsce zmniejszył zatrudnienie

W I półroczu br. zatrudnienie w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce spadło do poziomu sprzed 9 lat - wynika z raportu AutomotiveSuppliers.pl. Do spadku przyczyniły się przede wszystkim redukcje w branży komponentów i akcesoriów.

Górnicze dziedzictwo jako narzędzie edukacji. Muzeum Saturn zaprasza na cykl szkoleń

Jak wykorzystać dziedzictwo przemysłowe jako narzędzie edukacji, animacji i budowania lokalnych partnerstw? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwać będą uczestnicy cyklu szkoleń „Górnicza tożsamość Zagłębia”, organizowanego przez Muzeum Saturn w Czeladzi.