Powinniśmy przyjąć euro po wzmocnieniu polskiej gospodarki

fot: ARC

Na projekty wodno-ściekowe trafi do Polski 360 mln euro

fot: ARC

Przyjęcie euro powinno nastąpić dopiero po wzmocnieniu polskiej gospodarki, żeby nie doprowadzić do zmniejszenia jej konkurencyjności, wzrostu cen, bezrobocia i podatności na globalne kryzysy - zgodzili się podczas środowej debaty w Warszawie eksperci rynku pracy i ekonomiści.

Szybkie przyjęcie euro może spowodować gwałtowne pogorszenie się konkurencyjności polskiej gospodarki, która opiera się na niskich kosztach pracy i płacach, a wzrost cen może nie nadążyć za wzrostem płac - podkreślono podczas debaty "Strefa euro a rynek pracy w Polsce", zorganizowanej przez Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" i Instytut Pracy i Spraw Socjalnych.

- Jeśli ujednolicenie cen i płac nastąpi po wprowadzeniu euro, a doświadczenie innych państw podpowiada, że tak się stanie, to nasza konkurencyjność obniży się. Krótko mówiąc, może to przełożyć się na zwiększenie nierównowagi zewnętrznej z negatywnymi konsekwencjami dla rynku pracy - mówił prof. Eugeniusz Kwiatkowski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Zdaniem Kwiatkowskiego, przyjęcie euro mogłoby wyeliminować ryzyko zmian kursu walut i zmniejszyć koszty kredytu ze względu na niższe stopy procentowe w strefie euro. To z kolei mogłoby spowodować zwiększenie zatrudnienia. Zwrócił jednak uwagę, iż nie jest to pewne, ponieważ zmienianie kursu euro jest niemal niemożliwe, co zwiększa podatność naszej gospodarki, a szczególnie rynku pracy, na wstrząsy i kryzysy ekonomiczne.

- Polska gospodarka nie przeszła kryzysu lat 2008-2009 tak gwałtownie. Myślę, że m.in. dzięki temu, że w tym okresie nastąpiło bardzo silne osłabienie złotówki. Doświadczenie to pokazuje, że w pewnych sytuacjach mechanizm zmiany kursu własnej waluty może w dużej mierze pomagać gospodarce - powiedział.

Prof. Uniwersytetu Warszawskiego i poseł Prawa i Sprawiedliwości Jerzy Żyżyński zgodził się z Kwiatkowskim, że przyjęcie euro po cenie rynkowej może negatywnie odbić się na rynku pracy przez wzrost cen, za którymi nie nadąży wzrost płac. Zauważył też, że kluczową kwestią jest to, po jakim kursie nastąpi zmiana waluty. Jego zdaniem wymiana złotówek na euro powinna nastąpić po tzw. kursie parytetu siły nabywczej (wynikającego z różnic w cenach podstawowych towarów), który jest znacznie korzystniejszy - nieco ponad 2 złote za euro, podczas gdy kurs rynkowy wynosi ok 4,2 zł do euro.

- Oczywiście wejdziemy na podstawie kursu rynkowego. To znaczy, że ilość euro, jakie dostaniemy, będzie mniej więcej dwa razy mniejsza, niż gdybyśmy wchodzili po kursie parytetowym. Stawiam więc tezę, że moglibyśmy przejść na euro dopiero wtedy, kiedy oba kursy zbliżą się do siebie, a to może nastąpić tylko w drodze naturalnego umocnienia gospodarki - dodał Żyżyński.

Prof. Tomasz Gruszecki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego mówił, że niebezpiecznym byłoby przystępowanie do unii walutowej w jej obecnym stanie, ponieważ jest ona niekompletna i oparta przede wszystkim na politycznym dążeniu do przyspieszenia integracji europejskiej. Jego zdaniem niemożliwe jest budowanie stabilnej strefy euro bez unii fiskalnej, czyli wspólnego unijnego budżetu.

- Praktycznie uniemożliwia to pokrycie pieniądza podatkami, które są oddzielnie zbierane przez państwa członkowskie. Budżet Unii Europejskiej to tylko 1 proc. jej PKB. Po drugie: Europejski Bank Centralny (EBC) nie jest w pełni bankiem centralnym, ponieważ nie może on kredytować zagrożonych banków - zaznaczył Gruszecki.

Gruszecki przekonywał też, że wspólna waluta stwarza duże ryzyko nierównowagi pomiędzy państwami, ponieważ odbiera ich bankom centralnym możliwość emisji i wpływania na jej kurs. Dlatego unia walutowa powinna być, jego zdaniem, uzupełniona unią polityczną, bankową oraz wspólnym budżetem. Dodał jednak, że w dającym się przewidzieć czasie klasy polityczne państw europejskich nie zgodzą się na tak dalekie ograniczenie swojej suwerenności.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Spółki amunicyjne Grupy PGZ i Nitroerg łączą siły. Chodzi o materiały wybuchowe i środki bojowe

Polska Grupa Zbrojeniowa wraz ze spółkami Mesko, Zakładami Metalowymi „Dezamet”, Zakładami Chemicznymi „Nitro-Chem”, Bydgoskimi Zakładami Elektromechanicznymi „Belma” , Zakładami Produkcji Specjalnej „Gamrat” sp. z o.o. oraz Nitroerg, spółka należąca do Grupy KGHM zawarły Porozumienie o współpracy, którego celem jest rozwój krajowych kompetencji w obszarze środków strzałowych, materiałów wybuchowych oraz technologii pirotechnicznych na potrzeby bezpieczeństwa i obronności państwa.

Rząd przyjął projekt noweli w sprawie objęcia gwarancjami KUKE przedsięwzięć związanych z obronnością

Rząd przyjął we wtorek projekt nowelizacji przewidujący objęcie gwarancjami i ubezpieczeniami KUKE przedsięwzięć związanych z bezpieczeństwem i obronnością państwa, w tym rozwojem przemysłu obronnego i sektora produktów podwójnego zastosowania - przekazał resort rozwoju i technologii.

Jakie etapy obejmuje produkcja maszyny przemysłowej na zamówienie?

Zakup gotowej maszyny jest znacznie prostszy, jednak narzuca określone wymiary, wydajność i sposób działania. Gdy sprzęt ma zostać dopasowany do konkretnego procesu czy układu hali, przedsiębiorstwa zlecają wykonanie maszyny zewnętrznemu podmiotowi. Jak zespół projektowy przekłada potrzeby firmy na gotowe rozwiązanie? Podpowiadamy, jak wygląda produkcja maszyny przemysłowej na zamówienie.

Czy nasza energetyka, kopalnie, huty są bezpieczne? Motyka: Wyciągamy lekcję z doświadczeń

Zacieśniliśmy współpracę ze służbami i z policją. Wzmocniliśmy także wydatki na fizyczną ochronę infrastruktury energetycznej. Agresor będzie szukał wszelkich możliwych działań destabilizujących nasz system, ale dzisiaj widzimy, że potrafimy temu przeciwdziałać - mówił minister energii Miłosz Motyka, który był gościem audycji “Sygnały dnia” w Jedynka - Program 1 Polskiego Radia.