Powiew Wilna w Sosnowcu

fot: Jerzy Chromik/ARC

Jarmarczny koloryt niezmiennie fascynuje dzieci. Na sosnowieckich „Kazikach” miały zresztą własne stoisko z zabawkami

fot: Jerzy Chromik/ARC

Sam już nie wiem, czy otwierając w piątkowe (30 marca) popołudnie ze schodów Miejskiego Domu Kultury "Kazimierz" Zagłębiowski Jarmark "Kaziki 2012", wiceprezydent Sosnowca Ryszard Łukawski zakrzyknął "Kaziki zostały otwarte!", czy też "Kaziuki zostały otwarte!". W każdym razie było paskudnie zimno, trochę przedświątecznie, trochę smacznie, trochę odpustowo-jarmarcznie.

Prawdę powiedziawszy, z rodowodem tych sosnowieckich "Kazików" - poza marcowymi imieninami Kazimierzów - to dość niejasna sprawa. Dla wiceprezydenta Łukawskiego to cementująca lokalną społeczność inicjatywa, na którą musiał zajrzeć.

- Patrząc historycznie, Kazimierz Górniczy był kiedyś odrębną osadą, wyrosłą wokół kopalni Kazimierz-Juliusz. W Sosnowcu zawsze się mawiało: "Jadę na Kazimierz". Najporęczniej wypadało pociągiem. Ale poza kopalnią to dzielnica typowo rekreacyjna, z obfitością zieleni oraz najpiękniejszym parkiem, urządzonym na górniczej hałdzie. Ten specyficzny klimat małego Kazimierza przetrwał i wart jest pielęgnowania - tłumaczył powody uczestnictwa w kazikowym jarmarku wiceprezydent.

Bazarowe koguciki
Rafał Rybak, dyrektor Miejskiego Domu Kultury "Kazimierz", placówki będącej głównym organizatorem przedświątecznego jarmarku, napomykał, że impreza nawiązuje do tradycji i klimatu wileńskich "Kaziuków". Jemu samemu zagłębiowski jarmark bardziej kojarzy się jednak z pacholęcymi latami, kiedy w drodze do szkoły przechodził przez bazar w Kazimierzu Górniczym.

- Zjeżdżali na niego ludzie z okolicznych wsi. Czegóż tam nie było? Kramy z mięsem, nabiałem, warzywami... Ale były też - wtedy najbardziej dla mnie ciekawe - stoiska z wystruganymi w drewnie zabawkami, z klekoczącymi skrzydłami kogucikami na patyku. Tamten kazimierzowski bazar obumarł przed trzydziestu mniej więcej laty i teraz próbujemy ożywić jego klimat - uśmiechał się Rafał Rybak.

Uzasadnienie dla wileńskich "Kaziuków" - wyjąwszy własne rodzinne powinowactwa - z przymrużeniem oka traktował też Ryszard Bujak, prezes Zagłębiowskiego Stowarzyszenia Turystyczno-Kulturalnego, także zaangażowanego w organizację piątkowego jarmarku.

- Owszem, kiedy słyszę mowę wileńską, robi mi się ciepło na sercu. Jednak tak naprawdę Sosnowiec na pewno nie jest skupiskiem potomków kresowian. Nasze stowarzyszenie skupia rdzennych Zagłębiaków w różnym wieku, którzy tańczą, próbują sił w zajęciach grupy teatralnej, rozwijają swoje artystyczne i sportowe talenty. Do tradycji wileńskich "Kaziuków" nawiązujemy już choćby z tego powodu, że jesteśmy zasiedziali w Kazimierzu Górniczym - tłumaczył Ryszard Bujak.

Z powrotem z żoną
Pal licho dylemat: "Kaziki" czy "Kaziuki"! Na pewno było to w piątkowe popołudnie obojętne Zbigniewowi Krzysztańskiemu, sztygarowi z kopalni Kazimierz-Juliusz, i Andrzejowi Kozłowskiemu, kierownikowi magazynu w tym zakładzie. Obaj byli po trosze uczestnikami, a po trosze pomagali w organizacji zagłębiowskiego jarmarku.

- Taka impreza to dobra okazja do oderwania się od codzienności.

No i sposobność do posmakowania jeszcze przed świętami czegoś pysznego - mówił Krzysztański.

- Pomagałem w urządzaniu jarmarku. Teraz pojadę do domu, zjem obiad, przebiorę się, zabiorę żonę i razem wrócimy na imprezę - zapowiadał Kozłowski.

Smakować, rzeczywiście, było co. Były stoiska z bochnami chleba, kwasem chlebowym, wędlinami, pieczonymi ziemniakami, miodami, ale też z wielkanocnymi rekwizytami.

Aż z Szydłowca w Mazowieckiem na zaproszenie gospodarzy na Zagłębiowski Jarmark zjechali Agata Madej i Jarosław Glapski, familianci z tamtejszej małej, rodzinnej masarni. Już same zapachy wokół ich stoiska mogły przekreślić marzenie o pozbyciu się nadwagi. Wabiły wiejską kiełbasą z czosnkiem, staropolską z szynki z ziołami, bogactwem pasztetów i rolad, smalcem... Większość oferty nobilitowana nagrodami w konkursach, ogłaszanych przez Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego.

Poliwka do piwka
- Mamy niewielką, rodzinną masarnię. Wszystko, co robimy, opiera się na tradycyjnych, staropolskich recepturach. Stronimy też od mięsa z wielkich ferm hodowlanych. Świnie do przerobu kupujemy wyłącznie od okolicznych rolników. Myślę, że sosnowiczan ujęliśmy nie marszałkowskimi referencjami, lecz wyjątkowym smakiem naszych wyrobów. Wielokrotnie zaobserwowałem, że zrazu kupili parę plasterków na popróbowanie, by później wrócić po więcej - cieszył się Jarosław Glapski, na święta polecając zwłaszcza kiełbasy białą i wiejską.

Z głośników na schodach Domu Kultury płynęła tymczasem inna zachęta: "Najlepsza do piwka - zagłębiowska poliwka". Tej można było posmakować u Aliny Sokołowskiej. Osobliwość poliwki - także przyrządzanej według starego, babcinego przepisu - polega na tym, że na podniebieniu czuć smak kapusty, której w ogóle w niej nie ma.

- To typowa zagłębiowska zupa, przyrządzana na maśle, z marchewki, pora, pietruszki, selera i cebuli, z dużą ilością bulionu - nalewając chochlą do miski ów poczęstunek, tłumaczyła Sokołowska, nie zdradzając jednak tajników stosowanych przypraw. Poliwka była rzeczywiście pyszna, nawet bez połączenia z piwkiem. Także na zastępujących estradę schodach Domu Kultury do godzin wieczornych ciągle działo się coś nowego. Uczestników Zagłębiowskiego Jarmarku w cieniu wież wyciągowych kopalni Kaziemierz-Juliusz bawiły m.in. zespoły Klimontowianki, Dąbie, BAR, Grupa Teatralna Passionis, a także górniczy bigband.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Bił rekordy w drążeniu przodków, napisał list do braci górniczej. Władza bezlitośnie go wykorzystała

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.

Kiełbasa, musztarda i kromka chleba za "Bóg zapłać" do muzyki górniczej orkiestry. Pamiętasz te festyny?

Na 22 lipca w restauracjach osiedlowych pojawiało się też piwo, o którym w zwyczajne dni można było jedynie pomarzyć. Władze Polski Ludowej starały się, aby zaopatrzenie dla ludu pracującego miast i wsi było w tak ważne święto lepsze.

URZADY SWIETOCHLOWICE KZM 3

Miasto węgla, ratuszy i górniczych witraży

W Świętochłowicach ostatnią kopalnię – ruch Polska (wcześniej kopalnia Deutschland) zamknięto 30 listopada 2000 roku. Mimo to w mieście nie brakuje górniczych akcentów. Najpiękniejsze są w dwóch z trzech, a w zasadzie czterech miejskich ratuszy. To zjawiskowe witraże autorstwa dawnych mistrzów Stanisława Ligonia i Ferdinanda Mullera z Ouedlinburga. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tych miejsc autorstwa red. Katarzyny Zaremby-Majcher.

70 lat Kotła Czarownic. Stadion Śląski na archiwalnych zdjęciach

Stadion Śląski świętuje 70-lecie. Chorzowski Kocioł Czarownic (jak nazwano go później) został otwarty 22 lipca 1956 roku i od siedmiu dekad pozostaje jednym z najważniejszych symboli polskiego sportu i kultury masowej. Z okazji okrągłej rocznicy prezentujemy archiwalne zdjęcia z początków historii śląskiego giganta.