Potrzebny węgiel koksujący
Obawia się Pan sytuacji, w której zabrakłoby na rynku węgla koksującego?
Na moim miejscu każdy miałby takie obawy. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Jastrzębska Spółka Węglowa robi wszystko, aby te ilości węgla koksowego, jakie obecnie wydobywa, utrzymać. Ze względów ekologicznych jest to dość trudne zadanie, ale utrzymanie wydobycia na poziomie 8–10 mln ton spełniłoby oczekiwania polskich koksowni, w tym koksowni „Przyjaźń”, jak również – po części – potrzeby „Zdzieszowic”. Istnieją ponadto pewne nadzieje na to, że za dwa, trzy lata Kompania Węglowa, dotrze – zwłaszcza w „Szczygłowicach” – do dobrego jakościowo węgla koksującego. I to rozwiązywałoby w pełni potrzeby branży koksowniczej.
Kiedy koksownia zlikwiduje ostatecznie kopcące kominy?
Koksownia „Przyjaźń” realizuje konsekwentnie plan rozwoju. W 2007 r. uruchomiliśmy nową, piątą baterię koksowniczą, co umożliwiło przystąpienie do remontu i modernizacji czterech istniejących baterii. Już 14 maja br. zatrzymujemy pierwszą z nich do remontu w cyklu piętnastomiesięcznym, a następnie – będziemy remontowć trzy kolejne w podobnych okresach. Potrzebujemy zatem pięciu lat na doprowadzenie zakładu do pełnej ekologii, a więc zlikwidowanie kopcących kominów. Wówczas ruszymy z produkcją 3,5 mln ton koksu rocznie w cenach bardzo konkurencyjnych dla rynku.
Niepokoi Pana sztywna postawa Unii w sprawie zwiększenia emisji dwutlenku węgla dla Polski?
Naturalnie, że sen z powiek spędzają nam limity emisji dwutlenku węgla. Lecz nikt nie jest obecnie w stanie odpowiedzieć na pytania, jak dalej potoczą się w Brukseli sprawy związane z przydziałem limitów – i czy Polska zostanie pod tym względem potraktowana na specjalnych warunkach. Na razie mogę jedynie uspokoić. Na długi okres pozostajemy z przydziałem mniej więcej spełniającym oczekiwania naszego poziomu produkcji. Jeżeli pojawią się w najbliższych latach nowe technologie pozwalające na wychwytywanie dwutlenku węgla, z pewnością po nie sięgniemy.