Poświęcono Biuro Promocji i Sprzedaży Kopalni Wieliczka

Biuro Promocji i Sprzedaży Kopalni Soli Wieliczka w nowym miejscu, po przeprowadzce, poświęcił ojciec Ludwik Kurowski – kapelan solnych podziemi. Błogosławił on wszystkim, którzy zamierzają odwiedzić wielicką kopalnię.

Przybyłych na uroczystość gości przywitali przedstawiciele władz kopalni: Kajetan d’Obyrn, Tomasz Jachna, Marian Leśny oraz Jakub Czerwiński. Wśród osób zaproszonych znaleźli się także liczni przedstawiciele biur i organizacji turystycznych m.in.: Krakowskiej Izby Turystyki, Małopolskiego Centrum Informacji Turystycznej, Katolickiego Centrum Kultury, Krakowskiego Biura Festiwalowego, a także przedstawiciele Biura Jordan, Viaggi.pl, Jan-Pol i wielu innych. Na zakończenie uroczystego otwarcia św. Kinga zaprosiła zebranych do odwiedzenia wielickich podziemi wręczając każdemu solną pamiątkę.

Oryginalny wystrój nowego wnętrza krakowskiego biura wprowadzi zainteresowanych zwiedzaniem kopalni w atmosferę solnych podziemi i przeniesie prosto do serca kopalni w Wieliczce – kaplicy św. Kingi.

Ponowne otwarcie Biura Promocji i Sprzedaży Kopalni jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom krakowskiej branży turystycznej. Biuro oferuje kompleksową usługę, jaką jest możliwość dokonania rezerwacji terminu zwiedzania dla grup zorganizowanych oraz wykupienia biletów wstępu do kopalni.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.