Pomorzu grozi kryzys energetyczny?
Andrzej Tyszecki jest zdania, że istnieje zagrożenie tzw. blackoutu na Pomorzu. - Tylko w jednej trzecie korzystamy z prądu produkowanego w naszym regionie, reszta jest importowana z innych części Polski. Jeśli nie zbudujemy u nas nowych źródeł energii elektrycznej, to ryzyko awarii będzie rosło z każdym miesiącem - mówi.
Czy to zagrożenie nie jest dziś wyolbrzymiane?
- Uważam, że jeśli chodzi o zagrożenia stojące przed dzisiejszym państwem, powinniśmy w dużo większym stopniu obawiać się o bezpieczeństwo energetyczne niż o bezpieczeństwo rozumiane w kategoriach typowo militarnych. Przykładem, że zagrożenie jest realne jest choćby zachodnie Pomorze. W ubiegłym roku - po obfitych opadach śniegu - doszło tam do wielogodzinnych, a w niektórych rejonach nawet kilkudniowych przerwy w dostawach prądu.
Czym może grozić taki blackout?
- Jeśli mieszkamy gdzieś na wsi w Borach Tucholskich, wodę mamy ze studni, a prąd potrzebujemy tylko do oświetlenia domu i oglądania telewizji, blackout nie będzie dla nas bardzo uciążliwy. Co innego w większym gospodarstwie, gdzie prąd jest potrzebny choćby po to, by kurczaki miały wentylację, czy do zasilania dojarek. A jeszcze większa skala problemów występuje we współczesnym mieście. Bez prądu nie działają wodociągi, nie jeżdżą tramwaje, nie działają telefony, nie można robić zakupów. A już do prawdziwej katastrofy może dojść, jeśli nagle prądu zabrakłoby w zakładach chemicznych, czy rafinerii. Są tam takie procesy technologiczne, w przypadku których brak prądu może spowodować natychmiastowe zagrożenia życia dziesiątek osób.
Co robić, by tego uniknąć?
- Musimy wiedzieć, że to, że to, że kiedy włączamy kontakt, to zapala się światło, nie jest rzeczą oczywistą, daną nam raz na zawsze. Energetyka na Pomorzu wymaga inwestycji. Oczywistą sprawą są modernizacje sieci dystrybucyjne i przesyłowe, doprowadzające prąd do Trójmiasta. To musi być zrealizowane szybko, bo bez takich inwestycji, nie uda się bezpiecznie zorganizować Euro 2012 w Gdańsku.
A co z nowymi elektrowniami?
- Żadnej elektrowni nie zbuduje się w rok, czy dwa lata. Tutaj bardzo istotny jest element planowania, przygotowania inwestycji, bo nie wystarczy tylko zbudować elektrownię. Musimy połączyć ją z siecią przesyłową, zapewnić wodę do chłodzenia, dostawy paliwa (np. węgla), odbiór odpadów (np. popiołu). Uważam, że to dobrze, że obecnie konsultowany plan zagospodarowania przestrzennego województwa przewiduje parę miejsc, w których będą mogły powstać nowe elektrownie. Chodzi m.in. o elektrownię jądrową w rejonie Żarnowca, elektrownię węglową nad Dolną Wisłą, czy elektrownię gazową w Gdańsku. To będzie dobry materiał do dalszych prac nad tymi inwestycjami.
Ale czy możliwe jest w ogóle postawienie jakiejś nowej elektrowni? Jeszcze zanim pojawi się inwestor, już dochodzi do protestów mieszkańców. Przeciwników mają nie tylko elektrownie węglowe, czy jądrowe, ale nawet wiatraki.
- Każde źródło energii w jakiś sposób oddziałuje na przyrodę, środowisko i człowieka. Ludzie mają oczywiście prawo bronić środowiska. Ale musimy pamiętać o jednym: w dzisiejszym świecie, tak jak wartością jest środowisko, wartością jest również bezpieczeństwo energetyczne. Jako społeczeństwo musimy dokonywać wyborów i szukać rozsądnych kompromisów.