fot: ARC/bytom.pl
Ks. Popiełuszko z Barbarą Sadowską - matką Grzegorza Przemyka na jego pogrzebie 19 maja 1983 roku w Warszawie
fot: ARC/bytom.pl
Uroczystość odsłonięcia monumentu odbędzie się dziś na terenie parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego ( przy ul. Ligonia 2). Poprzedzi ją uroczysta msza św. która odprawiona będzie w tamtejszym kościele o godz. 18.00.
Wykonany z brązu pomnik mierzy 230 cm. Jego autorem jest Grzegorz Łagowski, kielecki artysta, twórca m. in. rzeźb św. Wojciecha i Milesa Davisa. Łagowski jest też autorem kieleckiego pomnika ks. Jerzego, do którego nawiązuje bytomski monument.
- Inicjatywa budowy pomnika wyszła ze środowiska bytomskiej „Solidarności”. Władze Śląsko–Dąbrowskiej „S” pomysł natychmiast wsparły organizacyjnie i finansowo. Część środków na budowę pomnika pochodziła też ze sprzedaży cegiełek, które kupowały komisje „Solidarności” i osoby prywatne - powiedział nettg.pl Wojciech Gumułka, rzecznik \"S\".
Piotr Boruszewski, ówczesny przewodniczący „Solidarności” w kopalni „Dymitrow” (później nazwa została zmieniona na Centrum), był jedną z osób, które w 1984 r. organizowały pobyt ks. Jerzego w Bytomiu. Wspomina, że dzień wcześniej proboszcz kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego ks. Henryk Masny otrzymał z jednej ze śląskich parafii tylko taką informację: „Ta osoba, która u was będzie głosiła kazania, już u nas jest”. – Dopiero następnego dnia ks. Masny rozesłał swoich kapłanów, by powiadomili zainteresowanych, że o godz.18 ks. Jerzy odprawi mszę. Ta wiadomość naszymi kanałami poszła dalej, w miasto, na kopalnie i do wszystkich zakładów. Chcieliśmy, żeby jak najwięcej osób przyszło na spotkanie z ks. Jerzym i to nam się udało – opowiada Piotr Boruszewski.
Udało się też przechytrzyć Służbę Bezpieczeństwa, która albo rzeczywiście nic nie wiedziała, albo zupełnie zapomniała. – Esbecy dowiedzieli się w ostatniej chwili. Gdy przyjechali, wyglądali na przepitych. Biegali po kościele i przypominali błędne owce – wspomina z uśmiechem Piotr Boruszewski.
Pobyt ks. Jerzego w bytomskiej parafii, a zwłaszcza jego słowa i gesty do dzisiaj wywołują wzruszenie wśród osób będących świadkami tamtych wydarzeń. – Gdy rozbrzmiały słowa pieśni „Z kwiatów krzyż” ludzie zaczęli układać na środku kościoła krzyż z kwiatów. Wówczas ks. Jerzy również wstał i dołożył wiązankę – wspomina Boruszewski. W jego pamięci zapadła również homilia wygłoszona wówczas przez kapelana „Solidarności”. – Ks. Jerzy mówił o miłości i odwadze. Podkreślał, że ciągle są tacy, którzy w jednej kieszeni trzymają legitymację partyjną, a w drugiej różaniec – dodaje.
Po zakończeniu mszy ks. Jerzy pozwolił, żeby ludzie zadawali mu pytania. Odpowiadał na wszystkie, m.in. te dotyczące rzekomego magazynu broni znalezionego w jego mieszkaniu. – Zachowywał się spokojnie, ale można było wyczuć, że nosi w sobie pewien niepokój. Już mu przecież grożono, najprawdopodobniej wiedział, że wokół niego coś zaczęło się dziać – wspomina Piotr Boruszewski.