Polskie górnictwo może być konkurencyjne
Węgiel staje się coraz cenniejszym surowcem na światowych rynkach. Jednocześnie jego wydobycie w Polsce z roku na rok maleje. Czy oddanie kopalń prywatnym inwestorom będzie sprzyjać rozwojowi górniczej branży? Uczestnicy konferencji „Górnictwo 2010”, zorganizowanej w Katowicach przez Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości, nie byli w tej kwestii jednomyślni.
Jako pierwszy za prywatyzacją górniczej branży opowiedział się Zygmunt Łukaszczyk, wojewoda śląski, który otworzył debatę. Jego zdaniem nadszedł właśnie najlepszy moment, aby w sposób konsekwentny wcielić to zadanie w życie.
Jacek Korski, wiceprezes Kompanii Węglowej zwrócił uwagę, że w wielu krajach Unii Europejskiej przeważa negatywne spojrzenie na węgiel: „dusty, dirty i danger” – brudne, pylaste i niebezpieczne.
– Jest w tym spojrzeniu wiele obłudy. Chętnie bowiem kupuje się węgiel poza Unią Europejską i nikt wówczas nie pyta o standardy bezpieczeństwa i ochrony środowiska – wyjaśniał.
Zdaniem Korskiego, świat nie ucierpi na tym, że polska energetyka będzie oparta na węglu, co oczywiście nie znaczy, że nie należy kłaść nacisku na ochronę środowiska naturalnego, zwłaszcza emisję gazów cieplarnianych i innych szkodliwych substancji.
W opinii Jerzego Podsiadło, prezesa zarządu Węglokoksu, tegoroczny eksport węgla kamiennego z Polski ukształtuje się na poziomie powyżej 10 mln ton, a więc więcej niż prognozowano. Złożyło się na to wiele czynników, m.in. osłabienie złotówki na rzecz euro i dolara, które miało miejsce z początkiem roku. Druga przyczyna to ogromny popyt na węgiel w Chinach i Indiach.
Niewykluczone więc, że dojdzie w tym roku do zrównania bilansu w eksporcie i imporcie tego surowca. Lecz zdaniem szefa Węglokoksu, nie będzie to wcale tendencja trwała.
– Polskie górnictwo należy restrukturyzować i pamiętać, że restrukturyzacja jest procesem ciągłym – podkreślił Jerzy Podsiadło wskazując, że jednym z głównych zadań musi być teraz zahamowanie tempa wzrostu kosztów wydobycia, aby uzyskać jak największą konkurencyjność naszego węgla.
Pieniądze, pieniądze, pieniądze...
Do prowadzenia wojny potrzebne są tylko trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, i jeszcze raz pieniądze. Jak poprawić efektywność w polskim górnictwie? Potrzebne są identyczne trzy rzeczy – odpowiada na to pytanie Artur Trzeciakowski, wiceprezes zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego ds. ekonomiki i finansów.
– Przeżyliśmy kryzys, okres, kiedy cena węgla energetycznego spadła do 60 dolarów. W międzyczasie, czyli w latach 2005-2010, spółka zainwestowała 3,1 mld zł. W najbliższych 5 latach przewidujemy wydatki inwestycyjne rzędu 4 mld zł. Kłopoty finansowe KHW nie wynikają z niczego innego, jak tylko z faktu, że w latach 2008-2009 firma wydała na inwestycje 1,7 mld zł. Przy braku finansowania zewnętrznego, ponoszenie nakładów trzykrotnie przewyższających odpisy amortyzacyjne, wiąże się z koniecznością zaciągania zobowiązań. W tej chwili przyszedł czas wyrównywania tej dziury – mówi wiceprezes Artur Trzeciakowski.
Prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Jarosław Zagórowski wskazuje na kilka obszarów poprawy efektywności, w tym na lepsze wykorzystanie czasu pracy.
– Dziś górnik realnie pracuje 3,5 godziny na zmianę, zatem przy pięciodniowym tygodniu pracy – 2,5 dnia w tygodniu. Maszyny górnicze, jeden z najdroższych sprzętów w ręku człowieka, również resztę czasu stoją. Któryż przewoźnik lotniczy, który wielki spedytor mógłby sobie na to pozwolić? – pytał retorycznie.
Zagórowski uważa, że górnictwo jest gałęzią bodaj najbardziej uwikłaną w wielość układów, zobowiązań i porozumień ze stroną społeczną.
– My nie płacimy za pracę, ale za przychodzenie do pracy. Cała armia liderów związkowych nie pozwala tego zmienić. Chcąc coś zrobić, muszę rozmawiać z kilkunastoma chłopakami, którzy nie chcą zmian – zżyma się Zagórowski, dodając, że konieczne jest lepsze prawo.
Więcej za niż przeciw
Prywatyzacja – odmieniana przez wszystkie przypadki i lokowana w każdym możliwym kontekście – była wiodącym tematem środkowej sesji konferencji „Górnictwo 2011”. Najpierw głos zabrali eksperci: prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego im. Karola Adamieckiego w Katowicach i Jerzy Markowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki w 1997 roku. Prof. Barczak stwierdził, że z wielkim zadowoleniem przyjął słowa minister Strzelec-Łobodzińskiej dotyczące prywatyzacji JSW. Podkreślił, że prywatyzacja jest środkiem, a nie celem dla samej siebie, a dobry prospekt emisyjny jest w stanie przygotować jedynie sprawna firma. Pod takimi tezami podpisał się Jerzy Markowski, który przestrzegał, że procesy prywatyzacyjne oprócz poważnych inwestorów gromadzą także tłum hochsztaplerów. W jego opinii, narzędziem pozwalającym państwu na decydowanie o dopuszczeniu do rynku węgla powinna być koncesja. Markowski przekonywał także, że giełda lubi węgiel, a ludzie sensownie ulokowane pieniądze, więc każde wejście spółki węglowej na parkiet jest skazane na sukces.
– Powiązanie Węglokoksu z KHW nie jest przesądzone, natomiast wydaje się bardzo rozsądną opcją – przyznała podczas konferencji wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska.
O „nieciekawych wskaźnikach ekonomicznych” KHW mówił p. o. prezesa spółki Roman Łój.
– Tworzony obecnie prospekt emisyjny nie byłby w stanie zachęcić inwestorów do zakupu akcji KHW. Potrzebujemy co najmniej jednego dobrego roku, żeby tę sytuację naprawić i odzyskać płynność finansową. Jest też drugi wariant, powiązanie kapitałowe z Węglokoksem – stwierdził.
O tym, że prywatyzacja pozwoli rozwinąć Węglokoksowi niewykorzystany potencjał i zdejmie ze spółek imadło, jakim jest konieczność odprowadzania dywidendy, przekonywał z kolei prezes tej firmy, Jerzy Podsiadło.
Tomasz Konik, partner Delloitte, wnioskował, że już dziś trzeba rozpocząć przygotowania związane z budowaniem wartości firm przed ich debiutem, a Jan Fabian, dyrektor operacyjny NWR tłumaczył, że polskie górnictwo nie powinno bać się zagranicznych inwestorów.