Polska godzi się na unijny plan ratunkowy dla stoczni
Wysłany wczoraj list ma rozwiać wątpliwości Brukseli. Komisja uważała bowiem, że dotąd polski rząd nie odpowiedział jasno, czy zgadza się na rozwiązanie zaproponowane przez Neelie Kroes. Jakie są warunki unijnej komisarz? Oczekuje ona sprzedaży majątku stoczni i za otrzymane w ten sposób pieniądze spłacenia ich zadłużenia oraz likwidację zakładów. Komisarz spodziewa się, że na terenie stoczni poza produkcją statków ulokowana będzie inna działalność, tak by stworzyć nowe miejsca pracy.
Co na to polski rząd? - Podejmujemy wszelkie starania, aby zbywany majątek stoczniowy mógł być zagospodarowany w taki sposób, aby na terenie zakładów istniała możliwość prowadzenia działalności stoczniowej - mówi Zdzisław Gawlik, wiceminister gospodarki. Wiceminister przyznaje, że inne rodzaje działalności gospodarczej na terenie stoczni również są uwzględnione w rządowym programie wysłanym w październiku do Brukseli. Na takie rozwiązanie godzą się również inwestorzy - ISD Polska ze Stoczni Gdańsk i Mostostal Chojnice ze Szczecina. Strona polska oczekuje również, że propozycje Brukseli dadzą naszym stoczniowcom szansę na zachowanie stanowisk pracy w zakładach, jakie powstaną w miejsce zlikwidowanych dotychczasowych spółek.
Co mogłoby być wytwarzane w nowych zakładach? W grę wchodzi m.in. wytwarzanie masztów i konstrukcji stalowych dla energetyki wiatrowej. Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu, zaznacza, że aby przeprowadzić proces zmian w polskich stoczniach, konieczne są zmiany w krajowym prawie. Dodaje, że ma nadzieję, iż \"specustawa\" w tej sprawie zostanie przyjęta przez Sejm i podpisana przez prezydenta. Zdaniem MSP jest szansa, że wszystko to potrwa nie dłużej niż 2 miesiące.
Cały plan może jednak wziąć w łeb, jeśli przeciwne będą mu silne stoczniowe związki zawodowe. W poniedziałek szef \"Solidarności\" w Stoczni Gdańskiej Karol Guzikiewicz ostrzegł, że pracownicy nie zgodzą się na unijne propozycje zaakceptowane przez polski rząd. Guzikiewicz zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu w tej sprawie dojdzie do spotkania związkowców z kierownictwem resortu skarbu.
Jednak silniejsze argumenty są w rękach Unii. KE grozi polskiemu rządowi, że w przypadku braku zgody podejmie decyzję o zwrocie pomocy publicznej w wysokości co najmniej 4,5 mld zł przyznanej stoczniom Szczecin i Gdynia po wejściu Polski do UE w 2004 r., co oznacza ich upadłość. Na razie negatywna decyzja nie grozi stoczni w Gdańsku, która jest w lepszej sytuacji, bowiem została już sprywatyzowana i otrzymała mniejszą pomoc z budżetu państwa. Komisarz Kroes domaga się jednak przesłania jak najszybciej osobnego planu restrukturyzacji gdańskiego zakładu. Do tej pory polski rząd tego nie zrobił.