Polityczna szczodrość prezesa ratowników

Co łączy Jerzego Markowskiego (SLD) z Jerzym Polaczkiem (dawniej PiS)? Według pracowników Najwyższej Izby Kontroli, Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego w Bytomiu finansowała ich kampanie wyborcze.

Kontrolerzy NIK zainteresowali się, dlaczego szefostwo stacji przeznaczyło pieniądze na trzy specjalne wydania kwartalnika \"Ratownictwo górnicze\", które w całości w roku 2004 i 2005 poświęcone były kandydującym w ówczesnych wyborach politykom. Przyciśnięty do muru były prezes stacji, Zbigniew B., przyznał, że trzy numery czasopisma miały być formą biznesowego zabezpieczenia - napisał dziennik \"Polska\".

Obaj politycy twierdzą, że nic nie wiedzieli o zamiarach Zbigniewa B. i nie kryją zażenowania sytuacją.

Na polecenie byłego prezesa Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, Zbigniewa B., w czerwcu 2004 i we wrześniu 2005 roku powstały trzy specjalne wydania kwartalnika \"Ratownictwo górnicze\". W całości były poświęcone politykom przymierzającym się do wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu RP: Barbarze Blidzie i Jerzemu Markowskiemu z SLD, Rajmundowi Moricowi z Samoobrony oraz Jerzemu Polaczkowi - wówczas z PiS, obecnie Stowarzyszenie Polska XXI. Był to prezent dla polityków. Ujawniła go ostatnia kontrola NIK w stacji.

Skąd wziął się pomysł takiej szczodrości wobec polityków? Zbigniew B. zeznał w NIK, że stacja zaczęła tracić dotacje:

- Zaczęliśmy szukać poparcia u osób mających wpływ na przyznanie tych dotacji. Sądziliśmy, że ta działalność pomoże CSRG - mówił kontrolerom.

Nie wiadomo, ile kosztowały te \"prezenty\". W dokumentach stacji nie zachowały się wszystkie faktury. Wiadomo tylko, że za przygotowanie i druk numeru \"zwykłego\" kwartalnika płacono w 2005 roku spółce Kopia-Film ponad 10 tys. zł. Zbigniew B., jako prezes, był też redaktorem naczelnym czasopisma.

- To ja zleciłem jego przygotowanie. Chcieliśmy, by ratownicy poznali kandydatów wartych poparcia w wyborach. Takich, którzy mogli nam pomóc. Politycy nam nie płacili. Robiliśmy to z mojej inicjatywy - przyznaje były szef stacji.

Poseł Jerzy Polaczek jest kompletnie zaskoczony sytuacją.

- Udzielam dziesiątek wywiadów i nie pytam o kontekst, w jakim się one później pojawią. W tym przypadku poproszono mnie telefonicznie o rozmowę, więc przyjąłem propozycję. Nie jestem teraz w stanie odtworzyć w pamięci, czy coś oprócz wywiadu ze mną znalazło się w tym biuletynie. Miałem go w ręku raz w życiu - mówi.

Sugestie, jakoby zamieszczo- ne w kwartalniku materiały mogły mieć związek z jego promocją w kontekście wyborów, poseł Polaczek uważa za niepoważne.

- Wynikałoby z tego, że powołane przez ówczesnego premiera Leszka Millera kierownictwo stacji prowadziło kampanię liderowi śląskich struktur PiS. To absurdalny wniosek - komentuje.

Jak wynika z zeznań Zbigniewa B., poseł Polaczek się myli. Zbigniew B., licząc na przychylność kandydatów i większe pieniądze w przyszłości dla stacji, samorzutnie obstawił w kampanii wyborczej aż trzy polityczne opcje: PiS, SLD i Samoobronę.

- Wyjaśniano mi wówczas, że ratownicy chcą poznać kandydatów. Proszono o wywiad. Nie widziałem w tym nic złego. W przeszłości sam byłem ratownikiem - wyjaśnia kolejny obdarowany, Jerzy Markowski, były minister gospodarki.

Dodaje, że bywał też na spotkaniach organizowanych w Okręgowej Stacji w Zabrzu.

- To były dwie wizyty. Zaprosił mnie dyrektor. Spotykałem się tam z ratownikami z kopalni Budryk i Sośnica. To bliskie mi zakłady - tłumaczy Markowski.

Pierwsze wydanie specjalne \"Ratownictwa górniczego\" z czerwca 2004 r. miało 6 stron. Na pierwszej zamieszczono zdjęcie ówczesnego prezesa z tragicznie zmarłą byłą posłanką SLD, Barbarą Blidą, i ówczesnym senatorem, Jerzym Markowskim. Na drugiej znalazła się relacja z konferencji prasowej Markowskiego (informacja o nim pt. \"Poznajmy się\") oraz kolejne zdjęcie prezesa z Blidą. Dalej był wywiad-rzeka z Markowskim pt. \"Nasz człowiek w Brukseli\". A na zakończenie numeru opublikowano zdjęcie senatora z hasłem: \"O godne miejsce Śląska i Zagłębia w Europie. Lista nr 4, miejsce nr 2 Jerzy Markowski. www.jerzymarkowski.pl SLD-Unia Pracy. Jemu warto ufać\".

Za przygotowanie tego wydania spółce ANIMAR, należącej do przyjaciółki prezesa B. i jednocześnie ówczesnej rzeczniczki prasowej stacji zapłacono 4,8 tys. zł.

We wrześniowym numerze kwartalnika z 2005 roku znalazła się 12-stronicowa wkładka pt. \"Felietony polityków\". Można było w niej przeczytać felieton i wywiad z Barbarą Blidą, wywiady z Jerzym Polaczkiem, Jerzym Markowskim i Rajmundem Moricem.

W tym samym miesiącu ukazał się kolejny 12-stronicowy numer \"Ratownictwa górniczego\". Było to wydanie specjalne poświęcone kandydatom w wyborach parlamentarnych. W tekście \"Od redakcji\" były prezes B. napisał: \"Zbliża się dużymi krokami czas wyborów do Sejmu i Senatu oraz Prezydenta Kraju. Najważniejsze, abyśmy poszli do urn wyborczych i oddali głosy na najwłaściwszych kandydatów reprezentujących daną opcję\". Dalej informacje o wymienionych wcześniej osobach i ich plakaty wyborcze.

Obecny prezes stacji, Stanisław Parol, pełnił wówczas funkcję zastępcy redaktora naczelnego kwartalnika.

- Zajmowałem się przygotowaniem materiałów o ratownictwie i pozyskiwaniem autorów. Te polityczne materiały nie leżały w mojej gestii. To działo się poza mną - wyjaśnia.

Potwierdza to także Zygmunt Goldstein, teraz emeryt, a w 2005 roku odpowiedzialny za promocję stacji.

- To były decyzje prezesa B. Nie znam szczegółów tej sprawy - podkreśla.

Prezes Parol jest zniesmaczony sytuacją, w jakiej się znalazł. - Wiele z zarzutów postawionych przez NIK to prawda. Za poprzedniego prezesa dochodziło do nieprawidłowości. Ja tego człowieka nie bronię. Co się dało, to naprawiliśmy. Jednak są zarzuty, które uważam za mocno przesadzone. Stację pomówiono. Będę walczył o jej dobre imię - podkreśla Parol.

NIK zawiadomi prokuraturę

NIK oprócz finansowania kampanii wyborczych politykom wykrył w stacji nieprawidłowości w finansach.

Przygotowywane jest w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Zdaniem NIK przez utworzenie dwóch spółek-córek: CEN-RAT i CEN-MED stacja poniosła straty. Zrzekła się m.in. dochodowego rynku usług inertyzacyjnych, czyli wytwarzania i wtłaczania gazów do zagrożonych pożarem kopalnianych wyrobisk. Chodzi o 9 mln zł w ciągu czterech lat.

Kontrolerzy wytknęli też stacji, że w 2006 i 2007 roku pozyskiwała od NFOŚiGW oraz Ministerstwa Gospodarki 6 mln zł dotacji na niepotrzebne jej urządzenia. Te maszyny były natychmiast wydzierżawiane CEN-RAT-owi i jemu przynosiły zyski. Zarząd stacji nie zgadza się z tymi zarzutami i zapowiada wytoczenie NIK-owi sprawy sądowej.

-Pracownicy stacji już podczas kontroli zgłaszali zastrzeżenia do sposobu pracy inspektorów. Twierdzili, że są nachodzeni i straszeni. Mam na to stosowne pisemne oświadczenia - podkreśla prezes Parol. Chce jak najszybciej zakończyć tę sprawę, by stacja mogła dalej normalnie pracować. CSRG w 2007 roku obchodziło stulecie istnienia. Jej pracownicy są uważani za jednych z najlepszych ratowników na świecie.



MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Katowice Airport w lipcu ponad milion pasażerów

Ponad 1 mln pasażerów obsłużyło w lipcu 2026 r. katowickie lotnisko. To o ponad 70 tys. osób więcej, niż w lipcu ub. roku oraz pierwsze przekroczenie wartości miliona pasażerów w tym porcie lotniczym w ciągu jednego miesiąca.

Za zakupy zapłacisz więcej

W lipcu br. ceny żywności i innych produktów codziennego użytku w sklepach wzrosły średnio o 1,9 proc. rok do roku - wynika z badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito. Eksperci zwracają uwagę, że dynamika cen spada, ale jest duże prawdopodobieństwo zmiany tego trendu.

Naprawa szkód górniczych w korycie Imielanki. PGG czyści i udrażnia ciek w Chełmie Śląskim

Na terenie Gminy Chełm Śląski trwają roboty naprawcze w korycie cieku Imielanka, prowadzone przez Polską Grupę Górniczą w ramach usuwania szkód górniczych. Inwestycja, realizowana we współpracy z Wodami Polskimi, ma poprawić drożność cieku i zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców.

Utrata płynności, restrukturyzacja, pożyczka ratunkowa. Jak firmy wychodzą z kryzysu finansowego i co decyduje o tym, czy im się uda?

Firma może być rentowna i jednocześnie stanąć na skraju utraty płynności finansowej. Może mieć portfel kontraktów wartych setki milionów i nie mieć czym zapłacić faktur w tym miesiącu. Może wykazywać zysk w raporcie rocznym i nie mieć środków na obsługę bieżącego zadłużenia. To jeden z najczęstszych mechanizmów kryzysów finansowych w dużych spółkach przemysłowych. W 2026 roku doświadczyły go firmy dobrze znane czytelnikom tego portalu. Zastanawianie się jak do tego doszło to temat na osobną rozmowę. Ważniejsze jest jednak jakie narzędzia finansowe pozwalają firmie z takiego kryzysu wyjść i co decyduje o tym, czy próba się powiedzie?