Polacy w Kowarach szukali uranu przed przyjazdem Rosjan

fot: Tomasz Rzeczycki

Sztolnia 19a w Kowarach służyła do wywozu urobku wydobywanego na złożu Podgórze

fot: Tomasz Rzeczycki

Siedemdziesiąt pięć lat temu, w marcu 1946 r., podjęto w Polsce prace poszukiwawcze za złożami uranu. Stało się to wcześniej, zanim Polska podpisała w tej sprawie umowę ze Związkiem Radzieckim. Dzisiaj, mając w perspektywie plan budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, mamy też wyeksploatowane złoża uranu w Sudetach. Czy warto było?

O tym, że na Ziemiach Odzyskanych, włączonych do Polski w 1945 r., występuje uran, wiedziano już znacznie wcześniej. Jego występowanie odnotowano w kopalni rudy żelaza w Kowarach, fedrującej na pograniczu Rudaw Janowickich i Karkonoszy. Przez wiele lat uran traktowany był jako odpad, dopiero podczas drugiej wojny światowej zdano sobie sprawę z możliwości jego zastosowania.

Dlaczego więc Armia Czerwona, wkraczając wiosną 1945 r. na teren Śląska, bez większych problemów przekazała kowarską kopalnię Polakom? W literaturze spotkać można pogląd, że panowało początkowo przekonanie, iż rudy uranu w Kowarach zostały już przez Niemców wcześniej wyczerpane.

Okazało się jednak, że to nieprawda. Już 19 marca 1946 r. podjęto w kowarskiej kopalni Wolność prace rozpoznawcze za nowymi rudami uranu. Wówczas to na poziomie 118 m podjęto drążenie chodnika poszukiwawczego. Na lewej ścianie chodnika napotkano żyłę rudy uranowej o grubości od 10 do 23 cm. O fakcie tym dyrekcja kopalni 28 maja 1946 r. powiadomiła pismem Okręgowy Urząd Górniczy w Wałbrzychu. Wówczas jednak eksploatacja rudy żelaza była podstawowym zadaniem kopalni w Kowarach. W marcu 1946 r. w kopaln Wolność wydobyto wszak 2484,5 t rudy żelaza.

Niewiele czasu upłynęło, żeby żelazo przegrało konkurencję z uranem. I tak na początku 1947 r. do Kowar przybyła pierwsza grupa radzieckich geologów. Niedługo potem, 15 września 1947 r. zawarta została międzypaństwowa umowa między Polską a ZSRR dotycząca wydobycia w Polsce rud uranu i sprzedaży ich z wschodnią granicę. Krótko po tym, 16 grudnia 1947 r. decyzją Centralnego Zarządu Przemysłu Hutniczego powołano do istnienia Przedsiębiorstwo Państwowe Kopalnie Kowarskie. Formalnie rozpoczęło ono działalność z początkiem kolejnego roku. Kowarska kopalnia została przestawiona na wydobycie promieniotwórczego metalu.

Prace poszukiwawcze i wydobywcze nabrały potem tempa. Uranu poszukiwano gdzie się dało - w górnośląskich kopalniach węgla, w Tatrach, w niedokończonych przez hitlerowców sztolniach niedoszłej kwatery głównej wodza Trzeciej Rzeszy w Górach Sowich, czy też w poniemieckich wyrobiskach górniczych. Początkowo nie szczędzono sił i środków, stąd w przeciągu kilku lat wybrano dokumentnie największe oraz najwydajniejsze z rozpoznanych złóż, m.in. w Kletnie, Miedziance czy Kowarach.

W 1951 r. przemianowano Kowarskie Kopalnie na Zakłady Przemysłowe R-1, zapewne w ramach kamuflażu. Zresztą już wcześniej uczyniono wiele, żeby o wydobyciu rud uranu jak najmniej informacji przedostawało się na zewnątrz. W lutym 1949 r. wałbrzyski Okręgowy Urząd Górniczy powiadomił Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach o tym, że kowarska kopalnia wyłączona została spod nadzoru OUG w Wałbrzychu.

Z biegiem lat Rosjanie stracili zainteresowanie sudeckim uranem, gdy okazało się, że w innych państwach bloku komunistycznego jest go więcej. Z początkiem 1973 r. w stan likwidacji postawiono Zakłady Przemysłowe R-1, przekształcając je w zakład doświadczalny. Funkcjonował on pod kolejnymi nazwami do końca 1989 r., potem w jego miejsce powołano spółkę, w której 25 proc. udziałów miały przez pewien czas Zakłady Naprawcze Przemysłu Węglowego w Zabrzu. Spółka ta wkrótce jednak przestała przynosić zyski, a jej proces upadłościowy dobiegł końca w 1994 r. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.