Polacy pożegnali Prezydenta w Krakowie

Krakow pogrzeb1 BAR

fot: Bartłomiej Szopa

Ulice wokół krakowskiego rynku zapełniły się po brzegi pragnącymi pożegnać Parę Prezydencką

fot: Bartłomiej Szopa

+14 Zobacz galerię

Galeria
(17 zdjęć)

Blisko dwieście tysięcy osób zjechało dziś z całej Polski do Krakowa, by towarzyszyć Parze Prezydenckiej w jej ostatniej drodze. Silnie wyczuwalna była atmosfera patriotycznego zjednoczenia.

Wbrew powszechnym obawom dojazd do Krakowa nie był wcale kłopotliwy, bezproblemowo udawało się znaleźć wolne miejsca parkingowe nawet kilkaset metrów od Wawelu. Utrudnienia sprawiali jednak funkcjonariusze policji i służb porządkowych, którzy zabezpieczali dojazd do miasta z powodu przybycia oficjalnych delegacji z zagranicy. Nie można było swobodnie się przemieszczać, nawet pieszo. Wszędzie ustawione były barierki, a członkowie OSP, którzy pomagali policjantom, zabraniali przechodzenia przez ulice w miejscach, w krórych wyłączony był ruch.

Około godz. 14 w związku z żałobną mszą świętą, która odbyła się w Kościele Mariackim, ulice wokół rynku zapełniły się tłumami przybyłych ludzi. Wielu z nich miało w rękach patriotyczne symbole: duże biało-czerwone flagi, szaliki i małe chorągwie trzymane przez dzieci. Niektórzy przybyli w regionalnych strojach, by jeszcze mocniej zaakcentować, jaką część Polski reprezentują. - Spóźniłem się na autobus i przyjechałem sam, ale koledzy są już na rynku. W sumie przyjechały od nas dwa autokary – powiedział portalowi nettg.pl członek górniczej solidarności z regionu Śląsko-Dąbrowskiego, który w górniczym mundurze stał pod murami wawelskiej katedry.

Sporo osób zgromadzonych wokół rynku było rozczarowanych tym, że nie widzą i nie słyszą tego co dzieje się w kościele. Poza rynkiem nie umieszczono żadnych telebimów, czy choćby głośników, umożliwiających uczestnictwo w nabożeństwie tym, którym nie udało się znaleźć blisko Mariackiego Kościoła. - Miasto nie udźwignęło wydarzenia od strony organizacyjnej - mówili wówczas ludzie. Tłum i wysoka temperatura sprzyjały zasłabnięciom pośród zgromadzonych, nieraz zmęczonych, po wielogodzinnej podróży z miast położonych daleko od stolicy Małopolski. Służby medyczne wspierane przez harcerzy bardzo sprawnie radziły sobie jednak z udzielaniem pomocy. Ci, którzy źle się poczuli szybko byli odprowadzani do cienia, otrzymywali wodę, a w niektórych przypadkach trafiali do karetek, które stacjonowały wokół rynku.

Gdy nabożeństwo dobiegło końca i pojawiły się pierwsze głosy, że trumna opuściła kościół, wśród zgromadzonych zapanowała wielka mobilizacja. Wszyscy powstali i ruszyli jak najbliżej barierek wytyczających trasę konduktu. Dało się wyczuć wielkie przejęcie w chwilach kiedy oczom zgromadzonych ukazywały się trumny Prezydenckiej Pary. Eskortowało je wojsko i tłumy wielkich osobistości, także spoza granic naszego kraju. Przed trumnami szli duchowni, wśród nich kard. Stanisław Dziwisz. Z tyłu podążała najbliższa rodzina państwa Kaczyńskich. Wielu biło brawo i spontanicznie odśpiewało hymn Rzeczpospolitej w chwili kiedy mijał ich pogrążony w smutku brat prezydenta,

Jarosław z bratanicą Martą i wnuczką Lecha i Marii Kaczyńskich. - Trzymaj się Jarek! - krzyczeli niektórzy.

Ogrom ludzi sprawił, że każdy mógł jedynie przez kilka sekund popatrzeć na przemieszczający się kondukt. Wreszcie trumny zniknęły na wzgórzu wawelskim i uroczystość znowu przybrała bardziej zamknięty charakter. Osoby zgromadzone na ulicach Krakowa nie wiedziały dokładnie jak przebiega. Atmosfera zaczęła się wówczas rozluźniać, jednak punktualnie o osiemnastej uwagę wszystkich przykuł grom honorowych salw armatnich, oddanych na zwieńczenie pogrzebowych uroczystości.

Wyjazd tłumów z miasta królów przebiegał bardzo sprawnie, choć sporo ludzi pozostało czekając na otwarcie krypty z sarkofagiem Pierwszej Pary. Niektórzy siadali na ławkach lub po prostu kładli się na trawie, by odpocząć, zjeść coś. - Cierpliwie poczekamy aż wyjadą delegacje, a wtedy na pewno otworzą kryptę dla wszsytkich i pójdziemy złożyć hołd zmarłemu prezydentowi Kaczyńskiemu - mówili ludzie wieczorem.

W galerii: Dzień pogrzebu Pary Prezydenckiej w Krakowie (zdjęcia  Bartłomiej Szopa - nettg.pl)

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Od kopalni Max do Parku Tradycji

Historia kopalni Michał w Michałkowicach, dziś dzielnicy Siemianowic Śląskich, to opowieść o narodzinach przemysłowego miasta, dramatycznych wojennych losach i powojennej transformacji przestrzeni poprzemysłowej w miejsce pamięci i kultury.

Wojciech Balczun: Orlen nie prowadzi rozmów ws. zakupu rafinerii Schwedt

Orlen nie prowadzi obecnie negocjacji dotyczących zakupu rafinerii Schwedt ani objęcia udziałów w niemieckiej spółce PCK Schwedt - poinformował minister aktywów państwowych Wojciech Balczun w odpowiedzi na poselską interpelację.

Koniec rosyjskiego gazu szansą dla Polski. Rośnie znaczenie tranzytu

Znaczenie Polski jako kraju tranzytowego w handlu gazem ziemnym może wzrosnąć w najbliższych latach dzięki całkowitemu wycofaniu się UE z importu gazu z Rosji, przy utrzymującym się popycie na to paliwo – wskazali analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Górnicy jeździli tam elektryczną kolejką już ponad 50 lat temu. Niezwykła historia kopalni Jan

Już dwukrotnie wspominałem o doświadczalnej, zautomatyzowanej kopalni Jan, która powstała w 1968 r. na części kopalni Wieczorek. W odróżnieniu od otwieranej dekadę temu kopalni Bzie-Dębina miała ona dwa szyby i wypełniała definicję kopalni. Stanowiła w istocie koncentrację osiągnięć naukowo-technicznych polskiego górnictwa węgla kamiennego z całym intensywnie rozwijanym zapleczem.