Pół wieku temu nawet nie przypuszczał, że górnicza profesja stanie się dla niego wielką życiową pasją

fot: Kajetan Berezowski

Józef Ostrzecha gotowy do kolejnej szychty w charakterze przewodnika w Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach

fot: Kajetan Berezowski

Koledzy mówią o nim, że jest kopalnią wiedzy historycznej śląskiego górnictwa. Ma ogromne kompetencje fachowe. Józef Ostrzecha przepracował na węglu ćwierć wieku. Gdy przyszedł czas na zasłużoną emeryturę, nieoczekiwanie trafił do dawnej kopalni srebra. Ten fragment swojej górniczej kariery nazywa dziś wielką przygodą.

Józefa Ostrzechę spotykam w budynku Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach. Odziany w skórzaną kapicę, z kaskiem na głowie i sztygarską laską w dłoni, od rana oprowadza grupy turystów po liczących kilka setek lat podziemnych chodnikach. 

Jest o czym ludziom opowiadać
– O burzliwych dziejach przemysłu wydobywczego na ziemiach tarnogórskich świadczyć może długi na ponad 150 km labirynt podziemnych korytarzy. Zawsze budziły podziw i fascynację. Niektóre jednak po dziś dzień pozostają niedostępne, kryjąc w sobie zapewne wiele tajemnic. Jest o czym ludziom opowiadać. W sumie cieszę się z tego, że moją górniczą karierę mogę kontynuować właśnie w tym wspaniałym miejscu. Przed przejściem na emeryturę pracowałem w kopalni Powstańców Śląskich w Bytomiu w pionie energomaszynowym. Zaczynałem od stażysty, następnie byłem dozorcą maszynowym, w końcu awansowałem na nadsztygara. Jako główny mechanik ds. urządzeń podstawowych odpowiadałem m.in. za górnicze wyciągi szybowe, stacje wentylatorów głównych, sprężarek powietrza wraz z siecią rurociągów w szybach, stacje odmetanowania wraz z siecią rurociągów i łączność telekomunikacyjną – wspomina Ostrzecha.

W 2002 r. uzyskał uprawnienia emerytalne. Niedługo cieszył się odpoczynkiem. Pewnego dnia odebrał telefon. Dzwonił Wiesław Malicki, ówczesny dyrektor Urzędu Górniczego do Badań Kontrolnych Urządzeń Energomechanicznych w Katowicach (obecnie SUG). 

Nie do odrzucenia
– Mam propozycję nie do odrzucenia. Jest do obsadzenia ważne stanowisko – zakomunikował.

Okazało się, że przy Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi Tarnogórskiej powołano grupę doradczą na czele z dyrektorem Okręgowego Urzędu Górniczego w Bytomiu oraz dyrektorami okolicznych kopalń węgla. Chodziło o profesjonalne zorganizowanie ruchu turystycznego, zgodnie z obowiązującymi w tym względzie przepisami.

– I w taki sposób rozpocząłem kolejny etap mojej górniczej kariery zawodowej, którą de facto niedawno zakończyłem. Nie miałem bladego pojęcia, co mnie czeka. Sądziłem, że nic trudnego, no bo przecież chodzi o obiekt historyczny. Zetknąłem się wtedy z zupełnie innymi problemami niż te na węglu. Nikt tu nikogo nie ścigał za postęp na wydobyciu i nie rozliczał z metrów na przygotówkach. Za to trzeba było zadbać o bezpieczeństwo turystów. Dostało mi się 1700 m trasy podziemnej i oczywiście górnicze obiekty podstawowe – opowiada Józef Ostrzecha. 

O krok od tragedii
Złoża węgla występują w postaci pokładów. W przypadku tarnogórskiej kopalni w grę wchodzą soczewki i żyły. To formy nagromadzenia się złoża. Po wybranej soczewce pozostaje komora, a w komorze zbiera się woda.

– Dziś jest to skala rzędu 25-30 m sześc. na dobę, ale w okresie intensywnych opadów deszczu w 2010 r. mieliśmy do czynienia z wielkością nawet 1500 m sześc. Żywioł zagroził kopalni. Nie była na to przygotowana. Uruchomiliśmy dwie pompy przy szybie Żmija. Niezbędna stała się trzecia, wysokowydajna i zatapialna. Były trudności z jej zakupem. Dostaliśmy ją dosłownie na ostatnią chwilę. Było o krok od tragedii. Gdyby nie ta trzecia pompa, zalaniu uległyby pozostałe dwie wraz z napędami. Był to okres wielkiej próby dla mnie i całej załogi – wspomina dalej Ostrzecha.

Powiadają, że brak zagrożenia metanowego w Zabytkowej Kopalni Srebra załatwia problem bezpieczeństwa na dole. Po części pewnie tak, lecz nie do końca.

– Może się zdarzyć, że przy znaczącym spadku ciśnienia barometrycznego na tamach izolacyjnych pojawi się dwutlenek węgla lub siarkowodór. Jest to efekt butwienia drewna znajdującego się poza trasą turystyczną. O tym nie wolno nam zapominać. Udostępnione wyrobiska trzeba więc przewietrzać – zwraca uwagę Józef Ostrzecha.

Kolejny problem, z którym przyszło mu się zmierzyć, to wyrobiska zlokalizowane poza trasą turystyczną. Są one odgrodzone siedemnastoma tamami. Ich stan techniczny podlega regularnym kontrolom.

– W te miejsca dociera się po części pieszo, po części łodziami. Kontroli podlega również siedem rozdzielni elektrycznych. Dwie z nich dostępne są jedynie z chodnika wodnego. Zanim ruszy się na kontrole, kopalniane chodniki muszą zostać przewietrzone – tłumaczy.

Ostatnie lata kariery nadsztygara z Bytomia należą już do bardziej spokojnych. Wcielił się on bowiem w rolę przewodnika grup turystycznych. Ale i tej profesji musiał się uczyć.

– W przypadku dorosłych ważna jest narracja, dzieciakom w trakcie zwiedzania trzeba zadawać pytania. Takie są zasady. Powiem, że nie brakuje mi zdarzeń, do których wracam pamięcią. Raz oprowadzałem grupę koszykarzy. Średnia ich wzrostu oscylowała w okolicach 2 m. Musieli pokonać fragment chodnika liczącego zaledwie 1,15 m wysokości. Klęli, na czym świat stoi. Innym razem pewna turystka już na dole przyznała, że cierpi na klaustrofobię. Natychmiast puściłem ją przed siebie, aby uniknąć nieprzewidywalnej reakcji. I na takie sytuacje muszę być gotowy. Bardzo dużym wyzwaniem jest oprowadzanie osób niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie. Byłem też na dole z niewidomymi. Podziemne wyrobiska poznawali przez dotyk – opisuje Józef Ostrzecha.

Pół wieku temu nawet nie przypuszczał, że górnicza profesja stanie się dla niego wielką życiową pasją.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kryminał na weekend: „Zbrodnia w raju”. Historia porwania dziecka na Lazurowym Wybrzeżu

Popularny francuski pisarz Guillaume Musso tym razem zabiera czytelników w podróż po Lazurowym Wybrzeżu w latach 20. ubiegłego wieku. Narrację w kryminale prowadzi tak, jak robiła to Agatha Christie. Główny bohater skrupulatnie przesłuchuje podejrzanych i kieruje nas do zaskakującego finału.

Jubileuszowy Festiwal Orkiestr Dętych. I znów pięknie nam zagrały!

W sobotę 22 sierpnia w parku im. Augustyna Kozioła w Rudzie Śląskiej odbył się 25. już Festiwal Orkiestr Dętych. Jak zwykle miłośnicy orkiestr mogli liczyć na świetną zabawę, wysłuchali, oprócz tradycyjnych śląskich melodii, światowe przeboje muzyki rozrywkowej. 

Uczcili rocznicę strajku w Fazosie i opiekuna Solidarności

Z okazji 36. rocznicy strajku w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos w Tarnowskich Górach  w kościele pw. Piotra i Pawła odbyła się uroczysta msza święta. Pod tablicami poświęconymi strajkującym i Solidarności złożono kwiaty. W zbiegu ulic Opolskiej, Cebuli i Królika odsłonięto tablicę z nazwą skweru. Od teraz nosi on oficjalnie imię ks. Zygmunta Trochy, proboszcza parafii Piotra i Pawła w latach 1976-2006, który duszpasterską opieką objął „Solidarność”.

FAZOS - to tutaj rozpoczął się pierwszy na Śląsku strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. Dzisiaj kolejna rocznica

21 sierpnia 1980 r. w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos w Tarnowskich Górach wybuchł strajk. Był to pierwszy dobrze zorganizowany protest w województwie katowickim, którego uczestnicy odwołali się do doświadczeń rozpoczętego tydzień wcześniej strajku w Stoczni im. Lenina w Gdańsku.