Póki co, nie ma alternatywy dla węgla
Czy to, co dziś jest dobrodziejstwem polskiej energetyki, czyli dostęp do stosunkowo taniego i rodzimego paliwa, jakim jest węgiel, może za niedługo stać się przekleństwem, patrząc na to oczywiście przez pryzmat polityki Unii Europejskiej?
Dariusz Lubera:
Uważam, że dostęp do własnych zasobów surowca nie jest tylko i wyłącznie dobrodziejstwem dla energetyki, ale dla całej gospodarki. Mam nadzieję, że w przyszłości węgiel nie stanie się naszym przekleństwem w związku z coraz ostrzejszymi normami ekologicznymi.
Stanisław Tokarski: Niedawno urzędnicy Komisji Europejskiej zaprezentowali w Warszawie dokument opisujący wpływ Pakietu Klimatycznego na gospodarkę polską i europejską, tzw. Impact Assessment. Podczas tej prezentacji przedstawiono prognozowaną strukturę zużycia paliw pierwotnych do 2030 r. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że na kontynencie nie rośnie wykorzystanie energii jądrowej, natomiast zakłada się wciąż wysoki udział paliw stałych. Węgiel ma szansę, utrzymać swoją pozycję w tzw. koszyku paliw (energy mix) dzięki zastosowaniu nowoczesnych i czystych technologii spalania. Nie sądzę, że poprzez obłożenie tego paliwa wysokimi kosztami ekologicznymi, nagle dojdziemy do sytuacji, że będziemy mieli drogi węgiel i tańszą energię odnawialną. Byłoby to sprzeczne z polityką bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Wierzę, że ten sposób rozumowania zwycięży.
Jednak założenia wspomnianego Pakietu Klimatycznego są bezwzględne. Unia zakłada bardzo istotny wzrost udziału energii odnawialnej oraz drastyczną redukcję emisji CO2. Azja czy Ameryka niekoniecznie będą podążać tą samą ścieżką. Co wtedy? Czy gospodarka europejska będzie jeszcze konkurencyjna?
Dariusz Lubera: Szacuje się, że Europa odpowiada za ok. 14–15 proc. globalnej emisji CO2. Dlatego uważam, że jeśli inne gospodarki światowe nie zaczną podążać podobną ścieżką, to Komisja Europejska będzie zmuszona zrewidować swoją politykę, bo inaczej gospodarka europejska przegra z pozostałymi potęgami gospodarczymi świata.
Stanisław Tokarski: Podczas jednego z ostatnich wystąpień publicznych, poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzy Buzek powiedział coś bardzo istotnego: Unia Europejska rozważa wycofanie się ze swoich zobowiązań ekologicznych, jeżeli do planowanego wkrótce protokołu „post Kioto” nie przystąpią najważniejsi gracze światowi.
Zejdźmy na bardziej lokalny poziom. Czy polska energetyka, w tym kierowana przez Panów Grupa, jest w stanie zrealizować założenia Pakietu Klimatycznego? Zakładanie, że do 2020 r. zostaną wymienione wszystkie obecnie pracujące bloki energetyczne na urządzenia o wysokiej sprawności wydaje się mało prawdopodobne?
Stanisław Tokarski: Obecne możliwości techniczne pozwalają oddawać do użytku bloki węglowe o sprawności energetycznej do 45 proc. Takie parametry będzie miała planowana do oddania w 2009 roku jednostka w Łagiszy. Zakładamy, że do 2020 r. kilka takich bloków będzie pracować w PKE, ale nie jesteśmy w stanie do tego czasu zastąpić wszystkich obecnie funkcjonujących. Tymczasem redukcja emisji CO2 w Polsce jest możliwa tylko poprzez wzrost sprawności, czyli budowę nowych mocy. Racjonalne wprowadzenie przepisów o odbiorze i składowaniu CO2 musi wiązać się z cyklem żywotności bloków energetycznych. Uważam, że cel Pakietu Klimatycznego: 3 x 20 jest możliwy do osiągnięcia w UE nie wcześniej niż w 2025 roku. Przeznaczony dla Polski 15-proc. udział energii odnawialnej będzie dla nas nie lada wyzwaniem.
Dariusz Lubera: Przygotowywana przez nas strategia Grupy Tauron, oprócz wymiany starych urządzeń wytwórczych na węglu na bardziej ekologiczne i efektywne, będzie zakładać budowę nowych źródeł, w tym odnawialnych. Jako największy detaliczny sprzedawca energii w kraju chcemy być samowystarczalni pod tym względem. Osiągnięcie tych celów będzie jednak bardzo kosztowne.
Jednak wydaje się, że nie macie wyjścia, z uwagi na coraz większe ograniczenia emisji CO2?
Stanisław Tokarski: Nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja na rynku po przyznaniu energetyce za małych limitów. Oczywiście, branża może wykorzystać już dziś limity na przyszłe lata (uprawnienia do emisji CO2 przyznaje się w cyklu kilkuletnim – obecnie do 2012 r. Brakujące uprawnienia można zakupić na rynku emisji CO2 – red.), licząc, że coś w tej materii się zmieni. Jednak w tym wypadku najbardziej prawdopodobny byłby drastyczny wzrost cen energii około 2011 roku. Mniej ryzykowna wydaje się polityka racjonalnego gospodarowania limitami CO2 i coroczne dokupywanie brakujących uprawnień. Wtedy nie grozi nam szokujący i jednorazowy wzrostem cen energii.
Dariusz Lubera: Obecnie nikt nie jest w stanie powiedzieć, jaka będzie cena limitów za pięć lat. Już dziś przekracza 20 euro.
… I wszyscy spekulują, że będzie rosła.
Dariusz Lubera: Rynek uprawnień emisji CO2 jest czymś nowym, trudno przewidzieć, jakie będą kierunki jego rozwoju. Jeśli założymy, że ceny będą wyłącznie rosły, racjonalne wydaje się oszczędzanie uprawnień i nie sięganie już teraz po te na następne lata. Musimy uchronić naszych klientów przed drastycznymi zmianami cen.
Tauron zapewne będzie szukał pieniędzy na giełdzie?
Dariusz Lubera: Nasz debiut giełdowy to absolutny priorytet, bo dzięki emisji publicznej jesteśmy w stanie pozyskać poważne środki inwestycyjne. Wcześniej w opracowywanej właśnie strategii pokażemy, że nasze plany i projekty inwestycyjne dają szansę na godziwy zwrot zainwestowanego kapitału.
Już wkrótce PKE odda do użytku blok w Łagiszy. Co dalej?
Stanisław Tokarski: Nie podjęliśmy jeszcze decyzji o lokalizacji kolejnych inwestycji. Jest kilka poważnych projektów – w Kędzierzynie-Koźlu, Jaworznie, Rudzie Śląskiej. Myślimy o tym, by o wyborze miejsca zdecydował wewnętrzny konkurs projektów. Nie zapominajmy, że oprócz zakładów należących do PKE, w skład Grupy Tauron wchodzi także Elektrownia Stalowa Wola.
Lokalizacje inwestycji są jeszcze nieznane, ale paliwo chyba tak. Będą to bloki węglowe?
Dariusz Lubera: Spoglądając na energetykę wytwórczą do 2020 roku nie ma w Polsce poważnej alternatywy dla węgla. Nawet, gdyby Grupa Tauron była tak silna, by już dziś ruszać z projektem elektrowni jądrowej, węgiel nadal pozostałby najpoważniejszym paliwem.