Jak sama pisze, zachowała ją w swojej 85-letniej pamięci i jest to rozmowa nie bardzo rozgarniętych – jak się zdaje – wiejskich kumoszek. – A witejcie kumosiu. – A gąsiora niesa w koszu... – A jak sie tam mocie Wy i Wasze dzieci? – A uón mi tam niy wyleci... – A ida już bo widza, że jo z Wami dzisiej niy pogodóm! – A jak go niy sprzedóm, to go przyniesa nazot do dóm. Jedna o wozie, druga o kozie, ale przyznają Państwo, że jest w tym urok charakterystyczny dla przeszłych spraw.
O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy
Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.