Podziemny pożar w kopalni Borynia
Przekroczenie tlenku węgla dowodzi, że w Boryni nastąpił podziemny pożar endogeniczny.
W tym rejonie kopalni nie było pracowników. Do Boryni po południu przyjechali inspektorzy z WUG i Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku. Po zbadaniu sytuacji kierownik ruchu zakładu zdecyduje o ewentualnym prowadzeniu dalszych działań na zasadzie akcji ratowniczej. Wówczas ratownicy rozpoczną budowę tam izolacyjnych.
- To ten sam poziom, na którym 4 czerwca doszło do wybuchu metanu, ale pożar zaistniał w zupełnie innym pokładzie i nie ma związku z tamtą katastrofą - powiedziała nam Edyta Tomaszewska.
Przypomnijmy, że pożary endogeniczne to naturalne i dość częste zagrożenie w górnictwie. Zwykle przejawiają się nie ogniem, a wzrostem temperatury, wydzielaniem się gazów i możliwym zadymieniem wyrobiska. Są następstwem tzw. samozagrzewania się węgla wystawionego na zbyt długie działanie tlenu. Taki pożar jest praktycznie niemożliwy do przewidzenia. Powstaje w wyniku zalegania resztek węgla w wyrobisku, ciśnienia górotworu i przepływającego przez wyrobiska powietrza.
O pożarze endogenicznym informuje najczęściej aparatura pomiarowa, wykrywająca przekroczenie dopuszczalnych stężeń gazów, wzrost temperatury lub dym. Niewykrycie takiego pożaru na czas jest niebezpieczne dla załogi, ponieważ atmosfera w zagrożonym rejonie może stać się niezdatna do oddychania.
Najczęstszą metodą likwidacji podziemnych pożarów jest odcięcie dostępu powietrza w ich rejon poprzez postawienie specjalnych tam izolacyjnych i przeciwwybuchowych. Pożar wygasa wówczas w ciągu kilku tygodni.
W ostatnich latach w polskich kopalniach węgla kamiennego doszło do kilku pożarów endogenicznych. W ubiegłym roku miały one miejsce w kopalniach Budryk, Knurów i Piekary.