Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.75 PLN (-2.73%)

KGHM Polska Miedź S.A.

325.00 PLN (+2.17%)

ORLEN S.A.

129.62 PLN (+1.42%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.06 PLN (+0.05%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.32 PLN (-0.19%)

Enea S.A.

24.92 PLN (-2.88%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.35 PLN (-2.04%)

Złoto

4 846.56 USD (+0.62%)

Srebro

79.97 USD (+0.78%)

Ropa naftowa

94.50 USD (-0.16%)

Gaz ziemny

2.59 USD (-0.77%)

Miedź

6.11 USD (+0.48%)

Węgiel kamienny

107.40 USD (-0.09%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.75 PLN (-2.73%)

KGHM Polska Miedź S.A.

325.00 PLN (+2.17%)

ORLEN S.A.

129.62 PLN (+1.42%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.06 PLN (+0.05%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.32 PLN (-0.19%)

Enea S.A.

24.92 PLN (-2.88%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.35 PLN (-2.04%)

Złoto

4 846.56 USD (+0.62%)

Srebro

79.97 USD (+0.78%)

Ropa naftowa

94.50 USD (-0.16%)

Gaz ziemny

2.59 USD (-0.77%)

Miedź

6.11 USD (+0.48%)

Węgiel kamienny

107.40 USD (-0.09%)

Podróże, czyli zrejterował przed słoniem

Skrzeczyna podroze 01 50

fot: archiwum A. Skrzeczyny

Na rower wsiadł przed dziesięciu laty. Zrazu były to krótkie, jednodniowe wycieczki...

fot: archiwum A. Skrzeczyny

Skrzeczyna podroze 01 14 Skrzeczyna podroze 01 31 Skrzeczyna podroze 01 62

+84 Zobacz galerię

Skrzeczyna podroze 01 41 Skrzeczyna podroze 01 24

Galeria
(87 zdjęć)

Artur Skrzeczyna, 35-letni kawaler, stroniący od alkoholu i papierosów. Mnich? Nie. Od 15 lat ślusarz w odstawie kopalni Mysłowice-Wesoła. Ciągnie wyłącznie nocki, także te sobotnie i niedzielne. Od nałogów odżegnuje się, bo są kosztowne. Z szycht w wolne od pracy dni składa tzw. wyłączenia, którymi uzupełnia potem taryfowy urlop. Wszystko po to, aby mieć czas i pieniądze na egzotyczne wyprawy rowerowe.

Skrzeczyna nie ma temperamentu gawędziarza. Oszczędnie cedzi słowa, nie dając się namówić na opowieści z niesamowitych podróży. Twierdzi, że świat przemierza dla siebie i nie jest łasy na jakąkolwiek popularność. Tę powściągliwość rekompensują natomiast przywiezione zdjęcia.

Ich głównym elementem kompozycyjnym są drogi.

Te eleganckie, asfaltowe, szerokie, ale też kamienisto-żwirowe, a wreszcie wąskie, oblodzone ścieżynki na skalnych półkach pośród strzelistych, ośnieżonych gór. Proste jak po sznurku, aż po horyzont pustynnego krajobrazu Australii, albo wijące się pośród winnic Hiszpanii lub alpejskich przełęczy.

Drogi, znaczone granicznymi tablicami mijanych stanów i państw. A wokół pejzaże gór, pustynnych płaskowyżów, obrazy ciernistej sawanny, wschody i zachody słońca z niesamowitymi kompozycjami kłębiących się chmur. Jest na nich świat egzotycznych ptaków i zwierząt z fotograficznego safari. No, i są ludzie przy codziennych, zwykłych zajęciach.

Przetarcie w Beskidach
Na rower wsiadł przed dziesięciu laty. Zrazu były to krótkie, jednodniowe wycieczki. Ich marszrutę dobierał tak, aby w jedną stronę wypadało mniej więcej do 100 km.

- Lubię góry. Na początek były to szczyty i przełęcze Beskidu Żywieckiego. Wybierałem boczne drogi, ciekawe widokowo miejsca, lokalne uroki. Później wypuszczałem się coraz dalej. Objechanie Podhala z Zakopanem zajęło mi już kilka dni. Nocowałem pod namiotem, albo u przydrożnych gospodarzy. Potem przyszła kolej na Bieszczady. Sam widok z Połoniny Caryńskiej w kierunku Ustrzyk Górnych i Tarnicy wart był wysiłku. Wracałem przez Słowację. Przyszło mi do głowy, że warto byłoby wybrać się gdzieś dalej...

Urlop przed pięciu laty poświęcił już na poznawanie piękna Czech, Słowacji i Austrii. Stroniąc od autostrad i głównych dróg, obrał marszrutę z Mysłowic via Brno, Bratysława do Wiednia i z powrotem. Łącznie 1700 km.

- Ze szczegółowymi mapami w sakwach dzień w dzień - to zależało od pogody, siły wiatru, wysokości wzniesień - kręciłem po kilkadziesiąt kilometrów. Bywało, że zatrzymywał mnie jakiś szczególnie urokliwy widok, przydrożny zameczek lub inna ciekawa budowla - oszczędnie relacjonuje swoje wrażenia.

Malaga nie dla wina
W rok później wypuścił się jeszcze dalej. Po raz pierwszy też w drogę wyruszył samolotem. Począwszy od portu lotniczego w andaluzyjskiej Maladze, w trzy tygodnie przemierzył całą Hiszpanię, potem Francję, Włochy, by skończyć wyprawę w Szwajcarii, skąd wrócił do domu pociągiem.

Po gorących równinach Andaluzji, przez chłodne mistrale południowej Francji, lombardzkie Alpy i ich szwajcarskie masywy. Razem prawie 3 tys. km przez nasłonecznione winnice i ośnieżone górskie przełęcze.

- Bardzo ciągnęło mnie do Australii. Tę ciekawość podgrzewały głównie filmy. Przed trzema laty ten pustynny i suchy kontynent przejechałem w 8 tygodni od Adelajdy na południu po miasto Darwin na północnym wybrzeżu. Lekko nie było. Ginąca hen za horyzontem droga, odkryty teren, spiekota, wiatr chwilami taki, że trudno było utrzymać się na rowerze. Rzadko trafiał się człowiek, częściej kangury, strusie i wielbłądy. Nie, wcale nie było nudno. Wszędzie można trafić na coś interesującego - opowiada mysłowicki podróżnik.

W indyjskiej saunie
Po Australii przyszła kolej na Indie. Wyprawę przez ten subkontynent rozpoczął w Delhi by dotrzeć do Leh na północy, tuż przy granicy z Tybetem.

Dwa miesiące w drodze.
Początkowo płaskiej, w klimacie przypominającym saunę, a na koniec pośród himalajskich śniegów. Z Indii wywiózł wspomnienie bardzo przyjaznych ludzi i smaki różnorodnych dodatków do chlebków chapati, przyrządzanych w przydrożnych garkuchniach.

W ubiegłym roku wypadło na Afrykę, ściślej - Namibię, Botswanę i Zambię. Przeszło 5,5 tys. km w 10 tygodni, we wrześniu i październiku. Na ogół suchym, pofałdowanym płaskowyżem w podrównikowym i podzwrotnikowym klimacie.

- Budziłem się, kiedy było jeszcze ciemno, i ruszałem w drogę. Zatrzymywałem się, kiedy skwar stawał się już nie do zniesienia. Dla tubylców z afrykańskich wiosek - zwykle kilku prymitywnych lepianek, nakrytych suchymi liśćmi - byłem swoistym dziwolągiem. Rzadko widują tu rowerzystów. Ani razu nie spotkałem się z jakimiś nieprzyjaznymi zachowaniami. Humorystycznie wyglądały natomiast próby porozumiewania się. W końcu zawsze jednak jakoś się udawało. Gesty "jeść", "napić się", "umyć" nie wymagają używania słownika - śmieje się Artur Skrzeczyna.

Słonia lepiej omijać
Raz tylko zrejterował. Było tak:

- Próbowałem rozbić namiot w buszu. Szukałem w miarę ocienionego miejsca. Kątem oka zobaczyłem, że z zarośli, jakieś 6-7 metrów ode mnie, wynurza się słoń. Chyba mnie nie zwietrzył. Przeszedł bokiem. Wziąłem rower i pojechałem trochę dalej. Wolałem nie ryzykować liczniejszych odwiedzin.

Dokąd w tym roku? Artur Skrzeczyna marzy o podróży po Mongolii. Już szykuje rower i ekwipunek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górny Śląsk nie pęka przed gigantami. Szalone remisy Górnika i GKS-u

W minionej kolejce śląskie zespoły stanęły przed niezwykle trudnymi wyzwaniami. Wiele z nich rywalizowało na wyjeździe lub mierzyło się z faworytami ligi. Choć żadna z ekip z naszego regionu nie odniosła zwycięstwa, z pewnością nie można mówić o rozczarowaniu. Mecze Górnika Zabrze i GKS-u Katowice dostarczyły kibicom ogromnych emocji i niespodziewanych zwrotów akcji.

Drzewa pamięci Dziewięciu z „Wujka"

Drzewa pamięci Dziewięciu z „Wujka" to wspólna akcja Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności oraz Nadleśnictwa Katowice. Wpisuje się ona w trwający w woj. śląskim Rok Dziewięciu Górników z „Wujka".

Pokazaliśmy w Chinach roboty z naszej górniczej szkoły

Uczniowie Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku rywalizowali w światowej rangi zawodach World Robot Challenge w Pekinie. Zabrali do stolicy Chin szesnaście robotów.

Pgg rowery

Pracują na Halembie, a w wolnym czasie na rowerach zwiedzają świat

Paweł Głogowski i Dawid Szydłowski z ruchu Halemba są pasjonatami dwóch kółek. Przez pół miesiąca pokonali aż 1138,86 km, zdobyli 8846 m przewyższeń.