Podróże, czyli zrejterował przed słoniem

1331120119 skrzeczyna podroze 01 50

fot: archiwum A. Skrzeczyny

Na rower wsiadł przed dziesięciu laty. Zrazu były to krótkie, jednodniowe wycieczki...

fot: archiwum A. Skrzeczyny

1331120021 skrzeczyna podroze 01 22 1331120021 skrzeczyna podroze 01 30 1331120023 skrzeczyna podroze 01 24

+84 Zobacz galerię

1331120076 skrzeczyna podroze 01 48 1331120076 skrzeczyna podroze 01 39

Galeria
(87 zdjęć)

Artur Skrzeczyna, 35-letni kawaler, stroniący od alkoholu i papierosów. Mnich? Nie. Od 15 lat ślusarz w odstawie kopalni Mysłowice-Wesoła. Ciągnie wyłącznie nocki, także te sobotnie i niedzielne. Od nałogów odżegnuje się, bo są kosztowne. Z szycht w wolne od pracy dni składa tzw. wyłączenia, którymi uzupełnia potem taryfowy urlop. Wszystko po to, aby mieć czas i pieniądze na egzotyczne wyprawy rowerowe.

Skrzeczyna nie ma temperamentu gawędziarza. Oszczędnie cedzi słowa, nie dając się namówić na opowieści z niesamowitych podróży. Twierdzi, że świat przemierza dla siebie i nie jest łasy na jakąkolwiek popularność. Tę powściągliwość rekompensują natomiast przywiezione zdjęcia.

Ich głównym elementem kompozycyjnym są drogi.

Te eleganckie, asfaltowe, szerokie, ale też kamienisto-żwirowe, a wreszcie wąskie, oblodzone ścieżynki na skalnych półkach pośród strzelistych, ośnieżonych gór. Proste jak po sznurku, aż po horyzont pustynnego krajobrazu Australii, albo wijące się pośród winnic Hiszpanii lub alpejskich przełęczy.

Drogi, znaczone granicznymi tablicami mijanych stanów i państw. A wokół pejzaże gór, pustynnych płaskowyżów, obrazy ciernistej sawanny, wschody i zachody słońca z niesamowitymi kompozycjami kłębiących się chmur. Jest na nich świat egzotycznych ptaków i zwierząt z fotograficznego safari. No, i są ludzie przy codziennych, zwykłych zajęciach.

Przetarcie w Beskidach
Na rower wsiadł przed dziesięciu laty. Zrazu były to krótkie, jednodniowe wycieczki. Ich marszrutę dobierał tak, aby w jedną stronę wypadało mniej więcej do 100 km.

- Lubię góry. Na początek były to szczyty i przełęcze Beskidu Żywieckiego. Wybierałem boczne drogi, ciekawe widokowo miejsca, lokalne uroki. Później wypuszczałem się coraz dalej. Objechanie Podhala z Zakopanem zajęło mi już kilka dni. Nocowałem pod namiotem, albo u przydrożnych gospodarzy. Potem przyszła kolej na Bieszczady. Sam widok z Połoniny Caryńskiej w kierunku Ustrzyk Górnych i Tarnicy wart był wysiłku. Wracałem przez Słowację. Przyszło mi do głowy, że warto byłoby wybrać się gdzieś dalej...

Urlop przed pięciu laty poświęcił już na poznawanie piękna Czech, Słowacji i Austrii. Stroniąc od autostrad i głównych dróg, obrał marszrutę z Mysłowic via Brno, Bratysława do Wiednia i z powrotem. Łącznie 1700 km.

- Ze szczegółowymi mapami w sakwach dzień w dzień - to zależało od pogody, siły wiatru, wysokości wzniesień - kręciłem po kilkadziesiąt kilometrów. Bywało, że zatrzymywał mnie jakiś szczególnie urokliwy widok, przydrożny zameczek lub inna ciekawa budowla - oszczędnie relacjonuje swoje wrażenia.

Malaga nie dla wina
W rok później wypuścił się jeszcze dalej. Po raz pierwszy też w drogę wyruszył samolotem. Począwszy od portu lotniczego w andaluzyjskiej Maladze, w trzy tygodnie przemierzył całą Hiszpanię, potem Francję, Włochy, by skończyć wyprawę w Szwajcarii, skąd wrócił do domu pociągiem.

Po gorących równinach Andaluzji, przez chłodne mistrale południowej Francji, lombardzkie Alpy i ich szwajcarskie masywy. Razem prawie 3 tys. km przez nasłonecznione winnice i ośnieżone górskie przełęcze.

- Bardzo ciągnęło mnie do Australii. Tę ciekawość podgrzewały głównie filmy. Przed trzema laty ten pustynny i suchy kontynent przejechałem w 8 tygodni od Adelajdy na południu po miasto Darwin na północnym wybrzeżu. Lekko nie było. Ginąca hen za horyzontem droga, odkryty teren, spiekota, wiatr chwilami taki, że trudno było utrzymać się na rowerze. Rzadko trafiał się człowiek, częściej kangury, strusie i wielbłądy. Nie, wcale nie było nudno. Wszędzie można trafić na coś interesującego - opowiada mysłowicki podróżnik.

W indyjskiej saunie
Po Australii przyszła kolej na Indie. Wyprawę przez ten subkontynent rozpoczął w Delhi by dotrzeć do Leh na północy, tuż przy granicy z Tybetem.

Dwa miesiące w drodze.
Początkowo płaskiej, w klimacie przypominającym saunę, a na koniec pośród himalajskich śniegów. Z Indii wywiózł wspomnienie bardzo przyjaznych ludzi i smaki różnorodnych dodatków do chlebków chapati, przyrządzanych w przydrożnych garkuchniach.

W ubiegłym roku wypadło na Afrykę, ściślej - Namibię, Botswanę i Zambię. Przeszło 5,5 tys. km w 10 tygodni, we wrześniu i październiku. Na ogół suchym, pofałdowanym płaskowyżem w podrównikowym i podzwrotnikowym klimacie.

- Budziłem się, kiedy było jeszcze ciemno, i ruszałem w drogę. Zatrzymywałem się, kiedy skwar stawał się już nie do zniesienia. Dla tubylców z afrykańskich wiosek - zwykle kilku prymitywnych lepianek, nakrytych suchymi liśćmi - byłem swoistym dziwolągiem. Rzadko widują tu rowerzystów. Ani razu nie spotkałem się z jakimiś nieprzyjaznymi zachowaniami. Humorystycznie wyglądały natomiast próby porozumiewania się. W końcu zawsze jednak jakoś się udawało. Gesty "jeść", "napić się", "umyć" nie wymagają używania słownika - śmieje się Artur Skrzeczyna.

Słonia lepiej omijać
Raz tylko zrejterował. Było tak:

- Próbowałem rozbić namiot w buszu. Szukałem w miarę ocienionego miejsca. Kątem oka zobaczyłem, że z zarośli, jakieś 6-7 metrów ode mnie, wynurza się słoń. Chyba mnie nie zwietrzył. Przeszedł bokiem. Wziąłem rower i pojechałem trochę dalej. Wolałem nie ryzykować liczniejszych odwiedzin.

Dokąd w tym roku? Artur Skrzeczyna marzy o podróży po Mongolii. Już szykuje rower i ekwipunek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jesień w Tatrach. Czas na spokojniejszy wypoczynek w Bukowinie Tatrzańskiej

Jesień w Tatrach ma swój wyjątkowy rytm. Wakacyjny gwar powoli cichnie, na szlakach robi się spokojniej, a górskie krajobrazy nabierają złotych, rudych i czerwonych barw. Przy dobrej pogodzie widoki potrafią zachwycić jeszcze bardziej niż latem, a chłodniejsze powietrze sprzyja spacerom i dłuższym wędrówkom.

Wernisaż fotografii kopalni "Wujek"

Zapraszamy na wernisaż wystawy fotografii Agnieszki Kowalczyk „Zanim pójdziesz dalej, należy się pożegnać”. Odbędzie się on 30 września 2026 r. o  godz. 17.00 w siedzibie Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka”.

Morze bez tłumów. Bałtyk poza wakacyjnym sezonem

Bałtyk poza sezonem ma zupełnie inny rytm. Bez wakacyjnego tłoku, kolejek i pełnych promenad łatwiej zwolnić, odpocząć i naprawdę poczuć nadmorski klimat. Wiosną i jesienią morze przyciąga przede wszystkim tych, którzy szukają spokoju, przestrzeni i kilku dni z dala od codziennego pośpiechu.

A ty już znasz Śląską Lokację Filmową 2026? Wygrał obiekt związany z górnictwem

Zakończyło się głosowanie w Plebiscycie na Śląską Lokację Filmową 2026. Tegorocznym zwycięzcą konkursu został Oddział Centrów Demontażowych w Rudzie Śląskiej - jeden z najciekawszych i najbardziej wszechstronnych industrialnych obiektów Górnego Śląska. Gratulujemy!