Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 174.01 USD (+0.30%)

Srebro

85.61 USD (+0.28%)

Ropa naftowa

98.23 USD (+1.39%)

Gaz ziemny

3.27 USD (+0.71%)

Miedź

5.88 USD (-0.04%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 174.01 USD (+0.30%)

Srebro

85.61 USD (+0.28%)

Ropa naftowa

98.23 USD (+1.39%)

Gaz ziemny

3.27 USD (+0.71%)

Miedź

5.88 USD (-0.04%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Podczas akcji ratowniczej w Czarnobylu w 1986 roku górnicy odegrali jedną z kluczowych ról

8178781 hbo

fot: mat. prom. (Sky UK Ltd/HBO)

Zainteresowanie katastrofą i akcją ratunkową wzbudził na nowo po latach pięcioodcinkowy serial telewizji Sky/HBO pt. "Czarnobyl" (na zdj. kadr z filmu)

fot: mat. prom. (Sky UK Ltd/HBO)

Wśród ok. 800 tys. tzw. likwidatorów, czyli osób usuwających skutki katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu, była również grupa ok. 450 górników. Mieli za zadanie wydrążyć tunel i wybudować podziemną "betonową poduszkę" pod zniszczonym reaktorem. Prawdopodobnie jedna czwarta spośród nich zmarła w ciągu kilku następnych lat.

Po wybuchu i pożarze w bloku nr 4 elektrowni w Czarnobylu silnemu skażeniu promieniotwórczemu uległ znaczny obszar dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Rosji. Zaraz po katastrofie władze ówczesnego Związku Radzieckiego rozpoczęły walkę, której celem było zminimalizowanie skutków tragedii. Problem w tym, że na początku nikt za bardzo nie wiedział, z jakim zagrożeniem muszą sobie poradzić likwidatorzy, ani jak mają to zrobić.

Pierwsi ginęli strażacy
Jako pierwsi do gaszenia pożaru przystąpili strażacy z pobliskiej Prypeci i Czarnobyla. Nikt im nie powiedział, że pod ruinami budowli, którą gaszą, znajduje się odkryty rdzeń reaktora atomowego. Udało im się ugasić pożar budynków elektrowni, ale promieniowanie, któremu zostali poddani, było tak wysokie, że wielu z nich zmarło w ciągu kilku następnych tygodni. Poświęcenie strażaków upamiętnia dziś w Czarnobylu pomnik opatrzony inskrypcją "Tym, którzy uratowali świat".

Przez cały czas płonął jednak rdzeń reaktora, emitując do atmosfery ogromne dawki promieniotwórczego pyłu. Rdzenia nie mogła ugasić woda, więc zdecydowano, że na zniszczony reaktor załogi śmigłowców będą zrzucały mieszaninę piasku, gliny i boru. Po zrzuceniu kilku tysięcy ton okazało się, że rzeczywiście emisja promieniotwórczych substancji zmniejsza się.

Lawa groziła wielokrotnie większą katastrofą
Pojawił się jednak całkiem inny, jeszcze poważniejszy problem. Resztki reaktora pod wypływem wysokiej temperatury zaczęły zamieniać się w tzw. korium, czyli coś na kształt sztucznej lawy, która zaczęła roztapiać metrową warstwę betonu, pod którą znajdowały się zbiorniki na wodę z wycieków. Na skutek akcji gaśniczej zbiorniki wypełniły się wodą, a przedostanie się do środka sztucznej lawy mogło grozić kolejnym wybuchem, który zniszczyłby również reaktor atomowy w sąsiednim bloku.

Zainteresowanie pracą górników przy usuwaniu skutków katastrofy w Czarnboylu powróciło w związku z najnowszym serialem TV HBO/Sky pt. "Czarnobyl" (na zdj. kadr z filmu)

Gdyby do tego doszło, skażeniu radioaktywnemu mógłby ulec teren w promieniu kilkuset kilometrów od Czarnobyla. Kierujący akcją ratowniczą nie byli pewni do końca, jakie jest ryzyko wybuchu, ale nie można było ryzykować. Znów trzeba było znaleźć kogoś, kto uratuje świat. Na ochotnika zgłosili się trzej pracownicy elektrowni, którzy zeszli do zalanego wodą labiryntu korytarzy pod reaktorem i odkręcili zawory spustowe, co umożliwiło odpompowanie wody.

Nie wiadomo było, czy stopiony rdzeń nie przebije się jeszcze głębiej – stopi fundamenty elektrowni i przedostanie się do wód gruntowych, a następnie skazi Dniepr i Morze Czarne. Taki scenariusz oznaczałby katastrofę ekologiczną dla całej zachodniej części Związku Radzieckiego.

Betonowa poduszka
Aby temu zapobiec, postanowiono wybudować dodatkową "betonową poduszkę" oraz wymiennik ciepła, który doprowadziłby do schłodzenia rozgrzanego korium. To zadanie powierzone zostało właśnie górnikom.

Długi na 136 m tunel wiodący pod reaktor w Czarnobylu górnicy w większości wykonali przy użyciu ręcznych narzędzi (na zdj. wejście do tunelu - fot.: ARC/TASS).

Oficjalne radzieckie źródła wyliczają, że część spośród niespełna 400 górników pochodziła z Podmoskiewskiego Zagłębia Węglowego, a konkretnie z Tuły, gdzie metodami częściowo odkrywkowymi wydobywany był węgiel brunatny, a kolejna grupa z Donieckiego Zagłębia Węglowego.

Inaczej sytuację przedstawia Władimir Naumow, były górnik oraz uczestnik tamtych wydarzeń, którego wypowiedź przytacza portal czarnobyl.pl. Według Naumowa wszyscy górnicy, którzy przyjechali do Czarnobyla (ok. 450 osób), byli z Tuły.

- Pracowałem jako górnik w obwodzie tulskim. Dwa tygodnie po wypadku w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, 13 maja 1986 r., na terenie kopalni pojawił się przedstawiciel Ministerstwa Górnictwa. Przyszedł, aby nas poprosić o udział w "likwidacji" katastrofy. Podkreślił, że w szczególności liczy na nas, ponieważ lokalne warunki geologiczne w rejonie elektrowni są wręcz identyczne z tymi w obwodzie tulskim. Mimo że ówczesne władze starały się pomniejszyć zasięg katastrofy, byliśmy świadomi niebezpieczeństwa. Najbardziej zaskakujące jest to, że prawie walczyliśmy między sobą, kto znajdzie się wśród tych, którzy podejmą się tego zadania. Prawdopodobnie miało to wiele wspólnego z kontekstem w tamtym czasie. Była to prawdziwa determinacja, by podjąć walkę z atomem. Kierownictwo oddelegowało najlepszych z nas. Utworzono pierwszą grupę 150 górników. Wyjechaliśmy w rejon katastrofy w ciągu kilku godzin. Następnie dołączyła do nas druga grupa 300 innych górników z Tuły – wspominał górnik.

Tunel długi na 150 metrów
Górnicy wydrążyli najpierw tunel o długości 150 m, a następnie wybudowali "betonową poduszkę". Cała praca zajęła im 36 dni, a żeby ograniczyć szkodliwe promieniowanie, pracowali w trzygodzinnych szychtach. Tylko początkowo korzystali z maszyn i w miarę, jak zbliżali się do reaktora, używali jedynie łopat i kilofów.

Filmowcy uwiecznili górników w trakcie pracy (na zdj. kadr z filmu dokumentalnego ZSRR "Чернобыль. Хроника трудных недель", 1986, w reż. Władimira Szewczenki, który spędził w zonie 100 dni i zmarł rok później na chorobę popromienną).

Fakt, że pracowali pod ziemią i często się zmieniali niewiele pomógł. Podczas pracy górnicy przyjęli napromieniowanie odpowiadające od 80 tys. do 160 tys. prześwietleń klatki piersiowej.

Dokładna liczba ofiar śmiertelnych katastrofy w Czarnobylu do dziś nie jest znana. Podobnie jest z górnikami. Według jednych źródeł w następstwie napromieniowania zmarła jedna czwarta z nich, inne podają, że w ciągu kilku kolejnych lat zmarło 170 górników z Czarnobyla. Co ciekawe dziś wiadomo, że ich śmierć była niepotrzebna, bo stopiony rdzeń przeniknął jedynie do pustych zbiorników i tutaj się zatrzymał.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na terenie kopalni lądował śmigłowiec LPR. Pracownik trafił do szpitala

Na terenie kopalni Marcel w Radlinie w środę, 11 marca, około godziny 17 wylądował śmigłowiec LPR. Pomocy medycznej potrzebował jeden z pracowników.

Marszałek Saługa: Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i wygasić górnictwa z dnia na dzień

- Na pewno nie jest możliwe zamknięcie wszystkich kopalni i przejście na zupełnie inny poziom kreowania gospodarki opartej na zupełnie nowych technologiach. Minie trochę czasu zanim będziemy w stanie oprzeć konkretne gałęzie gospodarki wyłącznie na alternatywnych źródłach energii - mówi marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa.

Ta kopalnia sięgnie po miliony ton węgla świetnej jakości. Nowy poziom 880 m zmieni wszystko

Górnicy z ruchu Chwałowice kopalni ROW prowadzą obecnie eksploatację trzema ścianami. I taki jest też obecny model funkcjonowania zakładu, który od kilku lat notuje dobre wyniki produkcyjne. W październiku ub.r. ruszyła też ważna inwestycja, pozwalająca na odtworzenie bazy zasobowej, a tym samym na realizację zapisów umowy społecznej i wydobycia zaplanowanego w programach operacyjnych kopalń. Pogłębiany jest szyb II do poziomu 880 m.

Załoga PG Silesia wciąż nie ma pewności, czy miejsca pracy zostaną utrzymane

Wciąż niepewny jest los Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Przypomnijmy, że w ub. tygodniu zarządca sądowy wysłał do strony rządowej, związków zawodowych oraz właściciela spółki pismo o złej sytuacji kopalni i prawdopodobnej redukcji zatrudnienia o kilkaset osób. Mimo, iż Sąd Rejonowy w Katowicach nie wyraził sprzeciwu wobec dzierżawy przedsiębiorstwa przez Bumech, koncesja na wydobycie wciąż nie została przeniesiona i co za tym idzie nie możliwe jest przejęcie pracowników przez owego przedsiębiorcę.