Po referendum w kopalniach: Czy górnicy naprawdę chcą strajku?

Wyniki referendum, w którym prawie 92 proc. górników opowiedziało się za strajkiem, nie są zaskoczeniem. Ale frekwencja, która wyniosła nieco ponad 61 proc., już tak. - Część górników nie chce strajkować, bo widzą, że w innych zakładach ludzie nie walczą o podwyżki, ale przetrwanie - mówią eksperci, na których powołała się \"Gazeta Wyborcza\" w Katowicach.

W zakończonym w środę o północy głosowaniu w 16 kopalniach należących do Kompanii Węglowej wzięło udział 40 277 osób, czyli 61,76 proc. wszystkich zatrudnionych. Za strajkiem opowiedziało się 36 872 osoby, co daje 91,55 proc. głosujących. Przeciw było 3 tys. 148 górników (7,82 proc.). Najniższą frekwencję - 50,65 proc. - zanotowano w kopalni Szczygłowice, najwyższą - 81,11 proc. - w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej.

Wyniki referendum nie są żadnym zaskoczeniem. Zawsze w takiej sytuacji ponad 90 proc. górników opowiadało się za strajkiem i tak było również tym razem. Dla części ekspertów niespodzianką jest natomiast frekwencja - napisała \"Gazeta\".  Zwracają uwagę, że prawie 40 proc. górników i pracowników powierzchni w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu. Jak na realia w kopalniach - to sporo. - To związkowi bossowie dążą do strajku i podgrzewają atmosferę, a nie zwykli górnicy. Część z nich myśli już inaczej. Zaczyna zwyciężać w nich poczucie odpowiedzialności i solidaryzm społeczny. Widzą, że w innych zakładach ludzie nie walczą już o podwyżki, ale o przetrwanie - ocenia prof. Andrzej Barczak z Akademii Ekonomicznej, były członek rady nadzorczej Kompanii Węglowej.

Zaskoczenia danymi o frekwencji nie ukrywa też Mirosław Kugiel, prezes Kompanii, który jest przekonany, że duża część górników na pewno nie chce strajkować. - Dostrzegają, co dzieje się w kraju: wiele firm zamraża albo wręcz obniża wynagrodzenia, a my mimo trudnej sytuacji chcemy jednak dać podwyżki - mówi prezes Kugiel.

Zupełnie inaczej wyniki referendum interpretują związkowcy. Dominik Kolorz, szef górniczej \"Solidarności\", zwraca uwagę, że frekwencja była lepsza niż podczas referendum strajkowego w 2007 roku, gdy do urn poszło o 2 tys. górników mniej niż obecnie. Przypomina też, że po raz pierwszy od wielu lat referendum organizowano nie w dniu górniczej wypłaty (10 każdego miesiąca), ale wcześniej. Zdaniem Kolorza nie bez znaczenia był też fakt, że w całej Kompanii około 20 proc. pracowników jest na L4. - Informacje o niskiej frekwencji to jakaś bzdura - przekonuje Kolorz.

Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce, mówi, że gdyby górnikom rzeczywiście nie zależało na podwyżkach, to zamiast nie iść do urn, zagłosowaliby przeciw strajkowi. - Przecież na kartce oprócz słowa TAK była też słowo NIE. Kto nie popiera naszych postulatów, mógł zagłosować przeciw. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał - mówi Czerkawski.

Faktem jest jednak, że wśród samych związkowców nie ma pełnej zgody co do strajku. Część z nich uważa, że nie odniesie on żadnego skutku, a tylko zaszkodzi firmie. Na zwałach już teraz jest 500 tys. t węgla, a do końca roku może być go nawet 4 mln t. To węgiel, którego nie odebrały elektrownie, mimo że wcześniej go zamówiły. - Zima się kończy, a węgiel leży. Możemy nic nie wywalczyć - mówi jeden ze związkowców, który - by nie narażać się kolegom - woli pozostać anonimowy.

I rzeczywiście, strajk generalny nie jest jeszcze przesądzony. Ostateczną decyzję sztab protestacyjno-strajkowy ma podjąć dziś przed południem. Kolorz twierdzi, że pod uwagę brane są też inne formy protestu, nie tylko zatrzymanie kopalń. Nie chce jednak zdradzić jakie. - W piątek wszystko będzie jasne - mówi.

Tymczasem wczoraj prezes Kugiel wystosował do związkowców kolejne zaproszenie na rozmowy. Z naszych informacji wynika, że miałoby do nich dojść 2 kwietnia. Kugiel zadeklarował, że jest gotowy powołać niezależną firmę audytorską, która oceni obecną i przyszłą sytuację finansową spółki. Wszystko po to, by udowodnić związkom, że Kompanii nie stać dziś na większe podwyżki niż proponowane 4,6 proc., co dałoby każdemu górnikowi około 3 tys. zł brutto rocznie, czyli ok. 250 zł miesięcznie. - Możemy wrócić do rozmów z zarządem po warunkiem, że otrzymamy nowe propozycje. Stare już znamy - stwierdził Kolorz.

Związki domagają się 8-proc. podwyżek, co dałoby każdemu z górników około 400 zł brutto.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Koksownia Bytom rozpoczyna wielką transformację

Koksownia Bytom intensywnie pracuje nad wdrożeniem nowych standardów ekologicznych. Inwestycja w system urządzeń do przerzutu gazu sprawi, że mieszkańcy będą widzieć wyłącznie białe chmury. Zakład czeka potężna transformacja.

Książka na wakacje: „Moi przyjaciele”. O pewnym obrazie z widokiem na molo

To książka w sam raz na nadchodzące wakacje, gdy większości z nas kojarzą się one wyłącznie z morzem. Chociaż jednak nie. To książka dobra na każdą porę roku, bo zawsze jest dobrze przeczytać o ponadczasowej przyjaźni, takiej na dobre i na złe. Fredrik Backman, autor książki „Moi przyjaciele”, zaprasza na wędrówkę śladami losów czwórki przyjaciół z nie zawsze szczęśliwym zakończeniem.

MUSZLOWNIK 2026 KZM 25

Punkowe granie w górniczym parku. Oto Muszlownik Murcki Festiwal na zdjęciach!

Za nami XV Muszlownik Murcki Festiwal, czyli wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny dzielnicy. Byliśmy tam i my - z aparatem!

KWK Wujek Industriada 2026 KZM

Kopalnia Wujek. Spacer w cieniu szybów

To był niepowtarzalny spacer po terenie kopalni Wujek, na który zaprosiło Śląskie Centrum Wolności i Solidarności w ramach tegorocznej Industriady. Polecamy świetne zdjęcia z tego wydarzenia!